27:1



share

Pamiętam tę dziką ekscytację dnia 9 marca br. - patrzcie - oto Kaczyński zebrał baty od całej Europy bo Tuska wybrali 27:1 (pomijając fakt, że nawet głosowania nie było, o możliwości zaprezentowania kandydatów nie mówiąc). Ale obciach, siara i dobrze tak mśćiwemu kartoflowi. A w ogóle to koniec PIS!!!

 

Wielu z moich znajomych z przeciwnej strony (politycznej) popadło w euforię, którą starałem się im nieco ostudzić pisząc, że rozgrywka o nic nie znaczący fotel marionetki w RE to żadna wygrana/przegrana wojna ale wstęp do scenariusza rozpisanego na kilka miesięcy, w którym wszystkie znaki wieszczą sromotną porażkę Tuska. Minęły raptem 3 miesiące i warto spojrzeć na stan gry na chwilę obecną.

 



share

Nie jest żadną sztuką mówić i pisać post factum, dużo trudniej jest napisać coś, co w konkretnej chwili jest tak mało popularne, że spotyka się z jednym wielkim śmiechem. Zaraz po „porażce” 27:1, byłem jednym z nielicznych, którzy twierdzili, że to sukces Polski w kilku aspektach. Przede wszystkim byłoby rzeczą dyskwalifikującą dla polskiego rządu, gdyby się godził na stare „zasady” – my wam wybierzemy przyszłość, a wy się pod tym grzecznie podpiszecie. Żaden poważny rząd nie może się godzić, aby wbrew jego woli zaszczyty zdobywał polityk opozycji, który w dodatku szkodzi nie tylko partii rządzącej, ale całemu państwu. PiS nie mógł też Tuska poprzeć z innego oczywistego powodu. Gdyby Kaczyński zgodził się na Tuska rozgrzeszyłby go za śmiertelne grzechy z przeszłości i co więcej musiałby wziąć odpowiedzialność za przyszłe niegodziwości.