Oddać Piotrowiczowi, co cesarskie i nie budować relatywistycznej hagiografii

Prześlij dalej:

Sprawa losów Trybunału Konstytucyjnego w mojej ocenie jest przesądzona, a to jest początek znacznie ważniejszej reformy „wymiaru sprawiedliwości”. Wiadomym jest, że sukces ma wielu ojców i niezliczoną ilość matek, ale z tego grona zdecydowanie na podium ustawiłbym posła Stanisława Piotrowicza. Stałby obok Jarosława Kaczyńskiego i Prezydenta Andrzeja Dudy. Poszedłbym z diabłem, żeby uzdrowić, przynajmniej w części, to co się w Polsce nazywa sądownictwem. Piotrowicz z całą pewnością diabłem nie jest, osobiście nic do człowieka nie mam, nawet go lubię, o ile taka kategoria emocjonalna ma jakiekolwiek znaczenie.

Uważam też, że jest to jeden z nielicznych, wymierających już, przedstawicieli gatunku narodzonego ze starej szkoły logicznej i retorycznej. Za PRL te kwestie były na znacznie wyższym poziomie niż obecnie, co zresztą dotyczy każdej dziedziny edukacji. Podsumowując ten wątek, przed nieuchronnym „ale”, trzeba powiedzieć, że obecne zasługi i poziom merytoryczny posła Stanisława Piotrowicza, to sam szczyt, oczywiście to tylko moja opinia. ALE! Kompletnie nie rozumiem dlaczego sam Piotrowicz i jego klubowi koledzy poszli w tak idiotyczną i moralnie niedopuszczalną relatywizację przeszłości. Na początek powiem brutalnie, że gdyby nawet rzeczywiście Piotrowicz był Wallenrodem peerelowskiej prokuratury, nie należało w żadnym razie tego argumentu używać.

Przyczyna brutalnej konstatacji jest bardzo prosta, takie argumenty obowiązywały przez 27 lat. Za każdym razem gdy jakiś esbek lub kapuś został złapany za rękę, natychmiast się okazywało, że był wybitny, bohaterski i ma niezliczone zasługi oraz nikt nie ma prawa go oceniać. Identyczną retorykę PiS zastosowało wobec Piotrowicza, co więcej padały argumenty, które jeżą włos na głowie. Dowiedziałem się na przykład, że prokuratorzy w PRL byli bohaterami poświęcającymi życie w obronie opozycjonistów i narażali się bardziej niż ci, którzy roznosili ulotki. Dało się też słyszeć, że „jesteście za młodzi i musielibyście żyć w tamtych czasach, aby zrozumieć”.

Na Berdyczów z taką „narracją”, która jest paliwem od lat rafinowanym przez Michnika i spółkę. Zasady są proste: wyznanie winy, pokuta, zadośćuczynienie. W przypadku Piotrowicza paradoks polega na tym, że dwa ostatnie punkty, przynajmniej u mnie, ma zaliczone na 5, natomiast pierwszy poniżej oceny miernej. Oczywiście, że trzeba odróżnić rejonowego prokuratora, który zresztą został zdegradowany w stanie wojennym, a na swoim koncie nie ma wielkich zbrodni, od esbeckich bandytów. Jestem skłonny uwierzyć, że Piotrowicz zachował się w miarę przyzwoicie w tamtym, rzeczywiście podłym czasie, ale na litość boską opowiadanie o „wzruszającej pomocy”, „poświęceniu” i „bohaterstwie”, jest nie do zaakceptowania.

Piotrowicz ma prawo się bronić i w większości przypadków robi to inteligentnie i rzeczowo, na przykład jego dzisiejsza odpowiedź dokładnie taka była. Niestety w ferworze zrozumiałych emocji i on, a przede wszystkim jego obrońcy z PiS, galopują w moralne i faktograficzne ślepe uliczki. Po co to komu? PiS pod żadnym pozorem nie powinien promować największego kłamstwa ostatniego ćwierćwiecza, które głosi, że po jednej i drugiej stronie były „ludzkie dramaty”. PiS nie powinien tego robić z czysto politycznych, ale także moralnych powodów, ponieważ bezsensowna obrona Piotrowicza w odniesieniu do jego przeszłości czyni niebywałe spustoszenie i zakłóca czytelny podział na to co złe i dobre.

