Redukcja jezuicka

Prześlij dalej:
Kiedyś słynne redukcje w państwach Ameryki Południowej, niosące Chrystusa i zdobycze cywilizacji europejskiej tambylcom, a dzisiaj rozległa redukcja intelektualna. Wśród krakowskich jezuitów to redukcja już nie tylko do poziomu łysego pajacyka w czapce z pomponem, ale wręcz do poziomu pana Piotra Żyłki, redaktora naczelnego jezuickiego portalu DEmON.pl. Otóż red. Żyłka, przy którym łysy pajacyk w czapce z pomponem jawi się jako tytan intelektu, w programie Warto Rozmawiać dotyczącym problemu wędrówki ludów na Europę (22.06.2017, dostępny na YT), z uporem godnym mojej malutkiej córeczki powtarzał, że nie wolno generalizować, bo generalizacje są straszne! Po czym się przyznał, że poznał jakiegoś chłopaka, i na bazie opowiedzianej przez niego historii (n=1), pouczał wyraźnie zdumionych adwersarzy w studio (pani Shaded patrzyła na niego jak na niebezpiecznego wariata) i miliony widzów, jak się sprawy z "uchodźcami" mają, oczywiście przekonany, że ani na moment nie popadł przy tym w żadną sprośną generalizację! Naczelny Lisicki z Do Rzeczy chyba próbował przezwyciężyć szok i zażenowanie tym z kim przyszło mu właśnie debatować i próbował jakoś na to odpowiedzieć, ale z trudem mógł przejść do rzeczy, gdyż pan Żyłka nie przestawał epatować go pouczeniami, że należy każdego imigranta poznać z osobna! Pierwotny szok Lisickiego okazał się igraszką po dostaniu takim obuchem absurdu w głowę. Ale mniejsza o red. Lisickiego, skoro red. Żyłka znalazł czas dla red. Pospieszalskiego mając tak rozdęte ambicje. Wejście w osobistą relację z kilkoma milionami osób wydaje się trudne do pogodzenia z siedzeniem w studiu telewizyjnym i traceniem czasu na lans. Przecież nie był on tam nawet potrzebny, bo od propagandy entuzjazmu wobec islamizacji Europy był tam już bp Krzysztof Zadarko, przez złośliwców nazywany delegatem do spraw stręczenia imigracji z Afryki i Azji i rozwoju stref no-go. Ale gdzie tu spodziewać się racjonalnego działania od pana Żyłki, skoro wypowiada On wojnę racjonalnemu myśleniu, czyli wielkiej tradycji katolickiej, niegdyś napędzającej jezuicką działalność oświatową. Podstawą bowiem racjonalnego myślenia i działania, które za nim idzie jest właśnie znienawidzona przez pana Żyłkę generalizacja. Nie tylko najbardziej trywialne aspekty organizacji życia codziennego, jak wysokość sklepowej lady, są całkowicie podporządkowane generalizacji (bo nie są dostosowane dla karłów lub koszykarzy, choć i jedni i drudzy mają pewien udział w społeczeństwie); wszelkie rozwiązania systemowe muszą respektować generalne zasady obowiązujące w danym systemie. W państwie, prawodawstwo i polityka (które dotyczą ogółu społeczeństwa) muszą harmonizować z tradycją i etyką generalnie obowiązującą w jego granicach, czyli kierować się powszechnie akceptowanymi wartościami. Innymi słowy, żeby prawo było dobre i zapewniało stabilizację życia społecznego, musi być tworzone a posteriori, czyli dostosowane do reprezentatywnej dla danego społeczeństwa etyki (a nie do kontestujących ją etyk niszowych, co oznaczałoby rewolucję, a więc destabilizację); a o rozwoju cywilizacyjnym tego społeczeństwa będzie decydować jakość tej etyki. To jest elementarz. Wreszcie, bez generalizacji nie istniałaby jakakolwiek nauka, czyli obserwacja połączona z racjonalnym (rozumowym) wnioskowaniem. Obojętnie, czy to socjologia, czy ekonomia, czy