Prześlij dalej:

Ostatnio gospodarz i główny autor tego zacnego portalu, pan Matka Kurka napisał bardzo dobry tekst dotyczący Pawła Kukiza. Niestety, ale najwyraźniej równie, jak Kukiza, Matka Kurka nie lubi systemu wyborczego JOW, i postanowił upiec dwie pieczenie przy jednym ogniu.

Skoro udowodnił, że Kukiz jest niepewny, a Kukiz forsuje JOW-y, to i JOW- są niepewne. Proste rozumowanie, z tym, że niestety obarczone błędem logicznym, ponieważ Kukiz lubi również inne rzeczy oprócz JOW-ów, a o tym Autor już się ani nie zająknął. Raczej liczył się z tym, że skoro Kukiz preferuje chodzenie w spodniach, to nie znaczy to, że spodnie należy zamienić na spódniczki.

Pojawił się jeszcze tylko jeden argument, a mianowicie, że mając pieniądze, łatwo manipulować JOW-ami przy pomocy zorganizowanych i zasobnych grup wpływu. Chodziło w ogólnym zarysie o to, że jak ktoś piastuje funkcję publiczną, to wpływy jakie posiada, może wykorzystywać niegodziwie, budując swoje zaplecze polityczne oraz finansowe, obdarowując swoich zaufanych ludzi, dobrze płatnymi posadkami budżetowymi, co tworzy swoisty, samonapędzający się mechanizm rolujący zwyczajnych ludzi.

Zorganizowane grupy wpływu bowiem, mają zawsze więcej pieniędzy na reklamę, propagandę i PR, mają lepszy dostęp do innych wpływowych ludzi polityki, mediów i biznesu, bo wiadomo, rączka rączkę myje, i w ten sposób źli ludzie przechwycą wszystkie mandaty w systemie  JOW, i będzie tragedia narodowa, a może i grecka.

Otóż Matka Kurka zapomniał, albo zwyczajnie tego nie wie, że powyższy opis pasuje dokładnie do każdego systemu wyborczego. Obecnie panujący nam system patriokratyczny również zmonopolizował media, biznes, budżetowe posady oraz dystrybucję miejsc na listach wyborczych, zatem argument ten jest pusto brzmiący, gdyż trafia w próżnię. Opisane procesy w żaden sposób nie wyróżniają systemu JOW, w jakikolwiek, nawet i nie nadzwyczajny sposób.

Opisany proces zdobywania wpływów politycznych oraz ich wykorzystywania w celu przysporzenia sobie następnych wpływów, czyli powiększania swoich zasobów, to abecadło politologii. Niestety, ale żeby o tym wiedzieć, trzeba być politologiem, albo chociaż słuchać mądrzejszych, a nie z zadartym do góry nosem buńczucznie perorować, że politologia to jakaś tam pseudo-nauka, której nikt poważny nie bierze poważnie.

Wracając do meritum, mam nadzieję, że ku zaskoczeniu wszystkich, zgodzę się z Matką Kurką, iż JOW jest systemem słabym, niewydajnym oraz niewłaściwym dla naszego społeczeństwa w obecnej sytuacji życiowo-dziejowej.

Przyczyny tego są jednak zupełnie inne, niż sympatia Kukiza, czy błędnie postawione tezy  w omawianym artykule. Otóż głównym argumentem na rzecz obrania danego typu systemu wyborczego jest wskaźnik satysfakcji elektorów, czyli wskaźnik mówiący jaki odsetek obywateli biorących udział w wyborach będzie posiadał swojego przedstawiciela, czyli konkretną osobę, lub członka stronnictwa politycznego, jeśli głosuje się na listy, tak jak w ordynacjach proporcjonalnych.

Już z tego sformułowania jasno wynika, że system proporcjonalny jest wydajniejszy – ponad 80% głosujących, posiada później „swoich” reprezentantów w wyłanianych ciałach politycznych. Jednostopniowy JOW angielski, czy amerykański, wskaźnik ten ma bardzo, dużo niższy, bo poniżej 50%. Dwustopniowy JOW francuski ma prawie 60% wydajności, co również jest oczywiste, gdyż w drugiej turze zwycięzca musi mieć zawsze ponad 50% głosów.

