Nie istnieje coś takiego jak siła Internetu, istnieje żywioł ludzkiej myśli i emocji

Prześlij dalej:

Nigdy w życiu nie uczestniczyłem w żadnych naukowych panelach, raz byłem na wieczorku poezji, po paru piwach, żeby popatrzyć na młode piersi rozmarzonych koleżanek. Mierzi mnie sztafaż w jakimkolwiek wydaniu i nie inaczej jest z tym pseudonaukowym analizowaniem głosu Internetu. Coś podobnego w przyrodzie nie istnieje, bo Internet to tylko i wyłącznie elektryfikacja. Przy pierwszych diabelskich wynalazkach ludzie identycznie panikowali. Bodaj w Anglii istniał przepis, że przed automobilem musi biec człowiek z chorągiewką i ostrzegać, jaki diabeł jedzie. Wynalazca prądu zmiennego, szaleniec Tesla, został zaszczuty histerią, która przetrwała dziesięciolecia. Propaganda konkurencji grzmiał, że elektryfikacja zabija i podpala chałupy. Jedno i drugie jest prawdą, pod warunkiem, że do prądu podłączymy idiotę. Za kierownicą samochodu i tablicą rozdzielczą siedzą rozumni i taborety, za klawiaturami komputerów ten sam skład. Internet w jakimś sensie jest dziełem szatana, ale nie takim, którym się straszy maluczkich. Powstało narzędzie pozwalające ludzkości łatwiej zaspokajać swoje potrzeby. Prąd elektryczny gotuje, świeci, śpiewa i wierci dziury. Samochód pozwala dojechać szybciej niż zaprzęg czterokonny, a Internet przenosi ludzkie myśli i emocje. Nic się nie ujawniło, żaden „hejt” i nadmierna głupota, człowiek od zarania myślał i krzyczał w samym środku siebie to, co dziś można przeczytać na forach. Zadziałał dokładnie ten sam mechanizm, jaki znamy z bajek. Król przebrał się za żebraka i usłyszał, co tak naprawdę o nim sądzi lud. Przeświadczony o własnej wielkości polityk, czy dziennikarz przekonany, że „kreuje nastroje”, nagle zobaczył na ekranie monitora ile jest wart w oczach odbiorców złotych myśli. W dodatku nie żaden naczelny, czy prezes, ale jakiś tam x, y, z nie ma dla nich litości.

Do telewizora „ku..ami rzucało się zawsze”, tylko nikt poza członkami rodziny tego nie słyszał. Gdy nieopatrznie oddano śmiertelnikom Internet, wbrew intencjom twórców poniósł się donośny krzyk nieocenzurowanych myśli. Prawdą jest, że poczucie anonimowości bywalców sieci daje pełną swobodę w wyrażaniu opinii, bo czegoś tak szczerego nie spotka się nigdzie indziej, Nawet po 0,7 na głowę i w niewybrednym towarzystwie, nie usłyszy się tylu nieskrępowanych dialogów ile przeczyta w Internecie. I nie da się niczego zakneblować, czy ocenzurować, bo to wymagałoby powołania skutecznej policji myśli. Nikt sobie nie radzi z Internetem, ponieważ nikt sobie nie poradził z ludzkimi namiętnościami. Dopóki królowie byli królami i nie przebierali się za żebraków, żyli w samotnej wieży, wysłuchiwali bałwochwalczych frazesów świty i nie chcieli wierzyć, że ktoś poza granicami fosy może myśleć inaczej i nie zachwycać się na pstryknięcie palców. Ktokolwiek wyobraża sobie, że pokieruje pierwszym odruchem, pierwszą ludzką myślą, która pojawia się w reakcji na serwowane „mądrości”, ten jest głupszy od najgłupszego komentarza na Onecie. Nie sposób wygrać z Internetem, tak jak nie sposób powrócić do kuriera przed automobilem i straszenia elektryfikacją. Ludzkość pokonała kolejną barierę, znalazła błogosławione ujście dla myśli i emocji i nie da sobie odebrać tego komfortu. Od rzeczy fundamentalnych, aż po zupełne głupoty – taka jest gama możliwości i podkreślania swojej obecności w sieci.

Jatka trwa na forach politycznych, sportowych i hobbystycznych. Kontrola Internetu nigdy nie będzie możliwa, o ile nie powstanie aplikacja sterująca neuronami użytkowników, ale co ciekawe Internet sam się cenzuruje i generuje pozytywne emocje. Prawdziwą furorę na wszelkich stronach robią zdjęcia słodziutkich kociaków, takich na czterech łapach, Panie i Panowie z kosmatymi myślami. Długo się zastanawiałem na czym polega fenomen i w końcu zrozumiałem, że w przeciwieństwie do mnie, większość uważa kotki za słodziutkie, chociaż do domu zasrańca by nie wpuściła. Nie chciałbym też być na miejscu faceta, który wejdzie na forum dla mam karmiących piersią i odezwie się słowem, że te wszystkie dobre rady jak smarować cycki rozdrobnioną miętą z mlekiem w proszku, są niedorzeczne i świadczące o tym, że mamusia ma czas na wszystko poza karmieniem dziecka. Dostaliśmy nową zabawkę, a jej bezlitosny obiektywizm polega na tym, że każdy z nas ma nieograniczone możliwości, by zostać nagim królem lub z pucybuta awansować na administratora. Odpowiada mi taki postęp i dobrze się z nim czuję, ale też mam świadomość, że nigdzie indziej tak szybko nie wchodzi się na i nie spada ze szczytu.

