szmira



Wieczna wojna jakości z tandetą i szmiry ze sztuką jest pacyfikowana, jakże głupio używaną sentencją łacińską: „o gustach się nie dyskutuje”. Trzeba zacząć od tego, że owe słowa zostały wypowiedziane w czasie, gdy coś takiego jak bezguście praktycznie nie istniało. Nie licząc „dzieł” Nerona, w starożytnym Rzymie do sztuki, kultury, podobnie, jaki i nauki, nie byli dopuszczani analfabeci. Filozofowie, poeci, malarze prezentowali najwyższy poziom, reszta to rzemieślnicy, którzy z powodzeniem ośmieszyliby współczesnych „artystów”. Kontekst i odniesienie tej słynnej sentencji są jednoznacznie pozytywne, poeta miał na myśli tyle, że nie dyskutuje się o tym, czy Seneka, czy Cyceron jest bardziej „cool”.



share

Ostatnio łatwo się załamuję czytając rozmaite wywody, niestety i na tym portalu. Załamuje mnie i poziom wypowiedzi i tok „rozumowania”. Ten tekst jest odpowiedzią człowieka inteligentnego, który usiłuje bronić jakości przed szmirą. Odpowiedzią na inny zamieszczony tu tekst, którego treści, ani autora przytaczał nie będę, gdyż promowanie szmiry uważam za grzech śmiertelny. Rzadko kiedy decyduję się na takie detaliczne analizy tandety, ale tym razem problem uważam za szerszy, cykliczny i zjawisko za masowe, więc może nawet dobrze się stało, że i na kontrowersje.net zawitała tabloidowa szmira. Jest dzięki temu powód, żeby kolejny raz przypomnieć co jest kulturą, sztuką, literaturą, a co szajsem napędzanym ideologią i popkulturowym kombinatem ćwierćinteligentów. Obserwacja niektórych grup docelowych konsumujących popkulturową i ideologiczną gryczaną ze skwarkami napawa mnie rozbawieniem i przerażaniem jednocześnie.