O tym, że Kaczyński ma rację, frajerzy przekonują się po czasie

Prześlij dalej:

Stara zasada internetowych dyskusji mówi, że wszystko zaczyna się od bzdetu, a kończy na Hitlerze. Nie ma takiej ostrej wymiany zdań w wirtualnej przestrzeni, która wcześniej niż później nie schodzi na oboczne tematy. Zjawisko znane i był czas przywyknąć, ale i tak mnie martwi skala oraz zachowanie inteligentnych ludzi. Żal patrzeć jak wielu rozgarniętych, czasami nawet wybitnie inteligentnych, powtarza brednie o porażce 27:1 i aż by się chciało sięgnąć po Hitlera, który wygrywał po 100 do 0. Dziś będzie ciężko wytłumaczyć masochistom, że nie było żadnej porażki, co więcej był to pierwszy poważny krok na drodze do sukcesu, niemniej warto się odwołać do jeszcze jednej zasady. Z nazwiskiem Kaczyński wiąże się wyprzedzanie faktów.

W czasie kryzysu w Gruzji Lech Kaczyński został uznany za szaleńca i histeryka, parę lat później jego tezy dotyczące planów Putina spełniły się w 100%. Jeszcze za kadencji POPSL, Jarosław Kaczyński mówił o strefach „no-go”, gdzie policja boi się wjechać. Wtedy śmiechu było co niemiara, obecnie Internet jest zalany obrazkami ze Szwecji i Francji, które pokazują oddziały policji pierzchające przed islamską dziczą. Z ostatnich „a nie mówiłem”, możemy przywołać błazeństwa holenderskiego Timmermansa, tenże usiłował być dowcipny i oświadczył, że pierwszy wyjedzie na ulicę, gdy w Holandii będą łamane prawa człowieka. Od dwóch dni w Holandii spuszczono psy na tureckich demonstrantów i w zasadzie kibicuję psom i policji, ale przecież to nie są „wartości europejskie”. Nic nieznaczące „zwycięstwo” Tuska jest jednoznacznie przez Kaczyńskiego zapowiadane, jako seria przyszłych porażek.

Głupich przekonywać nie zamierzam, ale na miejscu inteligentnych poważnie bym się zastanowił nad bezrefleksyjnym głoszeniem tez, które na tacy podają zainteresowani porażką PiS. Jak wiadomo nie należę do ludzi, którzy nie potrafią zdecydowanie wyrazić sowich poglądów, ale nigdy nie szukam oryginalności na siłę, zawsze poszukuję faktów i właściwej oceny. O ile miałbym jakiekolwiek wątpliwości, co do przyjętej przez Polskę strategii w czasie szczytu UE, nie zostawiłbym na tym jednej suchej nitki. Nie czynię tego, bo widzę, że Kaczyński znów ma rację, a to, że ta racja póki co nie dociera do całej grupy pochłoniętej medialna burzą w szklance wody, to jest nie pierwszy i zapewne nie ostatni raz. Takich akcji, jak ta w Holandii będziemy w Europie widzieć dziesiątki i dopiero wtedy się okaże, że mały karierowicz uczepiony niemieckiej spódnicy, to jest porażka 27 frajerów i zwycięstwo Polski.

Za chwilę czeka nas seria wyborów, przede wszystkim w Niemczech i we Francji. Układ politycznych sił może się zmienić i to gwałtownie. Problem „uchodźców” nie zniknie i wystarczy jedna decyzja Erdoğana, żeby takie kraje jak Niemcy, Francja i kraj kwitnącego tulipana zamieniły się w jedną wielką strefę „no-go”. Polska ze swoją polityką zostanie całkowicie z boku tych problemów i trzeba wiedzieć, że nie są to pierdoły z cyklu „małżeństwa pedałów”, ale kwestie, które dotyczą życia i śmierci. Już widzę Tuska, który ten ciężar gatunkowy bierze na klatę i porządkuje europejskie sprawy. Bądźmy poważni, przed nami same problemy i w Europie i w UE. Sprawy biegną bardzo szybko i nie nadąża za nimi Merkel, o Tusku szkoda wspominać.

Samo ogłoszenie UE dwóch prędkości będzie skutkować cała masą konfliktów, bo takie deklaracje zawsze się składa w jednym celu. Po prostu ktoś będzie więcej zagarniał do siebie, ktoś inny za to zapłaci. Przyszłość 27 państw UE, może z wyjątkiem Węgier, jest zupełnie inna niż przyszłość Polski, oczywiście jeśli Polska zachowa racjonalny i twardy kurs. Kompletnie nie boję się tego, że Polska może choćby się otrzeć o europejskie problemy i wynika to z oczywistej okoliczności. Zarówno polska polityka i co niezmiernie ważne, polskie nastroje społeczne związane z „uchodźcami”, są całkowicie odmienne od europejskich. Pożyjemy, zobaczymy, kto wygrał, kto przegrał, ja wiem jedno, Tusk to symbol tego, co w Europie najgorsze, najgłupsze i prowadzące do zbiorowego samobójstwa.

5.004
74218 liczba odsłon
Obrazek użytkownika Matka Kurka

Autor artykułu: Matka Kurka

53 (liczba komentarzy)

  1. Między Polakami pracującymi na zachodzie Europy, a Ukraińcami pracującymi w Polsce są pewne różnice. Polacy są w UE, która gwarantuje przepływ pracowników i płacą do wspólnej unijnej  kasy. Dodatkowo, Polska jest neokolonią zachodu i już nie posiada  własnego przemysłu, banków, sieci handlowych, a te fabryki, montownie, super i hipermarkety należą do kapitału zachodniego, który wysysa z Polski miliardy dolarów. Polacy pracują czy to w Polsce czy w UE dla niemieckich, francuskich, brytyjskich, portugalskich, szwedzkich, i innych firm.

    Ukraina jest poza UE,  nie ma w polskich rękach ukraińskiego przemysłu, handlu, usług itd.  Ukraina nie płaci też pieniędzy do wspólnej kasy, nie ma z nimi podpisanej umowy o swobodnym przepływie kapitału i pracowników. Jest wprost przeciwnie. To Polska daje za frajer miliardy dolarów Ukrainie z pieniędzy polskiego podatnika, po to, żeby tamtejsi oligarchowie z junty kijowskiej ukraińskiego i żydowskiego pochodzenia mieli co rozkraść. Oni zaś "w podzięce" upokarzają polskojęzyczne nierządy w tym naszym bantustanie.

  2. Wojna na Ukrainie sprzyja Rosji i Niemcom w korumpowaniu tego kraju. Za kilka lat Ukraina będzie doskonałym instrumentem wykorzystywanym przeciwko Polsce, a nasz minister Waszczykowski znowu się rozpłacze, że został okłamany.

  3. avatar

    Krokusiki podjęły decyzję:

  4. Strony