Religia smoleńska wygra z pogaństwem smoleńskim – jestem tego pewien!

Prześlij dalej:

Każde zjawisko i każdą analizę, w której nie ma twardych dowodów trzeba sobie tłumaczyć symptomami, czy jak kto woli poszlakami. Hura optymistyczny tytuł pewnie wywoła powszechne zdziwienie, bo niby co takiego się stało, że nagle rozum miałby triumfować, pognębiając cynicznie propagowaną głupotę. Wiele się stało, wiele dobrego, ale w zalewie fałszu wyłowienie przełomu nie jest takie łatwe. Wystarczy jednak popatrzeć na przebieg zdarzeń pod jednym kątem, aby zdać sobie sprawę, że wygrana jest kwestią czasu. Tym kryterium jest liczba figur na szachownicy i układ pionów, metaforyczna bitwa religii z pogaństwem. Jak to było na początku? Ostra ofensywa smoleńskich pogan postawiła jedną tezę, która królowała przed co najmniej rok. Gdy poganie triumfowali, zebrani wokół zabobonu plotki, ich zwycięstwo było przygniatające, co najdobitniej dało się zauważyć na totemach haftowanych blagą: „wielokrotne, samobójcze podejście do lądowania”, „w kabinie generałowie”, „za sterami generałowie”, „naciski, że ON mnie zabije”, „ułańska fantazja debeściaków”, „telefon od brata”, „Gruzja i wiadomo o co chodzi”, „idealne badania materiałów dowodowych”, „perfekcyjne sekcje zwłok”, „żadnych śladów materiałów wybuchowych” itd., itp. Żaden, powtórzę, żaden z powyższych sms-ów wysyłanych do klubu i zaprzyjaźnionych redakcji nie przetrwał. Dziś machanie którymkolwiek z tych sztandarów wywołuje odruch wymiotny nawet u przeciwników Macierewicza, co oznacza, że sztandary zostały zwinięte, a to z kolei zawsze było symptomem odwrotu. Tak, moje Szanowne Oszołomy, blaga smoleńska jest w odwrocie, tego nie można nie zauważyć, ale żeby nie poprzestawać na nikłej satysfakcji postaram się pokazać główne profanacje bóstw pogaństwa smoleńskiego.

Profanacja w największym skrócie odnosi się do sponiewierania bóstwa, całego panteonu bożków antysmoleńskich prezentował nie będę, ale cztery utrącone łby Światowida z przyjemnością pokażę. Jako pierwsza została strącona głowa ekspercka, ta najświętsza ze świętości, która za każdym razem grzmi: „wybitny ekspert powiedział, znany profesor nie pozostawia wątpliwości, nasz światowej klasy ekspert jednoznacznie stwierdził”. Nie ma ekspertów, Hypkiego ostatni raz widziano w taniej knajpie, jak perorował nad ranem: „oni wypatrywali ziemi w Gruzji”. Pułkownika Klicha nie warto wspominać, Gruszczyk, "partnerski" ojczym Pochanke, zakopał się w z dawnymi towarzyszami i rozpija „Stoliczną”. Nawet ostatnia nadzieja propagandy – profesor Kleiber wziął i znikł. Gdy bóstwo się rozpierzchło pustkę wyznaniową usiłowano wypełnić świątkami i tym sposobem swoją szansę dostali wystrugani w lipie: „Łoza” Łoziński i „Latający Czestmir” Artymowicz. Śmieszne w tej desperacji było to, że mimo wszystko zabawniejszy Łoziński miał swoje pięć minut sławy, natomiast czerstwa chłopska buźka Artymowicza, wykarmiona z resortowych wypłat i emerytur, bardziej przypominała kościelnego z Suwałk, niż światowej klasy naukowca, zakotwiczonego w Kanadzie. Ekspercka głowa spadła, ci z najwyższej półki wlecieli pod stół, ci z najniższej powyżej świątka struganego w lipie nie podskoczą, bo Bozia ani talentu, ani rozumu nie dała. Bezpośrednio z ekspertami związane było bóstwo zachodu. Każdy kto choć raz przeczytał fragment biuletynu z Czerskiej wie, że nie masz na świecie większej potęgi, niż opinia zachodnich mediów. Tymczasem profesjonalna, markowa, sławna, legendarna National Geografic urwała łeb Światowidowi jednym gniotem, którego dłużej niż półtorej godziny nikt nie odważył się bronić. Zachodnie media skompromitowały krajowe kłamstwa, a skala kompromitacji była tak duża, że film nie mógł służyć za ulubiony knebel – klękajcie oszołomy, oto bóg zachodniej opinii.

