wyborcy



share

Złośliwi twierdzą, że najnowsza afera z udziałem Staszka Gawłowskiego, to akacja PO i Schetyny, która ma przykryć katastrofę o szumnej nazwie „Marsz Wolności”. Radio Szczecin podało, że w mieszkaniu należącym do Gawłowskiego funkcjonowała agencja towarzyska, czyli burdel po prostu. Żona Staszka zarzeka się, że to kłamstwo, a mieszkanie miała wynajmować jakaś pani z branży gastronomicznej. Ponieważ Internet nie zna litości, no to z miejsca doprecyzował branżę i tak z lokalu gastronomicznego powstała lodziarnia. Prawdę powiedziawszy nie dłubałem przy tej aferze w ogóle i nie wiem, jak było naprawdę, ale tak na intuicję i po groteskowym tłumaczeniu połowicy Staszka, w kościach czuję, że raczej o bar mleczny nie chodzi.



share

Nie oglądałem konwencji PiS, siedziałem pod starą Fabią i wymieniałem miskę olejową, a do tego intercooler. Kogo to interesuje i kto zrozumiał o co chodzi, zwłaszcza z tym intercoolerem? Ano właśnie, tak to jest w polityce, że do ludzi trzeba mówić głosem biblijnym: „Niech wasza mowa będzie: Tak, tak; nie, nie”. Gdy się tylko wprowadza didaskalia na plan, pierwszy, gdy się mówi językiem „intercoolera” i szpanuje polityczną wyższością, zawsze i wszędzie efekt jest ten sam – ludzie odwracają się plecami. Z konwencji partyjnej to ewentualnie Kaczyńskiego można posłuchać.



share

Na początku ujawnię kawałek z życia publicysty, takiego biednego, który ma kredyty i jakoś na życie musi zarobić. Rodzina już się przyzwyczaiła, że ze mną nie ma kompromisów i przestała się dziwić, gdy kolejny raz stawiam na ostrzu noża sprawy egzystencjalne, jeśli te stoją w sprzeczności z moim poczuciem racji i honoru. Ludzie sobie kpią z takich zasad, bo wiadomo, że honorem nikt się nie naje, ale mnie nie przeszedłby przez gardło jeden kęs, gdybym robił coś wbrew sobie. Rozmaite redakcje, które znają mnie od kuchni wiedzą, że w tych słowach nie ma cienia przesady, zawsze i wszędzie mówiłem wprost, że można nie drukować, ale niczego zmienić nie dam chyba, że coś jest rzeczywiście słabe.

Strony