zgnilizna



share

Ludzie pytali, co mi strzeliło do łba, żeby sobie włączyć telewizor na kanale Eurowizji i jak to w ogóle można oglądać? Jeśli chodzi o pierwszą cześć pytania, to odpowiadam, że nic mi nie strzeliło, ale z pełną premedytacją zabrałem się do rzeczy, bo wiedziałem, że znajdę tam prawdziwą ucztę dla socjologa. Natomiast druga cześć pytania jest trudniejsza i zawiera uzasadnione wątpliwości. Lekko nie było, to chyba jasne, nie ma jednak innego sposobu na pozyskanie dowodów na zgniliznę i paranoję lewackiej Europy, niż zapoznanie się z, że tak powiem, materią badawczą. W każdym wymiarze konkurs Eurowizji pokazał w jakim miejscu obłędu się znaleźliśmy i końca niestety nie widać. Takie żarty z uczestników, które sprowadzają się do ustalania, czy to baba, czy chłop, stały się normą. Prawie nikogo nie zaskakuje, że znów mieliśmy pokaźną reprezentację seksualnych rewolucjonistów, przywykliśmy do widoku facetów z cyckami.



share

Zaraz po wyborach napisałem felieton, w którym sprowadziłem entuzjazm na ziemię. PiS nie przejął władzy, PiS jedynie wypełnił warunki, które są koniecznie do przejęcia władzy, ale w suwerennym, demokratycznym państwie. Rząd i parlament w postkomunistycznej rzeczywistości pozwala zaledwie na dwie rzeczy: zmianę symboliki i działania administracyjne. Tych drugich nie lekceważyłbym, ponieważ z uporem maniaka powtarzam, że przy ich pomocy da się posprzątać niejedną patologię. Podam tylko dwa przykłady. Decyzją Ministerstwa Spraw Wewnętrznych o zakazie żebrania przez dzieci na ulicach, Jerzy O. dostaje najboleśniejszy wyrok. I drugi okólnik wydany na poziomie administracji tego samego ministerstwa i w sprawie tego samego oskarżonego. „Przystanek Woodstock” uznać za imprezę masową podwyższonego ryzyka, a co za tym idzie: zakaz sprzedaży alkoholu, teren ogrodzony i monitorowany, zwiększona liczb służb ochrony i informacji. Proste prawda?



share

Do głowy, by mi nie przyszło, żeby zajmować się takim łajnem, jakie wyprodukował resortowy błazen, którego nazwiska, z szacunku dla samego siebie, nie wymienię. Ofiarą esbeckiego genu, padł sympatyczny i odważny człowiek, aktor Jerzy Zelnik. Była to jedna z tych durnowatych akcji: „Mamy cię”, w których ściąga się ludziom spodnie, bo to takie cholernie zabawne. Lewacki troll zadzwonił do Zelnika i przedstawił się jako Janusz z kancelarii Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej, który prosi o konsultacje w kwestii odesłania nieprawomyślnych aktorów na wcześniejszą emeryturę. Rozmowa miała miejsce siedem tygodni temu, ale dopiero dziś została opublikowana i to w wersji nie mającej nic wspólnego z sensem i chronologią wypowiedzi po obu stronach. W efekcie z Jerzego Zelnika zrobiono kapusia, wciągającego swoich kolegów po fachu na czarną listę, a powodem miały być niewłaściwe poglądy polityczne.

Strony