Konsekwencje są opłakane, bo niepojętym jest, że ustawa deubekizacyjna nie objęła sędziów i prokuratorów PRL, obejmując przysłowiowe już sprzątaczki i sekretarki. Stara zasada „jak nie wiesz jak się zachować, zachowaj się przyzwoicie” w całości ma zastosowanie do sztucznie rozdmuchanej afery z Piotrowiczem w roli głównej. Po prostu trzeba oddać Piotrowiczowi współczesne zasługi i nie opowiadać bzdur o przeszłym bohaterstwie.

0
12483 liczba odsłon
Obrazek użytkownika Matka Kurka

Autor artykułu: Matka Kurka

3 (liczba komentarzy)

  1. Absolutna racja.

    Owszem, publiczne przyznanie się do błędu nieco kosztuje. Ale ile by można zyskać! A jak się idzie w zaparte, metodą "na Bolka"... nic dobrego z tego nie będzie. I naprawdę nie przystoi.

    Było przyznać się i przeprosić od razu. Teraz to już nie będzie miało takiego samego efektu. I co pozostaje? Iść w zaparte. Wstyd, proszę Państwa. Wstyd. Wyborcy wam marchewkę skrobią, a oponenci tryumfują. I po co wam to było?

  2. Mam nadzieję, że szybko obudzimy się z letargu poprawności i zaczniemy nazywać rzeczy po imieniu.   13-go grudnia, całe komusze kurestwo, wyjdzie na ulice naszych miast, by manifestować swoje niezadowolenie z obecnych rządów. Bandyci i złodzieje z: MO, LWP, PZPR, UB, SB, WSI, szczujni Sorosa, totalnej opozycji i lewackich mediów, będą dążyć do obalenia demokratycznie wybranego rządu. Coś ich ruszyło, chwytają się ostatniej deski ratunku, marzy im się przewrót. Świadczy to jednak o skuteczności rządów PiS-u.

  3. "(...) bezsensowna obrona Piotrowicza w odniesieniu do jego przeszłości czyni niebywałe spustoszenie i zakłóca czytelny podział na to co złe i dobre."

    Po pierwsze to swietna okazja zeby odswierzyc pamiec i rozpoczac dyskusje na temat czytelnego podzialu i tego czy w przeddzien otwarcia archiwow bedzie obowiazywala druga gruba kreska czy tez nie.

    PO drugie  "internety" a pozniej nawet telewizja dosc jasno pokazaly, ze ten podzial jest czytelny i byc moze  pomimo iz przez "25 lat wolnosci" byl zacierany staje sie on coraz bardziej czytelny. Nie szukajac daleko akcja #Rzeplinscy vs #Piotrowicze. Internet to jednak potega i w ten sposob mlodzi dostali spora dawke wiedzy.

    Obrona Piotrowicza nie jest wcale bezsensowna, gdyz jasno widac, ze Piotrowicz jest nawrocony i nawet  jego ofiara Pikul zmienil zdanie i stwierdzil, ze prokurator stanu wojennego jak na owczesne warunki "zachowywal sie wobec mnie przyzwoicie".

    "(...) Konsekwencje są opłakane, bo niepojętym jest, że ustawa deubekizacyjna nie objęła sędziów i prokuratorów PRL, obejmując przysłowiowe już sprzątaczki i sekretarki. "

    To nie sa konsekwnecje tylko i wylacznie "sprawy Piotrowicza" a konsekwencje Magdalenki i Okraglego Stolu. O "sprzataczki" spieral sie nie bede, chociaz moglbym za kontrprzyklad podac rodzine Mendla Kossoja, jego brata wysokiego funkcjonariusza w MBP i ojca windziarza. Co do "sekretarek" to mam przyklad zaprzanca z mojej wlasnej rodziny: niezyjacy juz wujek byl pulkownikiem WSW a ciotka tylko ksiegowa w "firmie".