sąd



share

Za PRL-u było kilka skandali obyczajowych i kilka plotek, które ponoć z realiami nie miały nic wspólnego. Jednym z głośniejszych plotkarskich romansów była miłość od pierwszego wejrzenia ówczesnego premiera Mieczysława Rakowskiego, do znanej piosenkarki Hanny Banaszak. Plotka ta w końcu trafiła do samego Rakowskiego, a ten miał odpowiedzieć: „A która to, ku..a, jest ta Banaszak?”. Przypomniałem tę anegdotę, ponieważ w niej zawiera się wszystko, co w moim przekonaniu miałby do powiedzenia Kot Prezesa na temat najnowszych wygłupów prawomocnego oszczercy Jerzego Owsiaka. Z kolei sam Kaczyński z całą pewnością siedzi teraz na „fejsie” i zamazuje „lajki” pod wpisem Owsiaka.



share

Dziś o 2.30 w ramach obowiązków służbowych byłem zmuszony wysłuchać mowy końcowej Owsiaka na „Przystanku Woodstock”. Nazwałem to mową, ale był to czysty wulgarny bełkot, który w” Faktach TVN” przycięto do dwóch równoważników zdań, w których brednie i wulgaryzmy nie padły. I taka „zabawa” trwa od lat, pokazuje się chamstwo, prymitywizm i prowokacje Owsiaka jako miłość, tolerancję i walkę z „fochem”. Nie ma takiej bredni i takiej podłości, której nie popełniłby Owsiak, a zaraz po tym zasłonił się wielkimi ideami albo pomocą dzieciom. Dzięki takim agresywnym metodom sam sobie nadał status nietykalnego i co gorsze to naprawdę działa.



share

Tytuł ukradłem z komentarza Jacka Liziniewicza, dziennikarza w dosłownym tego słowa znaczeniu, który mógłby pracować w zawodzie pół wieku temu, bo wie bez Google na czym ten zawód polega. Cóż więcej mogę dodać do słów Jacka Liziniewicza? Powiedział wszystko w jednym zdaniu i nie pozostaje nic innego, jak tylko rozwinąć ze wszech miar słuszne podsumowanie. Zacznę do tego, że powodów do takiej, a nie innej oceny Polacy mają tysiące, ponieważ 1000 razy orzeczenia sądów nie miały nic wspólnego z literą prawa, logiką i doświadczeniem życiowym. Podejrzewam jednak, że Jacek Liziniewicz zainspirował się dwoma ostatnimi „postanowieniami”.

Strony