Sawicka



share

Pośród tysiąca komentarzy opisujących casus Sawickiej, mniej lub bardziej trafnie, aż się prosi, żeby zwrócić uwagę na szkołę erystyki. Okazji pewnie nie zabraknie, ale skoro pojawił się tak głośny przypadek, warto mu się przyjrzeć okiem starego mistrza Artura Schopenhauera. To co, bez zbędnych wstępów do dzieła?

1. Uogólnienie (instantia) – państwo nie może wystawiać na próbę obywateli. Czyż nie pięknie uogólniona formuła? A co było punktem wyjścia? Złodziej Szanowni Obywatele. Na początku był złodziej, którego państwo „wystawiło na próbę”, potem złodziej przeszedł w obywatela, zaś obywatel w obywateli, dzięki temu z patologii powstała norma etyczna.



share

Nie takie rzeczy robiło się w składzie sędziowskim pod przewodnictwem sędziego Pawła Rysińskiego, jak ta ostania z płaczącą degustatorską lodów w roli głównej. Gdy tylko spojrzałem na siwy włos sędziego i wysłuchałem mowy trawy, byłem pewien, że to ani pierwszy numer, ani ostatni numer towarzysza, który staż zaczynał w czasach Jaruzelskiego i ma się świetnie w czasach Komorowskiego i póki co Tuska. Właściwie nie wiadomo od czego zacząć, tak bogaty dorobek ma sędzia Rysiński, przy którym Sawicka jest zaledwie rozgrzewką. Może zacznijmy od afery FOZZ i wyroku sądu apelacyjnego, który nie mógł pójść na całość i uniewinnić, ale wspaniałomyślnie zmniejszył kary: Grzegorzowi Żemkowi, Janinie Chim, Dariuszowi Przywieczerskiemu, Zbigniewi Olawie oraz Irene Ebbinghaus.



share

Już na wstępie chce się napisać jaka gazeta taki trotyl, ale rzecz jest znacznie szerzej zabawna i pokazuje więcej niż jedną niemoc bulwarówki z Czerskiej. Dobrze nie pamiętam, bo ledwie zerkałem na wysiłki GW, ale kilka dni na pewno wywalali na czerwono „news dnia” – Agent Tomek toples. Raz jeden kliknąłem na zdjęcie, by się upewnić co się kryje w treści, zmęczyłem w mozole akapit bulwarowej plotki i dałem sobie spokój. Czerwone dni GW pochłonęły środki, wysiłki i zaangażowały wszelkie towarzyskie kontakty, by podrzucić temat w zaprzyjaźnionych ośrodkach propagandy. Efekt? Precyzyjnie i bez sentymentów oceniając – żaden, ale z litości można rzucić jałmużnę i przydzielić ocenę mierną. Nie zajmowałbym się tym spektakularnym przypadkiem porażki dziennikarskiej gdyby nie wspomniane, ciekawe zjawiska towarzyszące przedsięwzięciu.

Strony