Niech się śmieją, ale ruskie serwery i komisje wyborcze muszą być na widelcu

Prześlij dalej:

Reakcja na pomysł PiS, który jest kontynuacją idei kontrolowania wyborów poprzez obecność w komisjach wyborczych mężów zaufania, będzie oczywiście jedna. Rechot poniesie się po wszystkich przekaźnikach i powstaną nowe „dowcipy”, jak to spiskowcy znów szukają niestworzonych rzeczy i wytłumaczenia dla własnej porażki. Niech się śmieją i warto mierzyć głośność śmiechu, bo im głośniej będą się śmiać tym baczniej trzeba patrzeć komisjom wyborczym na ręce. Fałszowanie wyborów w Polsce nie jest żadnym mitem, czy wydumanym alibi przegranych, to są fakty, co więcej potwierdzone przez sąd, o czym mało kto wie albo pamięta. W Wałbrzychu mieliśmy do czynienia z przestępstwem udokumentowanym, zakończonym aktem oskarżenia, który wpłynął do sądu. Radni PO grzebali przy urnach i trzeba być naiwnym, aby zakładać, że mamy do czynienia z incydentem. Trudno mi określać o jakiej skali oszustw wyborczych można mówić, w każdym razie nie jest niczym nienormalnym, szalonym, czy śmiesznym dbanie o pełną transparentność wyborów. Jedyny problem jaki widzę to realizacja całej akcji, bo w przeszłości marnie to wyglądało. W większych miastach pewnie nie ma problemów z naborem wolontariuszy, ale w miasteczkach i na wsi pojawia się co najmniej kilka problemów. Znając realia małomiasteczkowe na pierwszym miejscu umieściłbym problem rozpoznawalności. Tu gdzie się wszyscy znają i jeden drugiemu patrzy przez ramię istnieje presja społeczna. Nie pójdę do komisji, bo tam siedzi… cała lista od Kowalskiej, która jest wychowawczynią dziecka przez kolegę z pracy, aż po samego pracodawcę. Dobrym pomysłem byłyby przesunięcia w ramach małych regionów. Wystarczy, żeby obserwator z jednego miasteczka, był w komisji w sąsiednim miasteczku, nie wiem tylko jak się sprawy mają od strony prawnej. Na pewno partie decydują kto będzie mężem zaufania w konkretnym lokalu, pytanie czy taki obserwator musi mieć meldunek odpowiadający lokalizacji? Odpowiedni ludzie pobierający kasę za wiedzę, pewnie odpowiedź znają i mam nadzieję, że przyjrzą się całemu problemowi na poważnie.

Innym kłopotem jest wolontariat, wydaje się, że wydatki na poziomie 100, czy 200 złotych nie powinny być żadnym problemem dla lokalnych działaczy partyjnych. Sami mogą się zrzucić po 5 złoty na wypłatę dla męża zaufania. Piszę o tym dlatego, że trzecim problemem są słynne leninowskie kadry. Nie wystarczy umieścić w lokalu wyborczym człowieka, on jeszcze musi być piśmienny, rozgarnięty i rzecz jasna uczciwy, czyli taki, który za flaszkę nie podpisze się pod protokołem liczącym głosy przez ruski serwer. Zdaję sobie sprawę, że zwracam uwagę na banały, niemniej mam wrażenie, że o tych oczywistościach się zapomina. Wybory europejskie są doskonałą okazją, żeby przetestować system społecznej kontroli wyników wyborczych, bo prawdziwa batalia przyjdzie dopiero przy wyborach parlamentarnych. Słyszałem wiele takich pomysłów, żeby spontanicznie się skrzyknąć i zgłaszać do roboty. Boję się pospolitego ruszenia i pachnie mi to amatorszczyzną. Moim zdaniem Kaczyński powinien zobowiązać wszystkich szefów regionów, a ci wszystkich pomniejszych szefów miejskich i wiejskich do zorganizowania odpowiednich struktur. Powiem więcej, powinien być opracowany jakiś konkretny powtarzalny model postępowania, najlepiej oparty na komputerze.

Najprostszy system liczenia, który polegałby na wpisaniu do jednej bazy wyników z każdego lokalu można stworzyć w pięć minut, na bazie zwykłego Excela, czy innych darmowych skryptów. Potrzeba tylko w miarę poukładanego człowieka, który potrafiłby się zalogować do ftp i wklepać parę danych, naturalnie podstawą musi być fotokopia protokołu, a nie wynik spisany przez ramię. Raz zbudowany system kontroli będzie funkcjonował sprawnie w każdych wyborach. Jeśli się pojawią luki, do wyborów parlamentarnych będzie czas na zatkanie dziur. Na pewno nie lekceważyłbym samej idei i nie dał się zaśmiać, bo wbrew wszystkim głupim komentarzom jest to niezwykle istotny element, wręcz warunek, który musi być wypełniony, jeśli Tusk z PO mają wypaść z baru. Sam fakt i świadomość, że ktoś będzie kontrolował urny wywoła presję. Na zewnątrz poniesie rechot, ale od wewnątrz do śmiechu PO będzie bardzo daleko.

