.

Źródło foto: www.google.pl, zdjęcia wykorzystywane wyłącznie jako prawo cytatu w myśl Art. 29. Prawo cytatu Ustawa o prawie autorskim i prawach pokrewnych.



Nie ma miejsca w jednym państwie dla mnie i dla: Tuska, Komorowskiego, Michnika, Artymowicza

Prześlij dalej:

Propaganda w treści jest uboga, zwykle sprowadza się do bardzo prostego przekazu, ktoś tam jest głupi, ktoś inny podły, jeszcze komuś innemu należy odebrać prawo do czegokolwiek lub do konkretnych rzeczy. Co innego forma, jeśli chodzi o formę propaganda nie zna ograniczeń i właściwie na formie propaganda polega. Gdyby propagandzie odebrać formę, gdyby zedrzeć z propagandy fatałaszki zobaczylibyśmy zwykłe chamstwo, zwykłą głupotę, zwykły zamordyzm i dziesiątki innych zwykłych rzeczy. Zakasuję rękawy i biorę się za rozbieranie propagandy, jaką byliśmy częstowani przez kilka ostatnich dni. Goła propaganda wygląda następująco. O ile uznać za propagandę słowa Kaczyńskiego, a dla dobra analizy tak właśnie czynię, to padł następujący komunikat: „zamordowanie 96 osób to niewyobrażalna zbrodnia”. Ważne by w tym miejscu przypomnieć kto wypowiedział te słowa, nie w sensie nazwisko i imię, ale w sensie człowiek. Jarosław Kaczyński brat tragicznie zmarłego Prezydenta i Jego żony, lider partii opozycyjnej, który w tej samej tragedii stracił kilkudziesięciu przyjaciół, znajomych i najbliższych współpracowników. Jarosław Kaczyński, wielokrotnie okłamywany, poniżany, wyśmiewany, prowokowany na 1000 sposobów od kretyńskich dowcipów profanujących śmierć brata, przez pomówienia i oskarżenia o spowodowanie śmierci 96 osób, aż po publikację zdjęć brata ze stołu sekcyjnego. Analizując należy zachować spokój, zatem jestem zmuszony posunąć się do skrajnego cynizmu i napisać, że kompletnie mnie te okoliczności nie interesują, nie moja sprawa. Stwierdzam, że po odrzuceniu formy i emocji pozostaje jedno zdanie, które zbulwersowało sporą i tę samą co zawsze część opinii publicznej.

Zdanie wywołało takie oburzenie, że zaczęły się lawinowo sypać rozmaite histerie, dobrze znane hiperbole, których nie będę przytaczał, bo szkoda mi klawiatury. Dziwne zjawisko, o ile poruszamy się w granicach rozumu. Nie mam pojęcia w jaki sposób człowiek nie posiadający żadnej realnej władzy i jednocześnie przez realną władzę odsyłany do psychiatry, jest w stanie wywołać taką histerię. Zdecydowanie nie klei się logicznie podobna reakcja, która jest całkowicie sprzeczna. Z jednej strony słyszmy, że jesteśmy rządzeni przez genialny aparat władzy i zdecydowana większość „normalnych Polaków” widzi jak jest cudownie, z drugie istnieje potężne zagrożenie, że wariat przejmie władze. Pytanie jakim cudem i kto go wybierze? Inni wariaci, tak zwana większość demokratyczna? O co tutaj chodzi, gdzie się podziali „normalni Polacy”, Polska składa się z podobnych do Kaczyńskiego wariatów? Czy może Polska, w swej demokratycznej większości dojrzewa do zupełnie innego zdania, niż ma władza. I jeszcze coś się nie zgadza. Wielokrotnie z rozmaitych ust i to nie opozycyjnych polityków, którym wypada więcej, ale z ust władzy padały identyczne zdania o zbrodni. Przez ponad dwa lata, na przykład wicemarszałek sejmu kilkadziesiąt razy opowiadał w telewizji, że winnymi tej katastrofy są zmarły i jeszcze żyjący Kaczyński i nic wielkiego się nie działo. Na podstawie „artykułów” i „serwisów informacyjnych”, których autorzy za nic i nigdy nie przeprosili, a naczelni nie oddali się do dyspozycji rad nadzorczych, politycy z partii władzy mówili o krwi na rękach obu braci Kaczyńskich. Był wśród tych polityków wicemarszałek sejmu, był wiceprzewodniczący klubu PO, było wielu członków rządzącej partii.