Trzecia głowa Światowida potoczyła się w stronę rynsztoka, gdy zderzyła się z mieczem „narracji”. Ten wygrywa, który „snuje opowieść”, jak mawia klasyk propagandy, no i przez rok smoleńscy poganie mieli swoją baśń sensacyjną. Opowiadano coraz ciekawsze plotki, awantury, skandale, wyrywanie sterów, telefony na pokładzie, popisy pilotów, libacja przed wylotem i libacja w kokpicie. Lud kocha takie opowieści, bo tu się nie trzeba znać na niczym, wystarczy „znać życie”. Roczna „narracja” padła, jak każda plota klepana na to samo kopyto i ten sam lud, wszak na początku 5% wierzyło, że w Smoleńsku stało się coś innego niż „naciski”, zaczął się wsłuchiwać w „narrację” przeciwników. Okazało się, że po pierwsze opowieść ZP Macierewicza jest ciekawsza, a po drugie opowiadana przez zachodnich naukowców współpracujących z NASA. Dziś ZP Macierewicza jest bezkonkurencyjny, przeciwnicy wyprztykali się na amen, nie mają nic do powiedzenia poza powtarzaniem, że jak samochód uderzy w brzozę, to musi mu skrzydło odpaść, a Putin lada dzień odda nam furę. Naukowcy i dziennikarze usiłujący dotrzeć do faktów mają cały arsenał możliwości, dwie największe sensacje wiszą w powietrzu i lada chwila spadną, mam na myśli badania na obecność materiałów wybuchowych i schowaną głęboko skrzynkę Jaka.

Światowid nie hydra, ale wszystkie trzy głowy odrodziłyby się błyskawicznie i bez najmniejszej blizny, gdyby nie spadła czwarta, najbardziej mocarna łepetyna. Końcowym sukcesem rycerzy walczących z pogaństwem smoleńskim był odcięty łeb medialny. Nie, nie zwariowałem, media głównego nurtu nie chcą brać na siebie nudnego szamaństwa komisarzy Laska, czy innych kompromitacji NPW. Chyba nikt nie zauważył, do czego w ostatnim czasie został zmuszony Michnik, a to jest wybitnie zabawny przełom. Szanowne Oszołomy, przecież Michnik organizując konferencję w swojej dziupli, co zostało odnotowane li tylko na łamach dziupli, był zmuszony odwołać się do jedynego narzędzia, jakim dysponuje drugi obieg. Tak, tak pan Michnik ni mniej, ni więcej, tylko zaprosił szamanów Laska do „Klubu Gazety Wyborczej”, słowem jak zwykle zerżnął patent i to od kogo? Od samego Sakiewicza i znienawidzonej Gazety Polskiej. Mało tego, efekt uzyskał podły, bo Sakiewicz zmusił media publiczne do premierowych pokazów filmu Anity Gargas, a o konferencji w GW, nawet TVN nie pisnął słowa, co drzewiej było nie do pomyślenia. Pogaństwo smoleńskie bez Światowida nie istnieje, na szachownicy pozostało kilka pionków, czyli ostatnich wiernych pogan i to dla nich organizowane są te czarne msze. Michnik rytualnie zmobilizował garstkę fanatyków i w moim przekonaniu miał pełną świadomość, że to wszystko, co mógł zrobić. Pogaństwo smoleńskie przegrało, Stalingrad i Normandia za nami, zwycięstwo jest formalnością, ale trzeba pilnować by nie doszło do Jałty, czyli moralnego zwycięstwa. Światowid smoleński sczezł, ale boje się nowej fali pogaństwa, a mianowicie Swarożyca Racjonalizacji Zamachu. Gdy już nie będzie wyjścia i sami arcykapłani będę zmuszeni wyprowadzić sztandar, największym zagrożeniem jest to, co arcykapłani potrafią najlepiej – konwersja. Wyspecjalizowane przechrzty to jedno zawsze potrafią sprawnie przeprowadzić i nie zdziwiłbym się gdyby zamach został zracjonalizowany Klewkami, w zemście za więzienia CIA, które zaakceptował Lech i Jarosław Kaczyński. Zwycięstwo jest pewne, natomiast boję się zagospodarowania zwycięstwa i grubej kreski dla chwilowo przegranych. Dlatego gdy zwycięstwo przyjdzie, zamiast radości potrzebna jest czujność i konsekwencja w dobijaniu pogaństwa, czego całej cywilizowanej Polsce życzę.