6
18724 liczba odsłon
Obrazek użytkownika Matka Kurka

Autor artykułu: Matka Kurka

17 (liczba komentarzy)

  1. Trzeci akapit, drugi wiersz: aplikacja sterująca neuronami, a nie startująca.
    Rzecz powinna być dla każdego czytelnika oczywista, ale lepiej poprawić.

  2. (przerżnięte wybory prezydenckie, rozpierducha rządowa). Jakie czasy, tacy idioci.
    Przypomniało mi się jeszcze jedno (i podpowiem rządowym): przez kolej żelazną krowy nie dają mleka.

  3. Jednak próby sterowania tym żywiołem są podejmowane. I uważam, że wbrew pozorom pod byle powodem można zamknąć strony, na których pojawiają się niepożądane treści. Dla przykładu: parę lat temu zamknięto (na krótko, ale zawsze) stronę "niepoprawni.pl". Bo ktoś doniósł amerykańskim służbom, że to antysemityzm w czystej postaci. Zajęło trochę czasu zanim wytłumaczono, że admini nie są wielbłądem. Dalej: operatorzy już teraz blokują określone strony. Nie widzę powodu, dla którego w przyszłości, np. pod płaszczykiem walki z terroryzmem, zamykać takie, czy inne witryny. Oczywiście ci, którzy w tym siedzą się nie dadzą - pokonają wszelkie problemy. Ale już przeciętny Kowalski nawet nie zauważy, że nagle zablokowano mu to, czy tamto, pozbawiając tym samym dostępu do określonych treści. Reasumując: internetu nie da się pokonać, ale można go skorygować. Do jakiego poziomu, na jaką skalę? Się okaże.

    Pzdr.

  4. blog zniknal o trzech dni.
    to nie sa proby. jesli komus sie wydaje, ze mamy wolnosc a internet jest tego dowodem znaczy, ze nic nie rozumie.

    "wolnosc jest w nas"
    by ks. Popieluszko

  5. wszystko co poniżej dotyczy technologii WEB 2.0

    1. Ludzie dzięki internetowi zawierają nowe znajomości.
    2. Następuje szybsza wymiana myśli i wiedzy na różne tematy (tu głównie polityczne)
    3. Zniszczenie więzi naturalnych, ograniczających się do jednego miasta, zakładu pracy, i najbliższego otoczenia zostaje zastąpione przez grid o dużo większej rozpiętości.
    4. Dzięki temu co powyżej wiem, że nie jestem dziwolągiem o osamotnionych poglądach, oraz że ludzi postrzegających rzeczywistość w sposób podobny jest więcej - z czego wynika, że nie jestem świrem.

    To stanowi o sile internetu.

    Należy zwrócić uwagę, że pierwszy "hejt" poszedł z obozu przeciwnego - "hołota internetowa", którym to epitetem bluznął ktoś z gazowni, gdy przeczytał w komentarzach, że opowiada bzdury.

  6. że moherowa koalicja, czyli cała pogarda, jaka kryje się za tym hasłem, ten Ciemnogród skazany na wymarcie, krótko mówiąc lud zacofany, wypełniony zabobonami, pokazał faka jaśnie oświeconym europejczykom, między innymi przy pomocy Sieci? Filmiki na YT z Boradem wrzeszczącym: "nie ma zgody, na brak zgody!", "zepchniemy was na margines" zrobiły więcej, niż 100 "Szkieł kontaktowych" i 1000 "Kropek nad i". Pan Szejnfeld zatrzymał się w rozwoju na budce z kurczakami i nie zauważył, że w tym czasie wszyscy inni, niż on i jego szajka, poszli do przodu. Musi minąć parę lat ostrego terminowania u najlepszych, zanim ci ćwierćinteligenci zdołają pojąć czym w rzeczywistości jest Internet.

  7. Nie wiem do końca jak to działa, ale chyba dopiero gdy telewizji zmiękła rura i zaczęła pokazywać szoguna, coś się zmieniło. Sam internet to sobie może wygadywać co mu się chce i to się słabo przekłada na odruchy narodu. Naród używa komputera głównie do poczty i płacenia kwitów.

  8. używałem Internetu do kilku rzeczy: czatów, szukania cracków, sterowników i pornoli. Wszystkie te rzeczy są już historią. Blogi, to był początek rewolucji.