Niepotwierdzone publikacje, które dawno zostały zweryfikowane jako kłamstwa, nie wywołują najmniejszego zażenowanie wśród autorów i powielających łgarstwa polityków władzy. Tak wygląda jeden przykład na gołą propagandę, odartą na siłę i cynicznie z formy. Podam jeszcze jedną ilustrację propagandy popełnionej przez najwyższych dostojników państwowych. Jeden z nich, Donald Tusk, będąc premierem Polski, sprawującym nadzór nad wszystkimi służbami specjalnymi, co przypomina model realnie socjalistyczny, popisał się propagandą ostrzegającą przed swoim konkurentem politycznym. Rozbierając wszystkie raczej mdłe niż barwne ozdobniki premier rządu powiedział, że: „w kraju, którym on rządzi nie ma miejsca dla Jarosława Kaczyńskiego i jego postrzegania rzeczywistości”. Po tym propagandowym wystąpieniu, inny polityk, prezydent RP Bronisław Komorowski, zaproponował swoją wersję propagandy, która brzmi: „dziennikarze powinni odpowiadać prawnie, za swoje słowa”. Jedno i drugie wystąpienie najwyższych urzędników państwowych nie wywołało w Polsce jednej dziesiątej tych emocji, jakimi karmiono Polaków po słowach polityka opozycji. Dwa przykłady wystarczą, żeby na koniec opowiedzieć o modelach propagandy. Z grubsza istnieją dwa podstawowe, chociaż oczywiście podziałów można mnożyć w tysiące. Pierwszy model jest bardziej powszechny i nazwać go można – model demokratyczny. Składowe modelu to: kampanie polityczne, PR, reklama, marketing, akwizycja itp. Ten model jest ogólnie dostępny, korzystają z niego wszyscy, rządzący, opozycja, media, biznes, nawet artyści i gwiazdy filmowe.

Drugi model najprościej nazwać totalitarnym i tak też go nazwę. Cechą naczelną modelu totalitarnego jest wąski dostęp do narzędzia, propagandą totalitarną posługiwać się mogą tylko ludzie władzy. Gdy lider opozycji mówi, że kogoś tam będzie stawiał przed sądem, kogoś rozliczał za zbrodnie, to nie ma w tym gadaniu żadnej mocy sprawczej. Posłuchać, pośmiać się, ewentualnie zastanowić nad racjami, ale do spełnienia takich zamiarów wiedzie niezwykle daleka droga, która się zaczyna od najtrudniejszego kroku – zdobycia władzy. Zupełnie inaczej sprawy się mają, gdy groźby pod adresem opozycji lub mediów wypowiadają ludzie nie tylko sprawujący władzę, ale sprawujący władze najwyższego szczebla. Polska nie była niepokojona tym, że prezydent i premier Polski w sposób jednoznaczny grozili prawnymi i pozaprawnymi restrykcjami dziennikarzom i opozycji krytykującej poczynania władzy. Polskę niepokojono publikacją w gazecie i słowami polityka opozycji, ponieważ totalitarny model propagandowy w niepokojąco prosty sposób zbiega się z totalitarnymi zapędami sprawowania władzy. Jeszcze dziwniejsze w tym wszystkim jest to, że ta sama gazeta kilka dni wcześniej była poddawana naciskom władzy, co spotkało się z niewielkim pomrukiem opinii publicznej, a właściwie samej gazety. Artykuł, który stał się przyczyną krytyki ze strony władzy, znacząco różnił się od artykułów o „debeściakach”, „on mnie zabije”, „pijany generał za sterami”. Różnica polegała na rzetelności, publikacja o znalezionych na częściach samolotu cząstkach materiałów wybuchowych spore odzwierciedlenie w faktach i bardzo wysokie prawdopodobieństwo potwierdzenia szczegółów w niedalekiej przyszłości. Podstawę merytoryczną artykułu potwierdziła sama prokuratura, chociaż uczyniła to w sposób komiczny. Artykuły zamieszczane w GW i powielane w TVN, nie miały żadnych podstaw, opierały się tylko i wyłącznie na plotkach, pomówieniach i propagandowych zabiegach.

