Prześlij dalej:

Zacznę od tego, że prawie w ogóle nie znałem ani samego posła Kukiz’15 Rafała Wójcikowskiego, ani jego publicznej działalności, ani okoliczności śmierci. Siedzę w polityce dzień w dzień, ale jakoś nie potrafię odnaleźć w pamięci aktywności śp. Wójcikowskiego, nie twierdzę, że takowej nie było, po prostu sam jej nie odnotowałem. Nie mam najmniejszych intencji deprecjonowania, czy nie daj Boże szargania pamięci posła. Zwracam jedynie uwagę, że człowiek z ponadprzeciętną wiedzą o tym, co się w polskiej polityce dzieje, nie dostrzegł żadnych wyjątkowych treści, czy działań posła, które by „otwierały ludziom oczy”.

Jeśli miałbym stawiać, kogo chcą się pozbyć smutni panowie w prochowcach i kapeluszach, to wskazałbym dziesiątki posłów od Jarosława Kaczyńskiego, przez Antoniego Macierewicza, aż po Krystynę Pawłowicz. Wszyscy wymienieni i wielu innych byli i nadal są poddawani permanentnemu linczowi, nie schodzą z czołówek serwisów informacyjnych i pierwszych stron gazet. Takie „przyjemności” to nieodłączny element polowania na ludzi niewygodnych i znów nie przypominam sobie podobnej kampanii wobec Rafała Wójcikowskiego. O czym to wszystko świadczy, co chcę przez to powiedzieć?

Otóż tyle, że wskazanie posła Wójcikowskiego jako śmiertelnego i największego zagrożenia dla WSI, SB, czy co tam jeszcze sobie dołożymy, ma się nijak do rzeczywistości. W III RP rzeczywiście istnieje długa tradycja „samobójstw” i wypadków, jednak za każdym razem, gdy do takich zdarzeń dochodziło nawet mało zorientowani wiedzieli o kogo chodzi i czym się nieboszczyk zajmował. Tak było z gen. Papałą, ministrem Jackiem Dębskim, gen. Petelickim i Andrzejem Lepperem. Sprawa Wójcikowskiego nabrała tempa i legendy dopiero po jego śmierci i sensacjach, że ktoś mu groził. Ten ostatni argument dotyczy każdego posła i wszystkich osób publicznych, między innymi piszącego te słowa, który raz w miesiącu „ma na siebie uważać”.

Wczoraj Rzeczpospolita podrzuciła następną porcję „rewelacji”, które podkręcają atmosferę tajemniczości wokół tragicznego wypadku posła. Nic tak nie działa na wyobraźnię ludu pracującego miast i wsi, jak uszkodzony przewód hamulcowy i taką „perełkę” Rzepa sprzedała ludowi. Uwielbiam techniczne dysputy internetowe, zwłaszcza w wykonaniu ludzi, którzy w życiu koła zapasowego nie wymienili. Wystarczy spojrzeć na powyższe zdjęcie ze zmasakrowanym prawym bokiem i wyrwanym kołem, aby wiedzieć, że tam przewód hamulcowy nie miał prawa się nie uszkodzić. Ktoś w Rzepie zrobił sobie jaja nie tylko z czytelników, ale ze śmierci Wójcikowskiego. Dziennikarzy w większości uważam za ignorantów, ale nie wierzę, że można być aż tak tępym, żeby widzieć powyższe zdjęcie i doszukiwać się sensacji w uszkodzonym przewodzie hamulcowym.

Załóżmy jednak, że w Rzepie pracują najgłupsi z najgłupszych i nie wiedzą rzeczy oczywistych, wtedy można by zgadywać, że działają w interesie publicznym. Można by, ale w „artykule” mamy informację, że Rzepa opiera swoje rewelacje na ustaleniach prokuratury. Jakie są naprawdę te ustalenia? Banalne. Pierwsza ekspertyza zlecona przez prokuraturę wykazała, że uszkodzenie przewodu powstało w wyniku wypadku, co dla mnie jest więcej niż oczywiste, bo jak się widzi urwaną głowę, to wiadomo, że tchawica też się nie zachowała w całości. Z szacunku dla posła Wójcikowskiego i ludzkiej inteligencji, nazywam podobne praktyki „medialne”, jednym wielkim gównem i to niezwykle szkodliwym.

