Fundacje



share

Panuje fałszywe przekonanie, że jestem wielkim ekspertem od fundacji, to bzdura, w dodatku kompletna. Znam na przestrzał jedną fundację i ta wiedza nie ma żadnego przełożenia na pozostałe podmioty. Oczywiście pewne mechanizmy się powielają, niemniej w każdym takim bycie, który nagle wystrzelił i zdobył sławę, najważniejsze są powiązania i układy, bez tego nie ma pieniędzy i mediów do dyspozycji. Proszę zatem nie traktować niniejszego felietonu, jako głosu eksperta, wręcz przeciwnie, prawie nic o Fundacji Otwarty Dialog nie wiem, ale tym bardziej się wypowiem w jednej kwestii. Nim to nastąpi, zainteresowanych odsyłam do Wojtka Muchy, który też lubi się narażać własnemu środowisku, jeśli słyszy brednie. Mucha zna się na FOD jak mało kto i od Niego możecie się między innymi dowiedzieć, że moje stanowisko w tej sprawie jest głęboko uzasadnione.



share

tu link do petycji

Nadużycia, które wychodzą na światło dzienne w kwestii wydatkowania i niekontrolowanych transferów publicznych pieniędzy na różnego rodzaju fundacje, skłaniają do zastanowienia się w ogóle nad sensem ich finansowania z budżetu państwa.

Min. Piotr Gliński wpisał się swoimi ostatnimi wystąpieniami w te niejasne układy, przepraszał skompromitowane osoby ze skompromitowanych fundacji.

Powiązania ministra oraz jego małżonki z fundacjami, dotowanymi z budżetu i organizacje zagraniczne sprawiają, że ranga Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego oraz funkcji wicepremiera RP znacząco została nadwyrężona. Osoba na tak eksponowanym stanowisku nie powinna budzić, żadnych wątpliwości moralnych, prawnych oraz zwykłej ludzkiej uczciwości.



share

- Moja żona zasiada w prywatnej fundacji. Szczegółowe rozliczenie wraz z wpłatami i wydatkami jest co rok wysyłane do darczyńców. Pan, z tego co mi wiadomo, do nich nie należy. Tematy możemy zatem uznać za zamknięty.

W wersji potocznej i wulgarnej można by streścić powyższe słowa hasłem: "panie, odp...rz się pan". Tak właśnie w każdym normalnym kraju powinna wyglądać rozmowa dziennikarza z wicepremierem gdy ten pyta się o finanse i zarobki fundacji jego żony.

Problem polega na tym, że niestety w normalnym kraju nie żyjemy i część fundacji przybrało postać organizacji o charakterze pasożytniczym. Dlaczego fundacje, o których głośno ostatnio, przyssały się do państwowego cyca i dlaczego nie walczą o klienta na wolnym rynku? Czyżby nie było chętnych do płacenia za wiedzę o “demokracji lokalnej” i “gotowaniu na gazie” (cytując Michalkiewicza) oraz inne tego typu szkolenia w podobnych klimatach?

Strony