strach



share

Słowem należy posługiwać się precyzyjnie, od tego zależy bardzo wiele, czasami wszystko. Niewłaściwie użyte słowo w najlepszym razie prowadzi do niezrozumienia, w razach pośrednich do ośmieszenia, a w skrajnych przypadkach do śmierci. Z wyjątkiem rozmów przy wódeczce albo innych napojach wyskokowych, zawsze i wszędzie trzeba mówić zrozumiale i najprecyzyjniej jak się da. Stosując powyższą instrukcję w bardzo niewielkim stopniu można się zgodzić, że opozycja totalna wpadła w histerię, ale będzie to wyjątkowo nieprecyzyjny opis rzeczywistości.

Dla porządku i przejrzystości przypomnę słownikową definicję histerii:

1. «nerwica objawiająca się m.in. nadmierną emocjonalnością»
2. «bardzo gwałtowna i przesadna reakcja uczuciowa»
3. «atmosfera podniecenia, niepewności i lęku»



share

Nie ukrywam, że do napisania dzisiejszego felietonu zainspirował mnie banał. Żadna telewizja, żadna ogólnopolska gazeta, radio, ani portal internetowy nie podał informacji, że Jerzy Owsiak dostał wyrok karny „w zawiasach”. Wczoraj nie chciało mi się o tym pisać i dzisiaj też nie, ale warto dodać tyle, że warunkowe umorzenie postępowania z art. 212 i 216 k.k., to prawne stwierdzenie popełnienia przestępstw, no i oczywiście przegrany proces. Nikt się nad tym nie pochylił i to w takim dniu, gdy Owsiak z wytrzeszczonymi oczami biegał po scenie, zasłaniał się dziećmi, pieniędzmi i udawał, że nic się nie stanie. Kto wytrzymał te klika zdań niech się czuje pocieszony, nie będę pisał o człowieku, który nie jest wart jednego mojego stuknięcia w klawiaturę, będzie o czymś znacznie poważniejszym, a mianowicie o lęku i kompleksie świętej krowy.



share

Jest połowa lipca, niewielkie miasteczko przy zachodniej granicy Polski, z nieba leje się deszcz, w błocie brodzi kilkaset tysięcy ludzi. Na scenie stoi konferansjer, w krótkich spodniach, wydziarany na łydkach i przedramieniu, z łańcuchem fi 1 cm, pałętającym się w okolicach kolan, co jest głównie zasługą wzrostu konferansjera, nie długości łańcucha. Ze sceny padają pierwsze pozdrowienia wodzireja dla tłumu „Ten pierdo…, a nie będę mówił jaki poseł Pięta”. Tłum w większości upity po brzegi bije brawo i wdzięcznie posyła komplementy do swojego guru. W drugim wejściu 63-letni dziadek udający młodzieńca rzuca dowcipem „Andrzej Dupa”, tłum popada w ekstazę, potem już przy innej okazji rewanżuje się i odpowiada „jebać PiS”, jebać PiS”. Przedstawiłem zaledwie fragment działalności człowieka, który jest wytworem medialnej zgnilizny moralnej, a ta potrafi z płatnego kapusia Bolka zrobić bohatera i z człowieka przyzwoitego bandytę.

Strony