  9. No, u mnie było podobnie ale bez czatów. Do tej pory nie wiem co to jest. Fejsbuków unikam jak zarazy. Pierwszy blog jaki spotkałem to Kontrowersje.
    Jednak internet jest przeceniany. Gdy byłem z ludźmi nauki na konferencji, to jako jedyny gmerałem w internecie. Żaden człowiek zaprogramowany na sukces nie grzebał w internecie ani nie oglądał telewizji. Raczej tankowali wódę.

  10. człowiekiem nauki, ale to ja ją uczyłem podstaw czyli jak korzystać z komputera i Internetu. W pierwszym roku do szału doprowadzały mnie telefony w stylu: gdzieś kliknełam, nie wiem w co, ale mi wszystko znikło.
    Tez nie mam kont na Fb i TT, nie uważam żeby mi to było do czegoś potrzebne.
    Internet to miejsce, jak dla mnie, do pozyskiwania informacji. Pierwszy blog to był chyba Kominek, jednak ilość bluzgów była nie do przyjęcia.

  11. Anonimowość wpisów internetowych jest pokusą, aby wyjść poza Maskę, Superego (jak zwał, tak zwał) stąd wielu moich lemingowych kolegów ujawnia w Internecie swoje prawdziwe poglądy.
    Witam na forum :) 

  12. W sieci NIE MA anonimowosci. Sledzenie i identyfikacja jest w 100% pewne, a teraz z non stop wlaczonymi komorkami to juz prawdziwy ubaw w kratke...
    Ciekawe kto na przyklad pamieta ze mozna wykryc (jak komus na prawde zalezy) czy ja stoje teraz przy oknie czy siedze o dwa mery dalej. Nie potrzeba szpiegow, GPSow, podsluchow (co za problem wyslac komende do telefonu aby przesylal dane z mikrofonu, komenda jest nawet standaryzowana i kazdy tel tak zamo ma ja implementowane). Z reszta co tu duzo mowic...

  13. avatar

    a jednak wp.pl próbuje blokując możliwość dodania wpisów. Gdy już wupeowscy hejterzy nawalą kilkaset plusów bądź minusów w zależności od potrzeb do swoich wpisów  to wtedy można sobie pisać nawet do samego Pana Boga bo i tak nikt nie czyta dalszych (ukrytych) wpisów.Proponuję zrezygnować z czytania wp.pl i z poczty, niech sobie sami hejterzy w wp.pl oglądają reklamy.

  14. jest pod tym względem na wp kompletny syf; nie wiem czy tam wynajęli redakcję w ramach tych słynnych 50-100 hejterów PO. 
    Trochę obok tematu, to jak tu Czarzasty (w Bez retuszu) przeczołgał Piterę i Wielowiejską to boki zrywać; naprawdę niezła beka (do pierwszej przerwy reklamowej - bardz jestem ciekaw co pod tym względem będzie dalej).
    http://vod.tvp....

  15. On jest po prostu wykorzystywany jako narzedzie do wgladu w zbiorowy mozg spoleczenstwa i umozliwia eliminacje tych ktorzy sa dla systemu w jakikolwiek sposob niewygodni lub niebezpieczni. A to co obserwujesz to tylko element (przejsciowo z reszta widoczny) umozliwiajacy ta obserwacje. Po wprowadzeniu odpowiedzniego monitoringu sieci i moderacji efekty ktorymi sie podniecasz powoli zanikna - o ile oczywiscie ci ktorzy beda to wszystko kontrolowac uznaja ze nie zabije to glownego celu tej calej hucpy

  16. avatar

    Wydaje mi się, że nic nowego to są tylko grafitti, od malowideł w Lascoux, poprzez bazgroły w rzymskich szaletach po "tu byłem..." na autobusowym przystanku.
    Sądzę, że Internet ma jednak swoją siłę, tyle że nie sam z siebie, ale jako medium. Jego cechy to powszechność, zwrotność i czas rzeczywisty w komunikacji. W tym sensie wsłuchiwanie się w "głos internetu" świadczy o mętliku w głowach nasłuchujących "ekspertów". Chodzi przecież o wyczuwanie nastrojów i nowych idei, co kiedyś też się robiło, tyle że łażąc po targach i knajpach. Owszem, internet promuje użytkowników o specyficznych umiejętnościach komunikowania się, ale akurat na ostatnim miejscu uwzględniając to, czy w głowach mają olej czy sieczkę. Żywioł ludzkich myśli i emocji to jest rzeczywiście ten sam głos od zarania dziejów.

  17. Można na Internet spojżeć z innej strony. Jest to swego rodzaju wentyl bezpieczeństwa dla władzy.
    Emocje obywatela muszą gdzieś ujść, kiedy nie było Internetu, ludzie wychodzili na ulicę.
    Teraz... każdy jest mocarzem za własną klawiaturą. Można klepać i 1000 znaków na minutę, pisać 100 artykułów na miesiąc ale to na nic.
    Tak naprawdę liczy się tylko REAL. To tu jest prawdziwe życie. Tu tu rozgrwają się prawdziwe igrzyska władzy. Reszta to Matrix dla ludu.