USA



share

Słowami można się bawić, słowami można zwodzić, ale na końcu zawsze są czyny. Podsumowując dwa lata zagranicznej polityki PiS można powiedzieć, że nie ma żadnej polityki, nie ma żadnych czynów, co najwyżej są gesty i jeden jedyny sukces w polityce z Niemcami. Obojętnie, w którą stronę spojrzymy nigdzie nie zobaczymy konkretów. PiS opowiedziało Polakom piękną bajkę o suwerenności, a potem w gabinetach przeszli do prozy życia, oddając kolejne skrawki polskiej suwerenności i nie uzyskując w zamian nic. Chciałbym być gołosłowny, ale wystarczy przywołać najbardziej podstawowe fakty, żeby pozbyć się złudzeń.



share

Jedno jest pewne, dziewictwa dwa razy stracić nie można, a PiS dziewicą przestał być dawno. Wszystkie buńczuczne hasła dotyczące powstawania z kolan i inne deklaracje dotyczące prowadzenia twardej polityki zagranicznej, nabrały wymiaru farsy. Stało się to już parę miesięcy temu, gdy głównym celem „rekonstrukcji” rządu i to zdefiniowanym przez Kaczyńskiego, miało być nowe otwarcie w stosunkach z UE i coś tam się przebąkiwało o geopolityce w ogóle. Teza była prosta, nasza polska siermiężna Beata Szydło nie nadaje się na europejskie salony, potrzeba nam kogoś światowego, kto zna języki i ładnie wygląda. Podkreślam, że to teza Jarosława Kaczyńskiego.



share

O słabości Jarosława Kaczyńskiego i bezkrytycznym stosunku do USA mówiło się od dawna i to jest niestety w sporej mierze prawda. Słynne swego czasu spotkanie Jarosława Kaczyńskiego z Bushem, które obrosło w mniej lub bardziej śmieszne anegdoty, doskonale pokazuje determinację szefa PiS w dążeniu do sojuszu z USA. Samego kierunku nie sposób podważyć, potrzebny nam mocny partner w naszym położeniu politycznym i geograficznym, ale to musi być partnerstwo, a nie przyjaźń polsko-radziecka.

Strony