Matka Kurka vs „państwo polskie”, odcinek kolejny: „Noc Walpurgii, albo kroki komandora”

Prześlij dalej:

W poprzednim odcinku komediowej sagi poinformowałem o kilku kluczowych wydarzeniach, wśród nich była odmowa wzięcia udziału w badaniu przeprowadzonym przez dwóch biegłych psychiatrów oraz odmowa przyjęcia pomocy prawnej w postaci obrońcy z urzędu. Mam świeże wiadomości, ale w zasadzie stan prawny od tamtego czasu się nie zmienił, ponieważ Pani prokurator Danuta Górecka, pełniąca funkcję zastępcy prokuratora w Prokuraturze Rejonowej w Złotoryi, najwyraźniej postanowiła zastosować ulubioną taktykę „państwa polskiego”, mianowicie: „jak nam wiadomo nic nam nie wiadomo”. Efekt jest taki, że w dniu 19 listopada przyszły do mnie dwa pisma polecone. Pierwsze, nadane przez Prokuraturę Rejonową w Złotoryi, informuje mnie, że mam się zgłosić na przesłuchanie w Wojewódzkim Szpitalu Psychiatrycznym w Złotoryi, termin wyznaczono na środę, 21 listopada 2012 roku. Drugie pismo otrzymałem od Sądu Rejonowego w Legnicy, a w treści przeczytałem, że sąd ustanawia dla mnie obrońcę z urzędu w osobie Pani Magdaleny Błaszczak reprezentującej jedną z legnickich kancelarii. Jak widać, Pani prokurator Danuta Górecka, wykonała najbardziej pospolity manewr ze wszystkich manewrów, które wykonać mogła. Moje zeznania i oświadczenia zostały uznane za słowa rzucone na wiatr i prokurator Górecka po prostu powieliła procedurę, pomimo tego, że odmówiłem przyjęcia zawiadomienia poprzednim razem i dodatkowo złożyłem wyjaśnienia zapisane w protokole, w których w sposób jednoznaczny odmawiam udziału w badaniach psychiatrycznych. Identycznie rzecz się ma z kwestią adwokata z urzędu, te same okoliczności, te same oświadczenia z mojej strony i na końcu pismo wysłane przez Panią Danutę Górecką z wnioskiem do sądu o ustanowienie obrońcy.

Teoretycznie Pani prokurator zachowuje minimalną konsekwencję, ponieważ prokuratura musi wystąpić z wnioskiem o przyznanie obrońcy o ile zachodzą określone w prawie okoliczności. Jedną z takich okoliczności jest ewentualna niepoczytalność podejrzanego i zdaniem Pani prokurator taki zagrożenie w moim przypadku zachodzi. Pani prokurator Górecka, na własne życzenie, wpadła w błędne koło i tak się toczy razem z bezproduktywnym postępowaniem. Nie trzeba być wielkim psychologiem, strategiem, ani nawet tytanem intelektu, żeby na podstawie opisanych czynność dojść do jednego oczywistego wniosku. Pani prokurator Danuta Górecka nie ma pojęcia jak poprowadzić sprawę, ale też nie ma łatwego zadania. Pani Górecka jednocześnie usiłuje uniknąć drastycznych środków, które grożą ogólnopolskim nagłośnieniem sprawy i nie chce się narazić na przykre konsekwencje ze strony bezpośrednich przełożonych oraz tych w domyśle, których intencje prawie każdy prokurator, chcący żyć spokojnie, wyczuwa na odległość Gdańsk-Złotoryja. Ciężka sprawa – tygrysa zabić i skóry nie popsuć, ale tej sztuki nie sposób dokonać tak infantylnymi posunięciami, to jest co najwyżej gra na zwłokę, bo żadna tego typu decyzja nie zmienia biegu postępowania, przeciwnie wręcz cofa postępowanie do omawianego już punktu wyjścia. Kroki z mojej strony są oczywiste, rezygnuję z pełnomocnictwa powiadamiając kancelarię w Legnicy. Natomiast wezwanie na przesłuchanie z udziałem biegłych ignoruję, posyłając jednocześnie pismo do prokuratury, z przypomnieniem swojego stanowiska, które przedstawiłem w czasie przesłuchania.

