prowokacja



share

Starzy polityczni wyżeracze nie podniecają się jak nastolatki pierwszą randką, ale są niczym doświadczony małżonek z kilkudziesięcioletnim stażem, który na pamięć i bez słów wie, co współmałżonek knuje. Wczorajsza sekwencja politycznych zdarzeń w odniesieniu do rocznicy wybuchu II Wojny Światowej i corocznych obchodów na Westerplatte wskazuje, że Adamowicz dał się złapać jak nastolatka. Całkowicie błędna jest diagnoza, że to „Budyń” rozpętał medialną zadymę. Nic podobnego zadyma zaczęła się od pełnej oburzenia wypowiedzi Mariusza Błaszczaka.



share

Grupa seksualnych fanatyków i prowokatorów zorganizowała pielgrzymkę na Jasną Górę i nie poniosła żadnej odpowiedzialności. Zgrane internetowe argumenty męczą mnie nieludzko i średnio przekonują. Dyżurnymi analogiami do Żydów i islamistów nikt nigdy i niczego nie załatwił. Ile razy można powtarzać rozmaitym prowokatorom, żeby „spróbowali tego samego w synagodze albo w meczecie”. Mam nieodparte wrażenie, że te zdarte na śmierć hasełka służą jedynie za alibi i dość żałosne wytłumaczenie własnej niemocy.



share

Nie ma dnia żeby jakiś głupek uchodzący za dziennikarza albo publicystę, nie palnął jakiejś piramidalnej bzdury z odwołaniem do faszyzmu, który zresztą myli z wymyślonym nazizmem. Mieliśmy już z 1000 „szklanych nocy”, z 2 miliony faszystowskich nagonek, kilkanaście pożarów Reichstagu i marsze nazistowskie z pochodniami. Zawsze i wszędzie powtarzam, że podobne zabiegi są aktami rozpaczy i beztalencia. Autor potrafiący składać słowa w zdania i wyrażać swoje myśli, nigdy nie zniży się do takiej mielizny warsztatowej. Niestety ta mania dotyczy również prawicowych dziennikarzy, dlatego tak skrupulatnie się wystrzegam popadania w tę żenadę.

Strony