Nie zajmowałbym się ogałacaniem propagandy z formy, bo znacząco się zmęczyłem tym tematem, ale chciałbym niniejszym felietonem zwrócić na pewną rzecz uwagę. Otóż nie rozumiem, kompletnie nie rozumiem dlaczego dziennikarze wolnej prasy ulegli naciskom totalitarnej propagandy, w wykonaniu prezydenta i premiera, którzy przekroczyli wszelkie ramy demokratycznego sprawowania władzy. Tym więcej nie rozumiem, że prócz presji władzy nie podołali również presji swojej konkurencji, która bez najmniejszej żenady, po dziesiątakach kompromitujących artykułów, wcieliła się w rolę „standardu dziennikarskiego”. Jest czymś niezwykle niepokojącym, że tacy propagandziści jak Seweryn Blumsztajn, Adam Michnik, Janina Pardowska triumfują bezkarnie, rozliczając rzetelnego dziennikarza Cezarego Gmyza. W głowie mi się nie mieści, że ktoś taki jak Paweł Artymowicz, białoruski astronom, który totalitarnie komunistyczne nawyki wyniósł z rodzinnego domu pełnego funkcjonariuszy ubeckich, dziś śmie rozliczać Gmyza za trotyl, nie pomny „debeściaków”. Pora, żeby się zacząć odgryzać, zamiast nieustannie pozwalać zaszczuwać, w przeciwnym razie obudzimy się nie tylko w totalitarnym modelu propagandowym, ale na własnym tyłku zweryfikujemy powiedzenie – demokracja nie jest dana raz na zawsze. Cokolwiek o demokracji sądzić, jest niewątpliwym dobrem, w porównaniu z „państwem”, w którym doskonale się czują i uważają za swoje: prezydent Komorowski, premier Tusk, Seweryn Blumsztajn, Janina Paradowska i białoruski astronom kołysany przez ubeckich opiekunów. Nie ma miejsca w Polsce dla mnie i dla nich, dlatego nie zamierzam się dać zaszczuć, będę się odszczekiwał.

6
8025 liczba odsłon
Obrazek użytkownika Matka Kurka

Autor artykułu: Matka Kurka

10 (liczba komentarzy)

  1. avatar

     Kaczyńskiego i jego postrzegania rzeczywistości”

    Czyli 36% Polaków POwinno się zbierać do odlotu z Polski razem z ostatnimi ptakami...
    Czyżby POwoli Izrael przeprowadzał się do naszej ojczyzny?

  2. To stare komusze, rozpadające się próchno, jest nieszkodliwe, kręci się w ciasnym kółku takich samych jak ona komuszych trucheł. Groźne jest coś innego. Żeby to naświetlić wklejam cały wpis Janiny Jankowskiej, cnotliwej Zuzanny, legendy opozycji, można rzec moralizatorki i obrończyni wolności słowa.

    "Tomaszowi Wróblewskiemu i Cezaremu Gmyzowi należy się nasza obrona.

    Kto z Was jest bez winy, komu nie zdarzyło się przerysować w opisie rzeczywistość ? Robicie to codziennie. Wasze szczęście, ze  nie zawsze dotyczy to tematów , pod którymi się gotuje. Wasze szczęście, że nie reaguje na nie  pozytywnie prezes PiS-u. Tomasz Wróblewski i Cezary Gmyz płacą za pośpieszną  reakcję nieopanowanego w słowach polityka. On i jego plemienni przeciwnicy rozpętali aferę. 

    Publikacja Rzepy zmusiła Prokuraturę do zabrania głosu - i to jest sukces. Debata mogła rozwinąć się mądrze, merytorycznie,  w  interesie polskiej racji stanu. Na to musielibyśmy mieć polityków wyższej klasy.

    To doświadczenie powinno nas, dziennikarzy skłonić do dodatkowych refleksji. Ciągle aktualna jest zasada sprawdzania informacji w kilku źródłach. Także świadomość odpowiedzialności za słowo, zwłaszcza w tytułach. Kiedy przejrzy się tytuły newsów na portalach internetewych, prawie wszystkie przekłamują rzeczywistość. Wyciągają zdania, które nie są istotą informacji, ale  mają prowokować albo skompromitować.

    Dziennikarze Rzeczpospolitej popełnili błąd waszej codziennej praktyki. Jednak dotyczył on materii, która wymagała odwagi. Należy im się z naszej strony obrona."

    Kumacie? "Tomasz Wróblewski i Cezary Gmyz płacą za pośpieszną  reakcję nieopanowanego w słowach polityka".