Omawiając każdy z systemów, bez trudu wykażemy łatwe do zastosowania sposoby manipulacji owymi systemami przy pomocy wpływów politycznych, finansowych, medialnych i każdych innych. Jak wspomniałem, ten argument posiada wartość zerową, gdyż wpływy adwersarzy znoszą się wzajemnie w rachunku globalnym. Twierdzą tak m.in. z całym przekonaniem Amerykanie, u których cała polityka finansowana jest z funduszy prywatnych, lobbing jest legalny i jawny, i ogólnie wiadomo, że kto nie posmaruje, ten nie pojedzie. No i co z tego? Lobby o przeciwnych wektorach dają wartość zbliżoną do zera, czyli system ten nie umożliwił dominacji, czy hegemonii jednemu określonemu ośrodkowi wpływu, z prostej przyczyny – takich pazernych na władzę ośrodków jest wiele, i rywalizują one pomiędzy sobą.

Skoncentrować więc należy się na pozostałych aspektach, które zadecydują o jakości systemu wyborczego. Pozostanę tutaj przy wskaźniku satysfakcji, gdyż jest to bardzo dobry wskaźnik – praktycznie niepodważalny.

Zadanie teoretyczne polega więc na stworzeniu modelu ordynacji wyborczej, której efektywność byłaby nie mniejsza niż 80%, a jednocześnie nie trzeba by głosować na listy partyjne zatwierdzane przez partyjnych kacyków i baronów, czyli mówiąc inaczej – system wyborczy równie wydajny, jak systemy proporcjonalne, ale sprawiedliwszy od niego poprzez głosowanie na osobę, a nie na listę. Wybieramy osoby – zasada personalizmu – które są później osobiście odpowiedzialne za swoją działalność, zamiast anonimowej twarzy partii. Dotykamy tutaj również zasady równości w kandydowaniu na funkcje publiczne – kandydować ma prawo każdy, a nie tylko członek partii zatwierdzony przez kogokolwiek poza wyborcami. W końcu w obrębie okręgów wyborczych eliminujemy patologię polegającą na tym, że kandydat z małej partii, ale o poparciu 100 000 głosów, nie zdobędzie mandatu, bo jego partia nie przekroczyw skali kraju progu 5%, a kandydujący z tego samego okręgu idiota, czyn kretynka, dostają mandat przy poparciu rzędu kilku tysięcy głosów, co obecnie możemy do znudzenia obserwować na naszej scenie poltycznej, a co jest skwapliwie przemilczaną "wadą genetyczną" systemów proporcjonalnych.

I te dwa punkty są wystarczające – 1) wydajność systemu minimum 80% +  2) głosowanie tylko na ludzi, a nie na listy.

Czy istnieją takie systemy wyborcze? Oczywiście, ale są skrzętnie ukrywane przed umiłowanym ludem, ponieważ nawet rozpasane wpływy, najbardziej wpływowych ośrodków, nie byłyby w stanie skanalizować obsady wszystkich mandatów, a jedynie ich stosunkowo niewielką część, co doprowadziłoby do niekontrolowanej wymiany elit oraz do kaskadowej utraty wpływów ludzi najbardziej dotychczas wpływowych.

Oto nasz osobisty, staropolski system wyborczy, poszerzony o stosowne, uwspółcześniające go modyfikacje.

Tworzymy okręgi  6 – 8 mandatowe. Mandaty zdobywają kolejno wszyscy kandydaci z najlepszymi wynikami, których suma nie może być mniejsza niż 80% oddanych głosów. Koniec i kropka.

80% satysfakcji gwarantowane, przekrętasy i nieuczciwiaki wyprują sobie flaki, żeby w ogóle się załapać, resztę biorą normalni, popularni, popierani, zdolni i wpływowi obywatele.

System ten z powodzeniem stosowany był w IRP, z tym, iż wówczas tworzono okręgi w których wybierano od dwóch do czterech posłów.

Czy to było takie trudne? Czy nikt w Polsce spośród wpływowych osób, profesorów, prezesów et cetera, nie zna tego systemu? No bez jaj proszę…

------------------

Foto

 

0
7682 liczba odsłon
Obrazek użytkownika Jacek Biel

Autor artykułu: Jacek Biel

5 (liczba komentarzy)

  1. Ato ciekawe...

  2. Zgadzam się z Autorem, że główny problem wyborów leży w manipulacji. I w zasadzie na tym można rozważania zakończyć. Nie ma bowiem ordynacji wyborczej, która byłaby w stanie ograniczyć manipulację. I to właśnie każe całą demokrację przedstawicielską wyrzucić do kosza. Jest to bowiem system rządów (niejawnej najczęściej) grupy, sprawowanych przez sterowanych przez nich funkcjonariuszy. Zmanipulowany obywatel-wyborca wybiera najsmakowiciej wylansowanego 'swego przedstawiciela' i po tym obywatelskim akcie ma na niego wypływ zerowy.