nauki ścisłe, wszystkie polegają na uśrednianiu, bez którego niemożliwe byłoby formułowanie jakichkolwiek ogólnych twierdzeń i praw naukowych. Rozumienie świata, występujących w nim procesów przyczynowo-skutkowych i rządzących nim mechanizmów opiera się na statystyce. Alternatywą jest wnioskowanie w oparciu o jednostkowe przypadki, czyli na zasadzie gry losowej, lub gorzej, w oparciu o wyjątki, co skutkuje nie tyle zniekształconym, co wprost odwróconym obrazem świata. Płomiennym adwokatem tego rodzaju pseudo-rozumowania wydaje się być red. Żyłka. Oczywiście, jak każdy Jemu podobny, nie wie co czyni, i wpada we własne sidła, bo forsowany przez Niego na podstawie kilku „spojrzeń w oczy” obraz marudera z kolejnej już fali murzyńsko-muzułmańskiego potopu, jako wzruszającego uchodźcy, któremu pomoc się należy i już, jest właśnie niczym innym jak generalizacją. Tyle, że fałszywą, bo opartą o wyjątki, a więc manipulacją. Liczne bowiem relacje pokazują, że przeciętny (~80%) "uchodźca" to afrykański lub blisko-wschodni fafarafa przed 30-stką, w cale nie uchodzący z krajów objętych wojną, i na tyle bogaty, żeby zapłacić mafii tysiące Euro za przemyt na kontynent post-chrześcijańskich frajerów administrowanych przez politycznych eunuchów i pouczanych przez imbecyli w publicznych telewizjach. To zwykle osobnik bez dokumentów, lub z fałszywą tożsamością, chcący dostać się tylko do Niemiec lub Szwecji po socjal, by inwestycja się zwróciła, zwłaszcza jeśli rodzina została w kraju dana w zastaw. Gardzi ofiarodawcami i dobroczyńcami wykrzykując kolejne roszczenia, bo za co ma być wdzięczny? Skoro jest nauczony od dziecka, że niewierny (kafir) winny mu płacić haracz (dżizję). Przecież to Allah każe niewiernym, zdegenerowanym i wykastrowanym psom i wyemancypowanym bezwstydnym sukom (którym już się nawet nie chce rodzić dzieci) pracować na rzecz swych wyznawców i zadowalać ich seksualnie. Ów przybysz nauczony jest także chwalebnego zwodzenia niewiernych frajerów (takkiji), co przypomina o kolejnej niezwykle ważnej funkcji generalizacji, jaką jest ochrona przed niebezpieczeństwami. Już moja malutka – od niedawna mówiąca – córeczka jest mądrzejsza od red. Żyłki. Pięknie już bowiem generalizuje, powtarzając, że nie wolno się bawić nożem – bo jest ostry (choć nie zawsze), że nie wolno łapać za kubek z kawą – bo jest gorąca (choć nie zawsze), że nie wolno pić z kieliszka – bo tam jest alkohol (choć nie zawsze), a niedługo będzie uczona, żeby nikomu obcemu nie otwierać drzwi, nawet (szczególnie!) jakby stosował szantaż moralny, że jest uchodźcą i potrzebuje pomocy. Bo ważniejsza jest obrona najbliższych przed niebezpieczeństwem, niż to, że ktoś się może poczuć urażony. Zatem generalizacja nie tylko nie jest straszna, ale jest absolutnie nieodzownym narzędziem w wielu kluczowych dziedzinach życia, ale czegoż tu oczekiwać od biednego red-nacz’a jezuickiego DEmONa, skoro jezuicka ryba psuje się od jezuickiej Głowy. Czy Ta też nie wie co czyni?
6
2574 liczba odsłon
Obrazek użytkownika Szymon Mańka

Autor artykułu: Szymon Mańka

2 (liczba komentarzy)

  1. Oby ten Żyłka nie był reprezentatywny dla całego zakonu!

  2. Pan Żyłka uważa, że przyjaźń ze śp. ks.Kaczkowskim uczyniła go nieomylnym i dała glejt na pouczanie szarych katolików, co to tylko pacierze klepią i tradycji kurczowo się trzymają (o przepraszam, tylko bez generalizowania!).