5.839998
13075 liczba odsłon
Obrazek użytkownika Matka Kurka

Autor artykułu: Matka Kurka

19 (liczba komentarzy)

  1. avatar

    beznadziejnej mendy, która  bez skrupułów skręca smoleńskie śledztwo i kradnie miliardy na autostradach?

  2. Bylam mężem zaufania Pis-u w wyborach w 2011 roku w Poznaniu i nie ma żadnego problemu być przydzielonym w nie swoim okręgu wyborczym. W moim wszystkie miejsca mężów zaufania były już zajęte więc wysłano mnie do innego. Tak że jest to do zrobienia. Dodam, że w komisji wyborczej też była jedna osoba z Pis. Przerażający jednak był faktyczny wynik - wstyd mi za Poznań - chyba z 50% PO i nie pamietam ile, ale dużo, Palikota.
    Działało to tak, że po zakończeniu liczenia głosów (niestety były przeliczone uczciwie) przesyłałam mailem (chyba nawet był jakiś specjalny program do tego) wynik z mojej komisji.

  3. Głosy mogły być przeliczone dobrze, tylko zliczone po swojemu wyżej. Tutaj chodzi raczej o stworzenie drugiego sposobu zliczania, niezależnego o PKW, dla porównania. Niżej to jest metoda na dokreślanie krzyzyka, na nieważność głosu. Skandalem było że doworzono kartki do głosowania, bo brakło. Tutaj też jest pole do popisu. No i awaria systemu.

  4. To prawda.. ważna jest dalsza kontrola (bo w samej komisji wszystko było pod największą kontrolą) i zdaje się, że niestety ten program stworzony dla mężów zaufania (chyba przez solidarnych 2010) niestety szwankował na poziomie zliczania danych z komisji..

  5. Można im przypomnieć rok 2007 jak latali do OBWE ze skargą, że wybory mogą być nieuczciwe.
    Ludzie z PO mają tyle pod paznokciami, że przeraża ich możliwość oddania władzy, co będzie skutkować dochodzeniami i procesami. Chyba nikt normalny nie uwierzy, że złodziej i oszust dobrowolnie odda łeb pod topór.

  6. postępowania możemy zapodawać tutaj. Np. w momencie liczenia głosów nikt z komisji wyborczej nie może mieć długopisu w ręku. Można zresztą prace komisji nagrywać (ktoś gdzieś o tym pisał).

  7. Dowcipy z Koziej dupy.

    http://tiny.pl/...

  8. Coś podobnego wydalał "chyba prezes".

  9. Kiedyś w wyborach prezydenckich (1 tura), oddałem swój głos na JKM. Zgadnijcie, ile głosów dostał wtedy Korwin w moim punkcie wyborczym (czyli tam gdzie głosowałem)? Równe 0! Znaczy to, że jakiś "złamas" z komisji wyborczej wywalił mój głos do kosza ;-( Przekręty były, są i będą. W takim dzikim kraju żyjemy...       

  10. Ktoś na naszeblogi.pl napisał w komentarzu,  żeby zamiast ustanawiania mężow/żon zaufania,  zgłaszać się na członków komisji wyborczych - może warto się nad tym zastanowić.
    Jak wygląda bycie członkiem komisji (a nawet jej przewodniczącym) jest opisane w http://lubczasopismo.salon24.pl/jumadlo/post/540688,propedeutyka-wiedzy-o-referendum

    PS Coraz więcej jest głosów wśród blogerów, że PO się przewerbowało na USA i PiS, jako siła niezależna i "propolska" nie ma szans na zdobycie władzy - mimo tego uważam, że należy "robić swoje".
     

  11. avatar

    Od wielu lat jestem w komisjach wyborczych. Na pytanie odpowiem tak: zdecydowanie MĄŻ ZAUFANIA. 
    Dlaczego?
    Mąż zaufania nie jest obciążony liczeniem, wydawaniem kart, sprawdzaniem rejestru wyborców, dbaniem o podpisy na liście( liczba podpisów musi się zgadzać z liczbą kart wyjętych z urny, choć często się zdarza iż w urnie brak jest 1-2 kart), a to są obowiązki członka komisji. Są chwile, gdy w lokalu panuje bardzo duży ruch (np. po skończonej mszy) i warto wówczas bacznie obserwować urnę. To doskonale może mąż zaufania, a nie zajęty pracą członek komisji. Następnym takim newralgicznym momentem jest otwarcie urny, segregacja i liczenie głosów. To samo: członek musi włączyć się w liczenie i nie ma możliwości oglądu całości prac. Natomiast mąż zaufania nie może liczyć głosów, ale ma prawo zażądać, by policzono je powtórnie. Obseruje też wszystkich liczących i mężów zaufania innych komitetów wyborczych(oni też mogą być potencjalnym zagrożeniem)
    W mojej pracy spotkałam się z przypadkiem, gdy członek komisji pod opatrunkiem na palcu miał kawałek wkładu długopisowego i unieważniał głosy.
    Mąż zaufania ma prawo zgłaszać uwagi do protokołu.
    Cały problem z mężami zaufania polega na tym że:
    po pierwsze, że jest to praca za free przez kilkanaście godzin.Bo o ile członkowie komisji (jest ich 7-8) ustalają sobie dyżury, to mąż zaufania danego komitetu jest tylko jeden. Komisja rozpoczyna pracę co najmniej godzinę przed otwarciem lokalu i tak też może, a nawet powinien rozpocząć ją, mąż zaufania. Istotnym jest tu fakt, by przypilnować moment zapieczętowania pustej urny.
    Po drugie musi to być osoba, która już wcześniej pracowała jako członek komisji i wie na czym cała procedura polega, gdzie mogą być ewentualne oszustwa.
    Poza tym z całym szacunkiem dla Matki Kurki, wątpię by pomysł z zrzutką na mężów zaufania przez lokalnych  działaczy wypalił. Za dobrze znam "doły", ideowców tam ci totalny niedostatek   :( 