6
9412 liczba odsłon
Obrazek użytkownika Matka Kurka

Autor artykułu: Matka Kurka

15 (liczba komentarzy)

  1. "Trzecia głowa Światowida potoczyła się w stronę rynsztoka, gdy zderzyła się z mieczem „narracji”. Ten wygrywa, który „snuje opowieść”, jak mawia klasyk propagandy,"

    Czy ten klasyk propagandy to Eryk Mistewicz?

    Uważam (pół żartem, þoł serio), że, gdyby były na to środki, to pod artykułami powinien być zaimplementowany quiz sprawdzający zrozumienie wpisu, a nagrodą za jego bezbłędne rozwiązanie możliwość oceniania i komentowania ;-) - wpadłem na to, przy okazji lektury relacji Kurki z jego "przejść procesowych" i wyśledzenia donosicieli.

  2. Zwycięży, ale oficjalnego odszczekania raczej nie zobaczymy. Wersja Anodiny stopniowo ucichnie, a popularnosć wersji współczesnej będzie kontrolowana, tak aby za dużo hałasu nie robiła.
    Pogląd o maczaniu angielskich palców w śmierci Sikorskiego snuje się od dziesięcioleci i żadnych szkód nikomu nie wyrządza.
    Musi się dużo, i szybko zmienić nie tyle w Polsce ile na świecie by stało się inaczej.

  3. potraktowal ja na ta chwile jako wieksze zagrozenie niz Rydzyk i Kaczynski rzzem wzieci, dajac niesamita reklame. pytanie czy Pawlowicz udzwignie przez kilka tygodni ciezar sztandaru czy pozwoli sie zaszczuc.

  4. Warto dodać, że Hypki jest u Bula i Kozieja zatrudniony w BBN, dostarczył go do BBN człowiek z przeszłością - Andrzej Karkoszka.
    Nie zgadzam się tylko z jednym fragmentem, a mianowicie Twoim optymizmem, że centralne laboratorium kryminalistyczne potwierdzi środki wybuchowe. Moim zdaniem nie potwierdzi, ponieważ ruscy do kilkuset próbek włożyli dla jako takiej przyzwoitości powiedzmy ze sześć, może z dwanaście próbek z trotylem "sypkim", a nie "wybuchniętym". Nie wiem czy przeoczyłeś informację od prok. Rzepy, że na przełomie lutego i marca jadą biegli do Rosji badać dwa odcięte kawałki brzozy, a więc będą badać to o czym wszyscy zainteresowani wiedzą, że nie zaistniało, a oni wiedzą, że my wiemy. Myślę, że facet z poczuciem humoru jakim jest Binienda na najnowszych symulacjach 5 lutego pokaże porównanie symulacji MAK (to znaczy wszędzie pustka i jedno jedyne drzewo, kilkaset drzew na ścieżce samolotu nie istnieje w tej fałszywce) z własną symulacją z ulokowanymi wszystkimi drzewami - dowodem filmy paralotniarzy, google maps, itd.
    PS. Czasem wydaje mi się, że Seremet może podejrzewać, że ustawa o prokuratorze generalnym zaczęła działać 9 dni przed zamachem właśnie ze względu na wcześniej zaplanowaną akcję. Chłop miał pecha, a teraz zorientował się, że siedzi po uszy w gównie.
    PS. 2 Bóg istnieje i są na to conajmniej dwa dowody:
    1. Zainstalowana skrzynka amerykańska co skutkowało koniecznością jej analizowania przez mającego do niej kody producenta Universal Avionics, widocznie nie dali rady ludzie FSB jej "zniknąć" jak zrobili to ze skrzynką k3-63, pewno nasi borowcy akurat odnaleźli i nie dało jej się już schować.
    2. "Zesłanie" paralotniarza.

