prokurator



share

 

Rok temu pani prokurator była wyraźnie zaskoczona nagłym zakończeniem mojego procesu. Chwilę wcześniej sygnalizowała przecież z przekąsem, że na pewno znów wymyślimy (obrona) jakieś wnioski dowodowe tylko po to, żeby dalej "przedłużać proces w nieskończoność".
Proces trwał już drugi rok i można było zrozumieć jej zniecierpliwienie. Z perspektywy jej pragmatyzmu, przedstawianie przez obronę kolejnych wniosków dowodowych, które sąd potem zmuszony był pracowicie odrzucać, albo wypuszczać w maliny, nie miało żadnego usprawiedliwienia. A tu, ku zaskoczeniu wszystkich nie pojawiły się spodziewane "kolejne wnioski" i trzeba było kończyć. Dało się wówczas wyczuć objawy lekkiej paniki nie tylko u niej. Sędzia też był zakłopotany...



share

Przeciętnie zaangażowanym obserwatorom i czytelnikom wszelkich rewelacji płynących z siedzib „niezależnej prokuratury”, powyższy surrealistyczny tytuł nie wywoła najmniejszego grymasu zdziwienia, a nawet wzruszenia ramion. Ten rodzaj uodpornienia jest celem numer jeden, jaki sobie przyjęła „niezależna prokuratura” prowadząca te najważniejsze śledztwa. Skoro, powiedzmy, 20 milionów Polaków wyłączając dzieci i tych, którzy wyrzucili przez okna telewizory, nie podniosło żadnego alarmu po śmierci, było nie było wicepremiera Polski i kupiło bajkę o zawieszonym dekoderze, to szlak jest przetarty. Oczywiście nie sławetny dekoder wraz z argumentacją, że człowiek, który z powodzeniem grzebał w bebechach kombajnu marki „Bizon”, nie potrafił wyłączyć i włączyć telewizora, przetarło szlak.



share

Kontynuuję i realizuję kolejny etap uroczyście złożonej obietnicy. Zobowiązałem się ukazać nie rąbek, ale całą „tajemnicę” postępowania karnego prowadzonego przez RPIII przeciw obywatelowi RPIII. Póki co piszę o postępowaniu, ale w tej chwili mam już postawione zarzuty i proces w zasadzie jest kwestią czasu. Prawdopodobnie nie wszyscy Czytelnicy śledzili relację od początku dlatego przypomnę kilka podstawowych założeń procesowego eksperymentu. Za wszelką cenę chcę uniknąć efektu męczennika, uważam, że ludzie, którzy z powodu podobnych komedii porównują się z ofiarami prześladowań, choćby z okresu stanu wojennego, są żałośni i co więcej profanują rzeczywistą odwagę i rzeczywiste poświęcenie. Relacja momentami może się kojarzyć z pseudo męczeństwem, ale ten efekt wynika ze szczegółów procesowych, na które rzadko kiedy mam wpływ, natomiast pominięcie szczegółów nie oddaje całego klimatu absurdu i komedii.

Strony