Beata Szydło



share

Jak zwykle w przypadku opozycji tak nie do końca można mówić o planie, bo sporo było w tym przypadku, ale na siłę podciągam to pod plan. Wszystko zaczęło się naprawdę zabawnie i niewinnie, bo przecież to śmieszny poseł Brejza zainicjował akcję. Rzecz ma dodatkowy smaczek, ponieważ interpelację w sprawie premii dla ministrów Brejza złożył w 2016 roku, w czasach rządów Beaty Szydło, a odpowiedź dostał dopiero 2 lutego 2018 roku, czyli za rządów Morawieckiego. Twardych dowodów nie poznamy nigdy, ale koincydencja czasowa i personalna na pewno pobudza wyobraźnię. Informacja była blokowana przez rząd Szydło i została ujawniona przez rząd Morawieckiego, więcej „oszołomowi” nie potrzeba, aby założyć element wewnętrznej rozgrywki.



share

Człowiek myślący zawsze czuje się rozdarty, bo co do zasady rozpieszczanie polityków równa się połowie samobójstwa obywatela i to nie jedyna moja rozterka. Mam jeszcze inny dylemat, taki publicystyczny. Grzechy publicystów są powszechnie znane i na czele trzeba wymienić: asekurację, schematyczność przekazu lub siłowe doszukiwanie się oryginalności, głównie w sobie. Kiedy się pisze o nagrodzie Beaty Szydło przyznanej przez Beatę Szydło nie sposób uniknąć zarzutów i któryś z grzechów na pewno zostanie autorowi przypisany, ale mnie te publiczne rachunki sumienia nie ruszały i nie ruszą nigdy.



share

Właśnie się zakończyła surrealistyczna uroczystość zaprzysiężenia nowego starego gabinetu. Cała operacja sprowadziła się do jeden zasadniczej zmiany, Mateusz Morawiecki i Beata Szydło wymienili się stanowiskami. Wicepremier Morawiecki został premierem, a była premier Beata Szydło wicepremierem. Stało się to po wielotygodniowym serialu, tysiącu plotek i setkach przecieków. Nad tym wszystkim ani przez chwilę nie panował żaden sztab prasowy, czy to partyjny, czy rządowy. Politycy PiS byli tak pochłonięci własnymi karierami i układami towarzyskimi, że na taki „drobiazg”, jak komunikacja z własnym elektoratem nie mieli czasu i głowy.

Strony