Kto pomaga wszystkim...niech rzuci kamieniem (we mnie)

Prześlij dalej:

Historia poniższa to autentyk. Autor w niej uczestniczył.

1989 rok.

Afryka.

Douala w Kamerunie. Największy port w regionie.

Południe. Wielkie, afrykańskie muchy ogłuszone upałem padają łupem nieruchomo czyhających na darmowy żer wszędobylskich jaszczurek.

Przy kei, wśród wszędobylskich śmieci, zacumowany czarny kadłub statku. Wielki biały napis głosi przynależność do ostatniej prywatnej, francuskiej firmy żeglugowej a biała zębatka na kominie, rozpoznawana w całej Centralnej Afryce oznacza dostawę z Europy kolejnej partii samochodowych wraków, francuskiego, pozaklasowego jęczmienia dla miejscowego browaru oraz dotowanego przez eurokołchoz cukru w workach.

W cieniu obskurnych, portowych magazynów leżą dziesiątki dokerów. Kilku z nich pracuje przy wyładunku, reszta czycha, jak jaszczurki, na cokolwiek co wypadnie z niedomkniętego kontenera.

Kilkoro żebrzących o wszysko dzieci zawraca głowę młodemu trapowemu.

Afrykańska sielanka.

Dochodzi dziesiąta, czyli czas coffee time’u, zmieniam młodego przy trapie. Reszta wachty znika w coffee shopie, piją kawę, wodę (marynarze mogą pić wodę...), smakują ciastka, Młody robi kanapki. Zaczyna się planowanie rozrywek na wieczór:

-Ja tam idę do księdza, blisko jest, piwo zimne mają, kto idzie ze mną?

-Sam chcesz iść??? Nie dojdziesz, poproś Starego - ma samochód to cię podwiezie, ale nie idź sam. Stracisz wszystko co masz, razem z koszulką, butami i zegarkiem.

-Ja tam się nie boję...i tak pójdę...

Wracam do biura, Młody wraca na trap a murzyńska dzieciarnia, niezmordowana przystępuje do kolejnego ataku, przy którym atak na Pearl Harbour to pestka, jako że Młody bomb atomowych nie posiada to szanse ma nikłe. Jego kanapki zmieniają własciciela.

-Ty, k...a, zobacz co Młody odpierdala...trzeba będzie mu do rozumu przemówić...dokarmia tę czarną bandę...zaraz zegarek mu buchną...rękawic już nie ma...

Może się nauczy...ale chyba nie dzisiaj.

Wieczorem się okazało, że ani dzisiaj ani jutro. Poszedł „do księdza” na piwo – oczywiście do lokalnej „seaman’s mission”. Wrócił nad ranem, bez pieniędzy, spodni, zegarka, zakrwawiony. Zupełnie zwyczajnie napadnięty, pobity i obrabowany, ale żywy.

***

-Młody słuchaj, ciesz się, że żyjesz...ale posłuchaj...ja kiedyś dostałem straszny opierdol od oficera, wiesz za co...za dokarmianie czarnych...nie, nie - nic nie mów, bo ja wtedy myślałem tak jak ty...i wiesz co...on miał rację...te dzieci dorastają...i potem już nie są małe i głodne tylko duże, wredne i wkurwione na wszystkich co mają więcej niż one...a ja...gdybym ich wtedy nie karmił to może wczoraj by cię nie napadli...

6
2061 liczba odsłon

Autor artykułu: YarekQ