Solidarność



share

PiS pracowicie rozdaje różne podarki dla ludu głosującego miast i wsi. A to po 300 zł dla każdego ucznia na piórniki i zeszyty co rok, a to po 500 zł dla studentów na bilety do kina i teatru – no rozumiem klientela liczna – uczniów i rodziców, którzy prawidłowo wypełnią kartki wyborcze kilka milionów się uskłada.

Jednocześnie trwa strajk okupacyjny w sejmie prowadzony przez rodziców dzieci niepełnosprawnych, razem z dziećmi. Ta grupa społeczna nie jest zbytnio lubiana. Mówi się, że nieelegancko się zachowują, nagrane są jakieś niemiłe lewacko brzmiące wypowiedzi strajkujących. Jednocześnie władze PiS zapewniały o swojej wysokiej wrażliwości społecznej.

To że grupa ta nie jest lubiana jest oczywiste – jest to niewielka w skali wyborczej ilość źle wypełnionych karteczek wyborczych, więc wysokość nakładów w przeliczeniu na jedną karteczkę jest nieakceptowalnie wysoka.



share

Słowa i wspomnienia o ludziach ulatują, ale ich świadectwa pozostają. Śmierć bliskich jest poważnym ostrzeżeniem dla żyjących, pozostających poza brzegiem trumny ze swoją bezsilnością i zarazem szansą na smutne zmierzenie się z własną kruchością i tymczasowością. Śmierć jest więc tragiczną lekcją, ale też okazją dla zrozumienia, aby pełniej, mądrzej i rozumniej żyć.

Marka poznałem dopiero w północnej Kalifornii, we rejonie San Francisco w II połowie 1984 roku. Napływający Polacy z solidarnościowej emigracji nawiązywali między sobą kontakty i spotykali się w grupach dzieląc się nowymi doświadczeniami w nowym miejscu osiedlenia. Niektórzy kultywowali istniejące jeszcze z Polski przyjaźnie i znajomości.



share

Same zużyte porównania i metafory przychodzą do głowy, gdy się człowiek przełamie, powstrzyma refluks i spróbuje zmóc 15 minut „obchodów 25-lecia”. Przyznam się najszczerzej jak potrafię, że zwyczajnie dopada mnie niemoc i to taka pogłębiona. Widzę na ekranie potiomkinowską wieś odwiedzoną przez króla Haiti z okazji 25 rocznicy „zwycięstwa” bojowniczki nie zaproszonej na uroczystość. Wśród członków „rodziny” brylują wszelkiej maści ciotki i wujkowie, których walczna „Solidarność” nie rozpoznałaby jako dalekich krewnych i odległych sąsiadów. Do tramwajarki łamistrajka, Frasyniuka nieuchwytnego, Michnika, który siedział i mu teraz wolno oraz „Bolka” rozpoznawalnego i kochanego na całym świecie tuż po papieżu, zdążyłem się przyzwyczaić. Rozłożyło mnie dopiero po całkiem niewinnym wydawałoby się obrazku, mianowicie jedna z szatynek TVN24 podbiegła do blondynki TW Niezabitowskiej i zapytała, co ona na to wielkie zwycięstwo. Jezu słodki!

Strony