O tym jak szefowa MOPR-u bawiła się w Bonda

Prześlij dalej:

Po tym jak się pożegnałem z panem radnym T ( http://godnoscojca.salon24.pl/670940,egzorcyzmy-na-hipokryzje-i-apostazje ) ruszyłem w kierunku właśnie udostępnionego najmłodszym skierniewiczanom placu zabaw, od dwóch godzin wibrującego życiem i radością, gdzie pozostawiłem żonę wraz z moimi córeczkami. Całym sobą odczuwałem wewnętrzne zadowolenie z odbytej przed chwilą rozmowy. Będzie dobrze, chłop wygląda na porządnego i kumatego. Ładnie wyszło to nasze „przypadkowe” spotkanie, bardzo naturalnie... Z pewnością księdzu proboszczowi należy się podziękowanie. Radny T nie miał powodów żeby czuć się skrępowanym, czy upokorzonym w jakimkolwiek stopniu.

 

Skierniwice - otwarcie placu zabaw w parku

 

Minęło prawie półtorej godziny, ale się nie obawiałem czy na palcu zabaw zastanę dziewczyny. Żona wiedziała gdzie jestem i co robię więc nie niepokoiła mnie telefonami, ale gdyby się coś wydarzyło na pewno dałaby mi znać. Nie było łatwo ich odszukać w tłumie rozbawionych dzieci i uganiających się za nimi rodziców. Młyn był jak na dworcu w Koluszkach przed odpustem. W końcu dostrzegłem moje skarby. Ułatwiła mi to pani dyrektor MOPR Janina Wawrzyniak, na którą natknąłem się wcześniej. Nie zauważyła mnie, stała tyłem do kierunku z którego nadszedłem. Chowała się przed kimś za kilkusetletnim dębem, który szczęśliwie ocalał podczas budowy dzięki nieustępliwości konserwatora zabytków. Ledwo ją poznałem. W niczym nie przypominała skurczonej i zagubionej istoty, którą zapamiętałem z sądu, gdzie drżącym głosikiem opowiadała jakieś pokrętne usprawiedliwienia na okoliczność nie posiadania żadnych dowodów na ciężkie oskarżenia, które wraz ze swoimi pracownikami sformułowała pod adresem moim i całej mojej rodziny. Chodzi o sprawę karną, w której to ja występuję w charakterze oskarżonego o podstępne wpuszczenie do mieszkania funkcjonariuszy MOPR, a następnie ich znieważenie słowem i czynem. Czym rzekomo uniemożliwiłem im dokonanie czynności polegających na uratowaniu życia i zdrowia mojej córeczki, która akurat przebywała wówczas w przedszkolu.

No ale o tym pisałem już wcześniej:

http://godnoscojca.salon24.pl/663432,najscie-na-dom-w-praworzadnej-polsce

 

Gdyby nie nadzwyczajna wyrozumiałość sędziego prowadzącego mogłaby po tych zeznaniach skończyć swoją karierę w kajdankach i najwyraźniej dobrze sobie zdawała sprawę z tego zagrożenia . Tu wyglądała zdrowo i prężnie, jak polująca agama, albo jak tolkienowski Golum ścigający Bilbo Bagginsa, co prawda wychudzony i odbarwiony wieloletnim życiem w ciemnościach, ale pełen determinacji i energii. Pani Janina Wawrzyniak zwracała na siebie uwagę otoczenia, ale najwyraźniej tego nie dostrzegała. Ludzie reagowali na nią zdziwieniem i zażenowaniem, niektórzy pokazywali ją sobie nawet palcami. Tak, Golum z „Władcy Pierścieni” mamroczący do siebie coś w stylu „mój skarbie” to dobre porównanie. Pani dyrektor Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej co chwila wychylała się dyskretnie zza pnia i ciekawsko zerkała w głąb placu zabaw. Obserwowała kogoś z wyjątkową uwagą, żeby nie powiedzieć śledziła. Podążyłem wzrokiem za jej skupionymi spojrzeniami i odnalazłem moje dziewczyny.

O ja! Nie mogłem uwierzyć! Ona śledziła moje dzieci i moją żonę!

 

W pierwszym odruchu zamierzałem podejść do niej i zaprotestować, zapytać jak śmie to robić, ale szybko się opanowałem, bo w sumie bawienie się w agenta 007, albo w Bonda nie jest przecież niczym nielegalnym. Każdy przecież może w publicznym miejscu bawić się w co zechce, zwłaszcza na placu zabaw dla dzieci. Byle nie stwarzał zagrożenia dla innych. Czy pani dyrektor MOPR Janina Wawrzyniak stwarzała dla kogoś zagrożenie? Moim zdaniem tak, ale żeby się dowiedzieć jakie, należało jej nie przeszkadzać. Ominąłem więc tę panią i jak gdyby nigdy nic ruszyłem ku mojej rodzince.

CDN

 

 

 

0
1822 liczba odsłon
Obrazek użytkownika Lech G

Autor artykułu: Lech G