zmiany



share

Uprasza się o nie opuszczanie felietonu, po przeczytaniu tytułu, ponieważ w treści będzie znacznie ciekawej i nie na temat. Liczenia uczestników marszu ORMO wszyscy mają dość, muszę jednak zbudować tło dla głównego przekazu. Liczył ratusz, pod dowództwem Hanny Gronkiewicz - Waltz i jej koleżanek z kolegami. Liczyła Policja, pod okiem ministra Błaszczaka. Liczyły Wiadomości TVP pod kierownictwem Jacka Kurskiego. I teraz, wyobraźcie sobie, policzyła GW pod nadzorem Michnika. Ponownie uprasza się o pozostanie na miejscach, bo mylą się wszyscy, którzy zakładają, że wyniki przy takiej komisji liczącej są oczywiste. Nic z tych rzeczy, owszem ratusz policzył bzdurne 240 tysięcy i to zanim ORMO-wcy wyszli na ulicę. Zgadza się, że Policja podała swoje 45 -50 tysięcy i wiemy, że TVP, głowa po głowie, doliczyła się 46 200 głów. Nikt by jednak nie zgadł, łącznie z piszącym te słowa, że redaktorzy GW osiągną wynik… No jaki? 100, 200, a może 300 tysięcy?



share

Gdy zaczynałem swoje starcie z Jerzym O. ludzie pukali się w czoło, grzebali mnie żywcem i przewidywali, że w sądzie najdroższe kancelarie wraz z osobowością „Jurka” wbiją mnie w glebę. Od początku odpowiadałem, że będzie zupełnie inaczej i tak się stało. Mam zatem pełne podstawy do kolejnego stwierdzenia. Proszę przestać marudzić, kulić się w sobie, czy też sztucznie sobie dodawać odwagi. Jesteśmy świadkami doskonałej zabawy, Jarosław Kaczyński i Andrzej Duda z uśmiechem na ustach dobijają i grzebią komunę i jest rzeczą naturalną, że komuna biega po stole szukając słoika. To wszystko są tanie gierki psychologiczne, łatwe do rozszyfrowania. Oni nie straszą, oni się przeraźliwie boją, identycznie zaczynał i kończy „Jurek”. Jeszcze trzy, cztery miesiące będziemy świadkami żenady, ale po pierwsze, tutaj nie ma żadnego porównania do lat 2005-2007, gdy histeria była 1000 razy większa i możliwości żywego trupa również.



share

Oni wszyscy najzwyczajniej w świecie uwierzyli we własne kłamstwa i stąd ten miły dla oczu dramat "salonu", który nieco gorzej uszy znoszą. Udające polityków kliki przez 8 lat robiły, co chciały, nie dbając o zacieranie śladów. Cokolwiek by się nie działo, jak bardzo nie paliłoby się pod tyłkiem, w szeregach partyjnych niczym mantrę powtarzano jedno bojowe hasło: "Donald to naprawi". W mediach rozmaici propagandziści, pozbawieni jakiejkolwiek wiedzy i zdolności analitycznych, klepali inną zdrowaśkę: "Spokojnie, pod koniec kampanii prezes Kaczyński na pewno coś powie". Wśród zwolenników tego towarzystwa królował jeszcze inny mit: "Przecież nikt normalny tych moherów nie wybierze, nawet w Polsce nie ma takiego ciemnogrodu". Do wszystkich mantr, zdrowasiek i mitów dochodziły analizy ekspertów, gusta aktorów i wreszcie sondaże pokazywały jednoznacznie, że PiS nigdy nie przejmie władzy.

Strony