Śmiech



share

Trochę z kronikarskiego obowiązku, ale bardziej ze względu na codzienną polityczną robotę, jestem zmuszony odnotować wydarzenie, o którym prawdę mówiąc nie chce mi się pisać. Do tego stopnia jestem zdegustowany i pozbawiony motywacji, że nie sprawdziłem, co tam chodzący kabaret Ryszard Petru wymyślił. Proszę mnie poprawić, jeśli piszę rzeczy podobne do Petru, ale wydaje mi się, że stworzył jakiś ruch własnego imienia, czy coś w tym stylu. Gdzieś też widziałem kawałek konferencji, ale ze względu na wykonywane w tym czasie inne prace, wiele do moich uszu nie dotarło.



share

Śmiejcie się, śmiejcie, z młodego Rzepeckiego, byłego posła PiS, ale jeszcze trzy lata temu śmialibyście się, jak mówią Mamy, baranim głosem. Takich akcji, jaką odstawił Rzepecki było w polskiej polityce setki, ale co ciekawe tylko w przypadku PiS tak często kończyły się powołaniem nowej partii, czy koła, które natychmiast zdobywały zawrotną popularność w sondażach. Przykłady można sypać z rękawa, cały seriami, od Marka Jurka, przez Migalskiego, aż po Wiplera, który jako ostatni miał 18% w swojej partii, a jej nazwy chyba sam nie pamięta.



share

Gdy coś jest śmieszne to się śmieję, ale jest taki rodzaj śmiechu, któremu towarzyszą łzy, a nawet strach. Śmiać i płakać się chce jednocześnie na widok prezydenta Polski, który nie popełnia żadnej gafy, czy też niestosowności, ale zachowuje się jak Bronek ze szwagrem na wycieczce w Egipcie. Człowiek przeniesiony do zupełnie innej rzeczywistości kulturowej, może się pogubić na każdym kroku. Japonia to specyficzny kraj, gdzie za jedno nierozważnie wypowiedziane słowo lub okazany gest można skończyć z kosą w brzuchu. Zatem niespecjalnie mnie dziwi, że tak zwany człowiek zachodu nie bardzo wie, jak nogę postawić, żeby nie urazić dumy Japończyka. Z Bronkiem i szwagrem Koziejem smutny dowcip polega nie na tym, że się pogubili, ale na tym, że się poczuli jak w garnizonie albo na zakładowym grzybobraniu.

Strony