    Oczywiście żadna demokracja tego typu nie walczy o to, by tak wybranego przedstawiciela dało się łatwo odwołać. Widać więc, że mamy do czynienia ze słabą namiastką obywatelskiego systemu sprawowania władzy.

    Jeśli demokracja jest taka dobra, to dlaczego nikt nie walczy by była prawdziwą demokracją, czyli by, jak w Starożytności, obywatele osobiście decydowali o funkcjonowaniu swego państwa? Niedorośli? A do wybierania różnych (nieponoszących praktycznie żadnej konsekwencji za swoją indolencję i oby tylko) durniów się nadają?

    Środki do wyrażania swych poglądów i dla realnej dyskusji już przecież istnieją.

     

  3. avatar

    Obecny system, to faktycznie namiastka demokracji. Ale skoro przyjmujemy taki pogląd, to potępianie demokracji, jako takiej, na podstawie obserwacji namiastki, czyli czegoś, co nie jest demokracją, a jedynie ją udaje, jest chyba przedwczesne.

    Co do demokracji bezpośredniej, to panuje pogląd, że system ten nie  oże funkcjonować z przyczyn czysto fizycznych - geogeaficznych, ludnościowych i technologiczno-logistycznych, w państwach o wiele wiekszych i ludniejszych, niż starożytne, greckie miasta-państwa.

  4. 1. Co jeśli 80% (czy jakąkolwiek inną założoną liczbę) uzbiera dopiero liczba kandydatów przekraczająca liczbę przypadających na dany okręg mandatów?

    2. Nie czytałem tego tekstu Kurki, nie wiem czy podniósł ten argument, ale wprowadzenie JOWów będzie skutkować rozdrobnieniem znacznie utrudniającym wyłonienie parlamentarnej większości i skuteczne rządzenie. "Partie" będą się i tak musiały stworzyć, ale po wyborach, a nie przed. De facto więc wyborca gra w rosyjską ruletkę, bo nie wie, w jaki układ koalicyjny wejdzie jego ukochany, samodzielny, niepartyjny polityk i jaki program będzie zmuszony realizować. W systemie "partyjnym" przynajmniej z góry wiadomo, co dana partia, rządzona przez brzydkiego kacyka, sobą reprezentuje. Siłą rzeczy system ten będzie musiał wyewoluować z czasem (po etapie zamieszania) w system dwu-, trzy- czy tam kilupartyjny, ale partyjny.

    3. Jak to wygląda w krajach, gdzie funkcjonują JOWy? Czy tam szefowie partii nie zatwierdzają list wyborczych w okręgach?

    4. (to już pytanie poza konkursem) Co trzeba mieć we łbie, żeby będąc wrogiem partiokracji, wodzostwa etc.etc. nazwać partię ... swoim nazwiskiem? Czy na kongresie partii Kukiz szefem może zostać wybrany ktoś o innym nazwisku? Czy Malinowski zostając szefem Kukiza będzie musiał zmienić nazwisko? Czy też nazwę zmieni partia? A może Malinowski nie może ubiegać się o przywództwo Kukiza, bo wódz jest tylko jeden?   

  5. avatar

    Ad. 1. Problem ten występuje w RFN, chociaż z nieco innej przyczyny - rozwiązano go określając liczbę mandatów nie w sposób liczbowy, a systemowy - wahania ilościowe w liczbie posłów do Bundestagu występują w każdej kadencji.

    Ad. 2. JOWy są kiepskie i łatwo nimi manipulować - czyli pełna zgoda.

    Ad. 3. Oczywiście, że szefowie zatwierdzają listy, O różnicy jakościowej świadczy możliwość, że nie trzeba rejestrować list w całym kraju oraz, co może i ważniejsze, każdy obywatel może kandydować bez zatwierdzenia żadnego szefa - szanse iluzoryczne, ale są. W przeciwieństwie do systemów proporcjonalnych.

    Ad. 4. hahaha ;-)