swiat



share

Z pełną konsekwencją nie dołączam do chóru krytyków ministra Witolda Waszczykowskiego, bo ten minister ma jedną niewątpliwą zaletę – stara się i pokazuje ze wszystkich sił, że skończyło się traktowanie Polski jak kolonii. Tego jednego Waszczykowskiemu odmówić się nie da, a jeśli już to można mówić o pewnej nadgorliwości w okazywaniu polskiej niezależności i dokładnie tutaj widzę rodzący się problem. W polityce jak w życiu, nie da się non stop stroszyć piór i podkreślać jakim to strasznie groźnym jesteśmy kogucikiem. Lew nie ryczy co pięć sekund i nie potrząsa grzywą na widok zająca, aby podkreślić swoją siłę i mimo wszystko każde zwierze wie, że z lewem nie ma żartów. Polska postrzegana przez świat od dziesiątków lat jako łatwy cel, na początku musiała bardzo wyraźnie zaznaczyć, że te podłe czasy się skończyły i dlatego pewne przesadne reakcje były wskazane.



share

Akcję ekipy z Czerskiej „Jesteśmy z Lechem” należy czytać i interpretować dosłownie, chociaż właściwe hasło powinno brzmieć z francuska „Jesteśmy Wałęsą”. Nie tylko Czerska, ale cała „elita” RPIII jest w tej chwili Wałęsą, czyli obnażonym nic nieznaczącym rechotem historii. Scenariusza upadku hydry zwanej RPIII nie pisał Hollywood, to dzieło samego szatana albo Pana Boga, zależy jaką przyjąć perspektywę. Jeśli mówimy o skrajnym sadyzmie i pognębieniu miernot, które przez ćwierć wieku same siebie nazywały awangardą, to trzeba oddać szatanowi, co szatańskie. Jeśli zaś widzimy w wydarzeniach ostatnich dni wielką dziejową sprawiedliwość, to wypada złożyć dziękczynienie Najwyższemu. Tak, czy inaczej nie sposób porównać wyczynu Kiszczakowej z jakąkolwiek, nawet najbardziej rzetelną pracą analityczną opartą na źródłach.



share

Wkurza mnie ta podsycana nadzieja, że niemieckie wydawnictwo pokaże światu całą prawdę. Spodziewam się komedii, nie sensacji, ale chętnie odszczekam pesymizm, bo też oczekuję cudu. Od kilku tygodni na miarę naszych czasów i możliwości rozniosły się po Internecie wieści o najnowszej książce niemieckiej sławy Jürgena Rotha. Gdyby Cezary Gmyz był Niemcem i żył w Niemczech, byłby trzy razy lepszy od wzmiankowanego Niemca. Niestety Gmyz żyje w Polsce i my wegetujemy razem z nim, takie są realia. Ale ten trzy razy słabszy od Gmyza Roth jest za Odrą wyrocznią w dziedzinie, która u nas została obśmiana. Roth na swoim terenie nie robi za „oszołoma”, tylko za eksperta śledczego. 8 kwietnia ma się ukazać książka niemieckiego dziennikarza na temat Naszego polskiego Smoleńska. Tezą będzie zamach! Strach się bać, prawda!? No i się odpowiednie środowiska w kolejności przewidywalnej zaczęły bać.

Strony