Tym rad sposobem społeczeństwo zapłaci Pani prokurator, Poczcie Polskiej i producentom niezbędnych materiałów służących do korespondencji urzędowej, w sumie niemałą kwotę, która zostanie wyrzucona w błoto. Powyższych decyzji prokuratury nie da się tłumaczyć inaczej niż marnowaniem podatków, prokuratora miała wiedzę, w dodatku udokumentowaną, że podejrzany nie godzi się na wypełnienie postanowień prokuratury i w takim wypadku prokuratura powinna zastosować odpowiednie środki, a nie powielać te, które okazały się bezskuteczne. Pomijam kwestię prawnych sztuczek, na poziomie odrobinę żenującym, uwypuklam natomiast kwestię kompletnego lekceważenia logiki i skuteczności postępowania przygotowawczego, czym się pani prokurator Górecka popisała z tak rutyną, jakby podobnych manewrów wykonała w swojej karierze dziesiątki. Na podstawie uzyskanych informacji prokuratura miała obowiązek zastosować inne środki wobec podejrzanego, niż środki zastosowane poprzednio, które nie przyniosły żadnego skutku. Jeśli „państwo polskie” nie potrafi zbudować kodeksu karnego na poziomie odpowiednim dla krajów cywilizowanych, to przynajmniej powinno być skuteczne w egzekwowaniu prawa buszu. Pani prokurator musi się zdobyć na jedną wersję odwagi i albo będzie potulnie wypełniać domyślne intencje przełożonych, tym samym zdecyduje się na przymusową obserwację psychiatryczną albo zrezygnuje z popełnionych błędów, które miały być gwarancją właściwego odczytywania intencji.

Komedia, przez statyczną rolę Pani prokurator Góreckiej, zaczyna się ślimaczyć, powstały bezsensowne dłużyzny, powtórzenia, brakuje zwrotu akcji, dlatego ośmielam się suflować w trosce o grosz publiczny o dynamikę akcji. Pani prokurator proszę wybrać rybkę lub akwarium, tego wyboru Pani nie uniknie, za to przedłużanie spektaklu za pomocą powtórek najmniej udanych scen, wcale nie osłabia komediowości, tyle przesuwa komediowość na scenarzystów, reżyserów i producentów, a z tym żartów nie ma. Sama Pani sobie skomplikowała życie, aby przedstawić akt oskarżenia nie było Pani potrzebne żadne badanie psychiatryczne, chciała się Pani zabezpieczyć ponad potrzebę i wyszedł z tego klops. Wystarczyło napisać akt oskarżenia na podstawie zebranych dowodów, z tym jednym najważniejszym – moje przyznanie się do autorstwa tekstu. Dziś miałaby Pani święty spokój i pewnie za parę tygodni zrealizowałby się Pani wymarzony scenariusz: „ja tam się na tym nie znam, niech sąd zdecyduje”, a tak sprawa się rozjechała i co ważniejsze Pani musi podjąć niebagatelne decyzje, z których żadna nie jest tak wygodna, jakby mogła być. Z drugiej strony nie mogę być niewdzięcznikiem i nie podziękować za spektakularne poświadczenie mojej diagnozy „państwa polskiego” i funkcjonujących w „państwie” instytucji. Dziękuję za pokazanie, że w Polsce o losie obywatela nie decyduje prawo, ale instynkt samozachowawczy urzędników, w tym konkretnym przypadku prokuratora.

Dokumenty:

skanowanie0001.pngskanowanie0002.pngskanowanie0003.png

6
12843 liczba odsłon
Obrazek użytkownika Matka Kurka

Autor artykułu: Matka Kurka

5 (liczba komentarzy)

  1. W pismach do prokuratury powołuj się na ich znaki, tzn. nr spraw, sygnatury czy co tam sobie wypisują, w tym wypadku DS 377/12/S - Twoje pisma będą wyglądać bardziej "urzędowo" i zyskają na "powadze" (przy okazji ułatwią być może pracę w kancelarii prokuratury, ale to chyba nie jest Twoją intencją).

  2. avatar

    Zapominam o tym bełkocie biurokratycznym, ale to chyba pierwszy raz mi się zdarzyło, dotąd zawsze powoływałem się na sygnaturę akt. Teraz to już mi się nie chce, szkoda zaklejonej koperty, chrońmy lasy.

  3. Taka będzie diagnoza, jak już Cię dorwą. 

  4. avatar

    oraz opiłki metali lekkich (jeżeli kiedykolwiek piłowałeś aluminium) - bo podłączą Ciebie pod ten zamach co to się miał odbyć 11-ego, ale ,,bomba" zawiodła, albo ,,terrorysta" zapomniał gdzie ją zostawił. W każdym bądź razie ABW-ehra chce udowodnić, że oprócz podsłuchiwania dziennikarzy i załatwiania wielkich rabatów na Audi A6 3.0 , potrafi również wytropić ,,zamachowca". Po wnikliwym śledztwie okaże się, że to zwyczajny ,,wariat". 
    A swoją drogą - jak oni stwierdzą, że to były ,,materiały wybuchowe"? A nie rura z pcv albo piżmo...

  5. avatar

    bo ten Kwiecień czy jak mu tam, tylko tymi ,,bombami" się zajmował i pistolety z Belgii zwoził.Zamiast odkurzać, wynosić śmieci i z psem na spacer....