  5. avatar

    i  chyba  tekst  mi się  nie  wkleił ;) Mowa  była  o pogańskich  piskach  Laska  i  Grochowskiego  na  konferencji  u  zaprzyjaźnionego  Adama  M. Na  pytanie  Kownackiego  co  powiedzą  na  ustalenie  NPW  o  nieobecności  Błasika  w  kabinie pilotów  szli  głupawo  w  zaparte. Do  tego  jeszcze  Grochowski  próbował  przemycić  kolejne  kłamstwo  w  postaci  "wchodzą  generałowie", które  to  zdanie  miało  paść  w  stenogramie. Pierwotnie  było "uwaga  generałowie", co  natychmiast  zostało  potraktowane  jako dowód  na  obecność  w/w  Błasika.
      Ręce  opadają.

  6. avatar

    który się dokonał w Polsce, dwuczęściowo.Raz - w chwili rozdzielenia lotów do Smoleńska, dwa - w chwili wystawienia Kaczyńskiego , na Okęciu wojskowym bladym świtem 10 kwietnia. 
    Rzecz jasna - ,,bez wiedzy i zgody". Wyrok, który zapadł gdzieś w Polsce, albo we wzajemnym zrozumieniu, tych samych od zawsze, sojuszników, został wykonany w chwili, kiedy tupolew znalazł się w zasięgu ,,dalszej" i RSL - a Smoleńska Pólnocnego. Technicznych ,,szczegółów" być może nie poznamy nigdy, a jedynie spójną hipotezę ,,jak mogło być".
    Pilot Prchal do ostatnich minut swego życia trzymał się wersji ,,wypadku" a ,,oszczercom" wytaczał procesy. Jest pełno innych podobieństw do tamtej ,,katastrofy" - gibraltarskiej. 
    Kiedy dowódca ,,Orkana" próbował sprawdzić zawartość trumny z gen.Sikorskim, usłyszał od brytyjskich agentów, że zaraz dostanie kulę w łeb. Były też na Wyspach takie skupiska polskich żołnierzy, gdzie wybuchem radości powitano wiadomość o śmierci Naczelnego Wodza. Było też zaraz ,,wnikliwe śledztwo" poprowadzone przez angielskich ekspertów.
    Minęło dokładnie 70 lat a nadal archiwa naszych ,,tradycyjnych sojuszników" są zamknięte i nadal nie wiemy kto miał największy udział w tym spisku - Niemcy(od nich dostał dokumenty zbrodni katyńskiej), Rosjanie czy Anglicy?

  7. avatar

    Prawie 100 osób kara powinna być jedna a nie tylko "pójście w ambasadory". Dodatkowo w polskim kodeksie karnym za zdradę grozi mniej niż za kradzież cebuli z piwnicy albo za jazdę na rowerze po pijaku. Ale pożyjemy zobaczymy.

    P.S.Powodzenia w konkursie Matko ;)

  8. avatar

    MK pisze "dwie największe sensacje wiszą w powietrzu i lada chwila spadną, mam na myśli badania na obecność materiałów wybuchowych i schowaną głęboko skrzynkę Jaka."

    Nie wiem czy ktoś zauważył taką wiadomość z początku stycznia, dotyczącą nagrań Jaka:

    http://wiadomosci.onet.pl/temat/katastrofa-smolenska/kiedy-poznamy-zapisy-z-jaka-40-rosjanie-zwlekaja-z,1,5386977,wiadomosc.html

    Według informacji radia prace polskich biegłych dobiegają końca. Jednak dopóki Rosjanie nie uzupełnią braków w dokumentacji, ta opinia ekspertów nie będzie mogła się stać materiałem dowodowym. Rosjanie nie nadesłali jeszcze wszystkich danych, o które prosiła strona polska.

    Polscy eksperci chcą poznać parametry napięcia elektrycznego w Moskwie z dnia, w którym kopiowano nagrania z wieży kontroli lotów. Dane te są niezbędne do wydania kompleksowej opinii na temat nagrań zarówno z rejestratora Jaka-40, jak i tego, który znajdował się na wieży w Smoleńsku.

    Parametry napięcia w moskiewskiej sieci mają posłużyć właśnie weryfikacji tego, czy była ingerencja w to nagranie - informuje RMF FM.

    Zwracam uwagę na ostatnie zdanie: Parametry napięcia w moskiewskiej sieci mają posłużyć właśnie weryfikacji tego, czy była ingerencja w to nagranie.