    Zawsze kiedy mam wątpliwości co do intencji piszącego takie słowa sięgam po "alfabet Wildsteina", a tam:

    IPN BU 0910/43 JANKOWSKA JANINA
    IPN BU 01144/83 JANKOWSKA JANINA
    IPN BU 645/1497 JANKOWSKA JANINA
    IPN BU 698/1246 JANKOWSKA JANINA

    Wiem, wiem Jankowskich jak psów i niejednemu psu na imię Burek. Ale czy czytając to co wyskrobała ta dzielna kobieta nie zadajecie sobie sobie pytania: pijana, sama z siebie, czy może pisząca na zlecenie?

    Matka Kurka ma rację, to nie są dziennikarze wolnej prasy, bo takich w publicznym obiegu już nie ma. Są funkcjonariusze systemu, dziwki i kolaboranci. Howgh!!

  3. Nie posuwaj się za daleko. Nie wiesz kogo dotyczą te sygnatury to nie pisz głupot. Tak się składa że z synem Jankowskiej chodziłem cztery lata do jednej klasy ogólniaka, akurat w stanie wojennym. Wiele razy u nich byłem. Wyjątkowy dom i  wyjątkowi ludzie. Poglądy możemy mieć inne ale nie warto się szmacić pisaniem głupot. 
    A to że o sprawie publikacji w rzepie JJ pisze bzdury to inna rzecz.
    Pozdrawiam,

  4. Z drugiej strony podaję ci przykład Maleszki - "znanego opozycjonisty". Nie cierpię na manie prześladowczą, ale z drugiej strony nie wyobrażam sobie osobiście żeby za artykuł w "Rzepie" i kłopoty Gmyza i Wróblewskiego obciążać Kaczora. A tak właśnie robi JJ. I to nie jest głupota, tylko zwyczajne świństwo i bezczelna manipulacja. Ja się pani Jankowskiej przyglądam od pewnego czasu ze zdumieniem, bo to co mówi i pisze w mediach ta kobieta nie wystawia jej dobrej opinii. Przesyłam ukłony.

  5. Ja mam dokładnie to samo zdanie, również o prof. Staniszkis.
    Obie starsze panie plotą trzy po trzy, powinny wycofać się z recenzowania swoich.

    Taką działalność nazywa się niedźwiedzią przysługą.

  6. Jankowska nigdy nie była prawicowa a Kaczora nie znosi od zawsze a towarzysko  trochę jednak związana z salonem. Mimo to stara się być obiektywna i dbać o "standardy". W tym co pisze nie jest zacietrzewiona ( w każdym razie daleko jej do innych funkcjonariuszy propagandy). Moja ocena jest taka: Przyzwoity człowiek ale Leming. Staniszkis to inny problem, bo Pani profesor cierpi na nadproduktywość nieszablonowych teorii. Niektóre są ciekawe a nie które no cóż..... bardzo ekstrawaganckie
    Ja tylko napisałem do Galluxa że nie warto  w dyskusji o Polsce szukać argumentów o agenturalnej działalności kogoś tam bez jakichkolwiek przesłanek. (lista Wildstaina - nie jest tą przesłanką)
    Pozdrawiam,

  7. avatar

    TNT lub NG. Jest gotowy do pracy 20 minut po włączeniu a pomiar i analiza zajmują max. 20 sekund. Podwójna detekcja minimalizuje błędy:
    http://www.transactor.pl/dok/E5000pl.pdf

  8. avatar

    Od kiedyż to TRANSACTOR  sp. z o.o.  dystrybuuje to urządzenie, a i za ile?

    PS
    No nie wiem, rozumiem, że byznes jest byznes ale czy takie metody reklamy to nie jest jednak pewna przesada?

  9. avatar

    To tylko w kwestii pier....nia o wysokoenergetycznych zjonizowanych...
    Może trepom chodziło o łyk wódki(wysokoenergetyczna) pod łyk zjonizowanego powietrza(ujemnie - samo zdrowie)?
    Bo na wyświetlaczu w/wym detektora wyświetli ,,TNT" - zrozumiały nawet dla kogoś, kto bywa określany jako ,,przestrzeń pomiędzy hełmem a ziemią".

  10. avatar

    Moim pierwszym odruchem było, że info w Rzepie o trotylu, to podpucha przez  firmę przeprowadzona  coby kupili urządzenia (MON, lotniska itp)) bo słabo im się sprzedawały.

    Stąd wyrażona w komencie ciekawość za ile toto sprzedają i kiedy zaczeli sprzedawać i ile sprzedali dotychczas?

    Nie wypowiadam się o trotylu, nitroglicerynie i temu podobnych.
    Jestem zwolennikiem poglądu: "follow the money".
     http://www.freakonomics.com/2011/09/23/follow-the-money/