  12. pewnie jestem nudny, ale chce wrocic do sprawy 'obowiazkow obywatelskich', a mamy takich wiele jak np
    roczne i inne rozliczenia finasowe, placenie podatkow az po unikanie jezyka nienawisci-homofobii lub antsemityzmu itd, zwiazanych z odpowiedzialnoscia administracyjno-karna / sadowa czy jak im tam...

    czemuz wiec, do diaska, nie mamy obowiazku glosowania?
    bo komus niewygodnie lub wygodniej, bardziej sie oplaca, lub jest nadmiar demokracji?

    to samo z ww komisjami, ktore powinny byc najbardziej naturalna podpora niezbednej przejrzystosci i uczciwosci jakikichkolwiek wyborow... o jakich  nie snilo sie generalom od bronka z ruskiej budy


  13. Zacznę od kilku krótkich stwierdzeń, a potem wstawię linki do dwóch notek. Problem mataczenia w liczeniu głosów ma w III RP długą tradycję, nawiązującą gładko (a częściowo nawet personalnie) do wcześniejszych tradycji PRL. To się PO prostu dzieje. Nie są to incydenty, to jest system ustalania wyniku, umocowany ustawowo i instytucyjnie. Nie wystarczy pilnować komisji obwodowych, a już w ogóle - w pojedynkę. Mężowie zaufania to może jest dobre rozwiązanie na problemy w drobnej skali, ale nie - na system przewału. Dobre rozwiązanie, jeśli w ogóle uda się to tak od razu dobrze rozwiązać, może polegać wyłącznie na zaatakowaniu tego falsystemu frontalnie i bez wahań. Do szczegółów odeślę teraz tutaj:

    http://naszeblo...
    oraz
    http://naszeblo... .

    Pozdrawiam

  14. Wstyd się przyznać, czyim byłem mężem zaufania, no, ale byłem.
    Na poziomie komisji nabruździć - to fraszka. Kumaty spryciaż z długopisem pod palcem może narobić sporo głosów "nieważnych" z tych, które były ważne, a nie pasowały.
    Mężowi zaufania przy liczeniu głosów musiałaby głowa wirować jak antena radaru, gdy kilka osób w kółeczku te głosy segreguje i kupkuje (odkłada na kupki).
    Z życia: na szkoleniu mężów z zaufaniem uczono: ostatnia godzina, to "godzina cudów".
    Jeśli musisz - to lepiej w gacie, niż miałbyś stracić z oczu choćby na dwie minuty urnę.
    Za pięć 21 wjechał katering. Pizza, dodatki, napoje.
    - Zapraszamy na posiłek - zarządziła postawna, podstarzała blondyna, szefowa komisji.
    Gdy odmawiałem (z wściekłym uporem) przejścia do drugiej sali na papu, baba dostawała wręcz furii i czerwonych plam na buzi.
    Wszystko było jasne.
    Wytrawna (stała) kadra komisji wyborczych dużo umie i dużo potrafi. I wiadomo komu służy.

  15. avatar

    Istotnym dowodem na oszustwa wyborcze jest liczba nieważnych głosów idealnie pokrywająca się z granicami województw. Jakoś nie chce mnie się wierzyć, i chyba nikt myślący nie uwierzy w to, że sąsiednie powiaty rozgraniczone linią podziału województw, mogą mieć rozbieżność nieważnych głosów nawet o 50%!

  16. Z tego co wiem, to PSL głównie korzystał na głosach nieważnych na niekorzyść JKM. Tam większa liczba głosów nieważnych daje mandat. Przy małym poparciu partii, to być albo nie być. PSL, wiadomo ze to cała familia. Na wsiach głównie rządzą.

  17. Trzymam za ciebie kciuki ja i moja rodzina

  18. avatar

    pilnowanie urn to jedno, śmiem twierdzić-mniej ważne, najważniejszy jest nadzór i kontrola nad serwerami, które liczyć mają przesyłane dane z każdej komisji. Tam może być największa luka.
    Profesor Wieczorkiewicz coś wiedział na ten temat, niestety już nic nie może powiedzieć.