    A więc mamy takie możliwości:

    1. Albo biegli nie wykryli niczego podejrzanego i na wszelki wypadek proszą Rosjan o parametry napięcia w moskiewskiej sieci żeby zweryfikować czy była ingerencja w to nagranie. Pytanie tylko po co im te parametry, i po co weryfiokacja skoro nic podejrzengo nie znaleźli.
    2. Biegli wykryli niezgodności pomiędzy nagraniem Jaka a pozostałymi nagraniami i proszą Rosjan o parametry napięcia w moskiewskiej sieci aby ewentualnymi skokami napięcia wytłumaczyć rozbieżności. Czyli zagrywka podobna do tej z przebadaniem drugiego Tupolewa i "odkryciem" takich samych śladów TNT. Idealne wytłumaczenie dla ludu, wszystko jasne, Wyborcza triumfuje.

    Innych możliwości nie ma. Moim zdaniem biegłym pozostaje modlić się, żeby Rosjanie nie uzupełnili "braków w dokumentacji" w tym stuleciu bo wytłumaczenie rozbieżności w kluczowych nagraniach "skokami napięcia" kupią już chyba tylko najwierniejsi czytelnicy Gazety Wyborczej.

     

  9. Wildstein i Gargas udowodnili jak można na nic stracić jakieś 7 minut programu o oglądalności ok. 450 tys. widzów. Mowa o Bodinie - Bodin w filmie Gargas wsypał się przynajmniej raz - wsypał swoje człowieczeństwo mówiąc, że jest lekarzem i od razu zauważył, że wszyscy nie żyją, więc co on biedny może. Bodin mówi, że był wtedy na swojej działce - przyjmuję założenie, że był. Jak mówi, przeleciał nad nim samolot, a on żeby utrzymać się w miejscu chwycił za koło samochodu. Żeby spokojnie przeżyć lot takiego kolosa nad sobą w momencie gdy silniki zwiększają moc, a potem móc spokojnie pójść zobaczyć nieżywych - no to tenże samolot musiał nad Bodinem lecieć dużo wyżej niż 5 metrów nad ziemią (to znaczy 5 metrów nad glebą to wysokość krawędzi skrzydła). Jeśli samolot walnąłby te 5,1 metra nad powierzchnią w brzozę to nad Bodinem przeleciałby góra metr - półtora licząc od dolnej krawędzi opon wysuniętych kół. Czy bębenki uszu mogą wytrzymać "starcie" z hukiem dużego samolotu przelatującego kilka metrów nad? A potem można sobie przewędrować kilkaset metrów, aby zobaczyć ofiary wypadku? No i właśnie Gargas i Wildstein stracili 20 procent czasu programu na gadanie o niczym z udającym głupka Smiłowiczem.
    Relacje zagranicznych dziennikarzy po angielskojęzycznym pokazie Anatomii upadku skupiały się często nad tym co pokazuje film paralotniarza z jesieni 2010. A to czy Bodin kłamie i kiedy kłamie jest wtórne wobec wniosków jakie daje film z paralotni.

  10. avatar

    Sekciarze mają już wyjasnienie tego filmu z paralotni. Otóż samolot po skoszeniu brzozy leciał już w przechyle - na tyle dużym, że kolejną, okazalszą florę skrzydła ominęły. Biorąc pod uwagę fakt, że kolejne drzewo jest kilka metrów za brzozą, przechył rozpędzonych 80 kilku ton nastąpił z prędkością światła.

  11. nie wierze w konwersje czerskiej, oni maja interes zeby gadac glupoty.

  12. avatar

    oczywiście jedyne prawdziwe słońce - Józefa Słoneczko.

  13. Warunek konieczny, to wygranie wyborów przez PiS.
    Następnego dnia zada się kilka pytań, kilku ważnym ludziom.
    1. Sikorskiemu: skąd w pięć minut po katastrofie wiedział, że wszyscy zginęli, a wina jest pilotów?
    2. Komorowskiemu: na jakiej podstawie prawnej przejął obowiązki Prezydenta w godzinę po katastrofie?
    3. Tuskowi: gdzie jest pisemna umowa na jakiej zasadzie będzie prowadzone śledztwo?

    Naprawdę nie trzeba wielkich tytanów nauk prawniczych. Wystarczy jeden nawrócony Tuleya:-)

  14. naprawde, chociaz wiem ze nie lubisz pochwal.

  15. avatar