Nikt nie musi mnie namawiać do pisania i mówienia o rzeczach niewygodnych, za które dostaje się metkę oszołoma, ale nikt mnie też nie namówi na podpinania się pod owcze pędy domorosłych detektywów. Pojęcia nie mam, czy poseł Wójcikowski rzeczywiście komuś zalazł tak za skórę, że musiał zginąć i wcale tego nie wykluczam, ale jak mi ktoś wciska zamach przy pomocy uszkodzonego przewodu hamulcowego, co samo w sobie jest garażowym terroryzmem, a nie robotą fachowca, to wystarczy mi rzut oka na miejsce wypadku i macham ręką na kolejny idiotyzm sprzedany gawiedzi. Takimi metodami rozbraja się poważne śledztwa, poprzez ośmieszenie „twórców teorii spiskowych” i tylko dlatego się tą sprawą zająłem. Następnym razem, gdy rzeczywiście dojdzie do tragedii z uzasadnionym podejrzeniem zamachu, dociekliwi usłyszą o „hamulcach Wójcikowskiego”, po czym zostaną poczęstowani „lol”, „rotfl” i „buhahaha”.

0
15278 liczba odsłon
Obrazek użytkownika Matka Kurka

Autor artykułu: Matka Kurka

7 (liczba komentarzy)

  1. Ja tylko dodam, że pan poseł Wójcikowski był aspergerem, a oni są nieprzekupni

  2. w ten sposob mozna tez w druga strone ze jako asperger mogl miec pewne dysfunkcje albo zaywac leki, ktore zwiekszaly ryzyko przyczynienia sie do wypadku.

    No ale jezeli ktos zna fakt ze sp. posel mogl czuc sie zagrozony przez jakas osobe lub organizacje to chyba zlozy odpowiednie zeznania... W przeciwnym wypadku to krecenie lodow na tragedi.

  3. O

    Zespół aspergera to nie grypa, a brak umiejętności społecznych i trudności w nawiązywaniu kontaktów międzyludzkich oraz nadmierne wręcz obsesyjne wgryzanie się w problem.

  4. avatar

    szanowny gospodarzu, nikt nie wymaga abys znal dokonania wszystkich poslow ale akurat Wojcokowski miescil sie  w pierwszej 20-30 a w swoim klubie byl znaczaca postacia. 

    do osluchania kawalek wypowiedzi od ok 4 minuty

    https://www.you...

     

    Na pewno zalazl za skore paru osobom i jesli to byl udzial osob trzecich to nie musialo to byc na poziomie centrali WSI . prywatne bandziory tez potrafia uszkodzic przewody paliwowe. 

     

     

  5. tym razem przewody paliwowe? to mozemy pojsc dalej. obecnie samochody sa tak nafaszerowane technologia IT, ze starsi i madrzejsi potrafia rzekomo zdalnie przejac kontrole nad pojazdem. 

    niech juz bedzie ze prokuratura wykonuje zadania WSI ale ubezpieczyciele maja badziej niezawodne zrodla dochodzenia przyczyn wypadku i jezeli nic im nie wyjdzie po lini technicznej pojazdu i sprawnosciowej ofiary to oczywiste ze przekaziory probuja robic zalosna sensacje z tragedi ofiary wypadku

  6. avatar

    Tu nie musi nawet chodzić tylko o rotfl. Może też chodzić o wylansowanie zabawnej partii Szmirus15, jako "jedynej prawdziwej antysystemowej siły, która tych wszystkich... etc.". I tu nawet nie jest absolutnie wykluczone, że ktoś w tym celu naprawdę uczynił temu gościowi kęsim. Jasne - jest to dość śmiała hipoteza, nie przeczę, ale co my tam wiemy... W końcu oni czymś się tam zajmują, a tym razem naprawdę im cholernie zależy.

    Podobnie kiedyś lansowano K*wina, że to niby otrzymuje wyjątkowo wprost pachnące autentyzmem i okrutne jak cholera groźby. No i potem się przydał, np. w sprawie Smoleńska. Fakt, że wtedy były to tylko kawałki na lewackich stronkach czy innych YouTubach - teksty o polewaniu kwasem itd. Jednak już wtedy widziałem w tym lansowanie gościa, jako "jedynego autentycznego".

    Pzdrwm