Tusk



share

Drugi dzień barak RPIII rechocze z radości i ogłasza wielki triumf polityczny Tuska połączony z wielką klęską Kaczyńskiego. Jest to reakcja klasyczna dla ludzi, którzy z jednej strony za wszelką cenę potrzebują jakieś iskierki nadziei, z drugiej jeszcze nie rozumieją, co się stało i kto tu wygrał. Przypomina mi się jeden z lepszych skeczy Zenona Laskowika i Bohdana Smolenia. Laskowik grał anioła, Smoleń diabła i jak to między aniołami i diabłami bywa, doszło do targów. Anioł ostro licytował zamianę skrzydełek na różki i w końcu stanęło na tym, że diabeł oddał dwa różki za jedno skrzydełko. Zadowolony z siebie anioł odtrąbił, że ubił interes życia, bo za jedno dostał dwa. Na tę euforię diabeł odpowiedział krótko: „A teraz spróbuj polecieć”.



share

Jarosław Kaczyński przedstawiany jest często jako polityk – jeśli nie gardzący tzw. PR-em, to przynajmniej nie dostrzegający w pełni konieczności jego stosowania w polityce w „dzisiejszych czasach”. Taka postawa z jednej strony prowokuje lamenty umiarkowanych PIS-owców, załamujących ręce nad utraconymi możliwościami pozyskania mitycznych wyborców centrowych. Z drugiej strony z okolic PIS-owskiego hard core’u spotyka się ona z pochlebną konstatacją, że choć Prezes nie jest królem przekazu, to jednak cechuje go coś o wiele ważniejszego z punktu widzenia poważnego polityka: konsekwencja, która przenosi PIS przez wzburzone fale przelotnych medialnych burz i sztormów.

Niewątpliwie konsekwencja jest dobrą rzeczą i w polityce, i nawet poza nią. Najlepsze efekty przynosi zaś, jeśli stosowana jest konsekwentnie. Najdrobniejsza niekonsekwencja odbija się czkawką prędzej czy później.



share

Śmieszą mnie niezmiennie i ogromnie polityczne komentarze ludzi, którzy udają, że się znają na polityce. Odtrąbiono wielki sukces Tuska i kompromitację Polski, ale to melodia laików i ignorantów, rzeczywistość polityczna wygląda dokładnie odwrotnie. Dziecko wiedziało, że kandydatura Saryusz-Wolskiego nie ma najmniejszych szans, wiedział to również sam kandydat. Kaczyński dzieckiem nie jest i doskonale sobie zdawał sprawę, co się stanie, a mimo wszystko poszedł na starcie, którego wygrać nie mógł i to jest jedyna rzecz godna uwagi. W całości podtrzymuję swoją wcześniejszą wypowiedź o tym, że wybory na „prezydenta Europy” pokażą, czy Europa zaczyna traktować Polskę, jak partnera, czy nadal chce widzieć w Polsce chłopca na posyłki parafującego rachunki.

Strony