referendum



share

Andrzej Duda jest dla mnie politykiem skompromitowanym i do wymiany, dlatego uczciwie przyznaję, że mam problem z obiektywnym spojrzeniem na jego działania. Z tej przyczyny zadałem sobie sporo trudu, aby wyjść z siebie, stanąć obok i popatrzyć na rzecz z innej perspektywy, w końcu mówimy o fundamentach państwa polskiego. Słowo „konstytucja” poniewierano przez ostatnie trzy lata na wszelkie możliwe sposoby, ale też nie ma co żałować, akurat tej konstytucji. Ostatnie zdania przypadkiem zabrzmiało jak argument za referendum i tyle zdołałem z siebie wycisnąć.



share

Będę się trzymał metafory Adriana, bo były Andrzej Duda ciężko na to zapracował. Po roku od pierwszej deklaracji, prezydent znów powtórzył i doprecyzował swoją polityczną zagrywkę z referendum w sprawie konstytucji. Zagranie Dudy to wejście bez pukania do gabinetu Jarosława Kaczyńskiego i postawienie PiS przed faktem dokonanym. Jeśli się połączy prezydenckie przemówienie z procedurami, przez które ten projekt musi przejść, to mamy sytuację zero jedynkową. Projekt trafia do senatu i tam może zostać albo odrzucony albo przyjęty.



share

Niestety pamiętam swój tekst napisany tuż po tym, jak Andrzej Duda ogłosił swój pomysł na konstytucyjne referendum. Było to rok temu i wtedy uznałem ten pomysł za bardzo dobry, ponieważ po dwóch latach kadencji i całej serii podpisów ustaw wywołujących napięcia społeczne, prezydent musiał wybić się na samodzielność. Tezę, którą wówczas postawiłem podtrzymuję do dziś. Prezydent musi iść znacznie szerszym frontem niż partia, z której się wywodzi, bo inaczej nie ma szans na reelekcję. Dlaczego zatem żałuję, że napisałem taki tekst?

Strony