tandeta



share

Wracam do tematu, którym nie warto było się zajmować od samego początku, przynajmniej takie słyszałem opinie i kompletnie się z nimi nie zgadzałem. Wszystkie chamskie prowokacje opakowane w nowoczesną kulturę mają jeden znany cel. Chodzi o zdetonowanie fundamentów wspólnoty i nie należy tego rozumieć, jako codzienne odmawianie paciorka. Fakt, że główne ostrze chamstwa zwanego współczesną kulturą jest skierowane przeciw chrześcijaństwu, a precyzyjniej przeciw katolicyzmowi, ma znaczenie, ale chodzi o coś znacznie szerszego. Katolicyzm dostaje najbardziej, ponieważ najmocniej pielęgnuje wartości uznawane za śmiertelnego wroga nowoczesności. Ład moralny, rodzina, katalog praw i obowiązków zawarty w dekalogu, to wszystko nie pozwala dewiantom i wyznawcom nihilizmu „czuć się wolnym w tym kraju”.



share

XXI w. Polska, firma N…, podkaszarka spalinowa.  Przycinamy to czego nie weźmie kosiarka. Taaaak? O takiego!.

Od początku były z larwą problemy – coś w rodzaju królowej lawet Matki Kurki – Hrabiny Laguny. Na ssaniu chodzi, przejście w położenie praca: hhmm uups duppps koniec. W czym rzecz, zastanawiam się, by oczywiście nie naruszyć warunków gwarancji, z których najważniejsze jest to by pracować w okularach ochronnych. A tymczasem ta kurwa nie chce w ogóle pracować.



share

Gdy byłem na drugim roku socjologii prawdziwą furorę robił „Big brother”, wówczas absolutna nowość w Polsce, serwowana przez TVN i prowadzona przez samego Grzegorza Miecugowa. Praktycznie na każdych zajęciach wykładowcy i studenci podejmowali temat, usprawiedliwiając się naukowymi narzędziami badawczymi. Bardzo szybko się jednak okazywało, że większość „naukowców” zaczynała mówić dokładnie w taki sam sposób w jaki rozmawiało się o „Big brotherze” na przystankach tramwajowych. W pewnym momencie ambitniejsza i zdecydowanie męska część studentów nieśmiało zauważyła, że sam program jest żenujący, natomiast nasze próby udawania naukowej ciekawości w szybkim tempie zmierzają do tego samego poziomu. Zaczęła się jatka nie na żarty, chociaż moja grupa z reguły nie wyrywała się do odpowiedzi i nie przejawiała żadnej aktywności. Pod koniec dyskusji padł żelazny argument rzucony przez koleżankę, powiedzmy Agnieszkę, bo prawdziwego imienia nie pamiętam.

Strony