protest



share

Od czasu do czasu lubię sobie palnąć tytuł „dziennikarski”, czyli taki, który ma „zrobić” artykuł. Teoretycznie tak właśnie postąpiłem, ale mam jako takie usprawiedliwienie. Kto by się skusił na kolejny tekst o politycznych przepychankach, gdyby już od nagłówka wiedział o co chodzi? Wielu chętnych zapewne by się nie zgłosiło, a z czegoś trzeba żyć i coś pić. Dobra, poważnie pisząc, rzecz polega na tym, że tak zwany Sejm Dzieci i Młodzieży, to jest patologia w czystej postaci. Jeden z celebrytów był łaskaw opublikować wpis na Twitterze, gdzie o tym banalnym fakcie przypomniał i tak narodziła się inspiracja, aby się rozprawić z kolejnym, szkodliwym społecznie, mitem.



share

Z sejmu wychodzi grupa hucpiarzy udających reprezentację osób niepełnosprawnych. Powinienem zacząć od samouwielbienia i całej serii „a nie mówiłem”, ale dam sobie spokój, skromny ze mnie chłopak, poza tym wszyscy widzą, że geniusz. Nie mogę się jednak powstrzymać przed przypomnieniem kliku faktów, które składają się na najbardziej rozbudowaną i mimo wszystko najbardziej trafioną akcję opozycji, chociaż jak zwykle wszystko skończyło się farsą. Po pierwszych dniach protestu nawet wśród zwolenników PiS, czy szerzej, przeciwników „totalnej opozycji”, nastąpiła konsternacja.



share

Zgodnie z zasadą, że nie da się udawać albo nie widzieć, co się dzieje, jestem zmuszony wrócić do tematu, który nie schodzi z medialnych czołówek. Mamy tu do czynienia z istnym paradoksem. Z jednej strony, nawet GW i lewackie portale uznają widowisko za słabe i dają do zrozumienia protestującym, że pora skończyć. Z drugiej strony jak z każdą spiralą, sprawy się nakręcają samoistnie. Dawno nie było tak, aby „liberalne” media powoływały się na „hejterów” i źródła szkodzące ideologii. W przypadku liderki protestujących, tak się właśnie stało. Ujawnienie, że niepełnosprawny Kuba Hartwich wraz ze swoją mamą kłamał w żywe oczy, jeśli chodzi o swoje zatrudnienie, zostało powielone we wszystkich największych portalach.

Strony