jatka



share

Nieważne jak się ten bajzel zakończy, ważne co ludzie zobaczyli! Muszę się przyznać do błędu i zawracania głowy Czytelnikom. Jednym wielkim błędem były próby racjonalnego wyjaśniania chaosu, czego jak wiadomo z definicji zrobić się nie da. Mam za to żelazne alibi, chaos moich interpretacji wynikał tylko i wyłącznie z chaosu decyzyjnego wewnątrz PiS. Po 15 latach obecności w Internecie i wyrobieniu sobie jako takiej marki, nie chcę nikogo przekonywać, że docierają do mnie rozmaite informacje, które się świadomie lub życzliwie podrzuca. Nie ma w tym nic nadzwyczajnego, wielu chce uruchomić ciche teksty sponsorowane u „blogerów”, które będą udawać obiektywizm, bo to się najlepiej sprzedaje. W takiej akcji nigdy nie wziąłem i nie wezmę udziału, ale same informacje zostają.



share

Nie sądziłem, że kiedykolwiek to napiszę, ale po wystąpieniu Kopacz bez cienia ironii uznaję rekordowe, trzygodzinne, expose Tuska za wyjątkowo interesujące. 45 minut w wykonaniu Kopacz było po stokroć bardziej nużące niż 3 godzina gadania Tuska i to w zupełności wystarczy za całe podsumowanie, dodam jednak kilka zdań, bo chociaż nie było czego słuchać, niestety jest o czym mówić. Expose nowej pani premier zaczęło się od podziękowań dla Tuska i skarcenia Kaczyńskiego, rzecz jasna w formie pełnej miłości, a dalej padł przekaz dnia: „zmieniamy rząd, ponieważ odnieśliśmy sukces”. Do tego momentu było zabawnie, potem zrobiło się nudno jak cholera, z dwoma przerwami na proste socjotechniki. W pierwszym mało subtelnym zabiegu zaangażowano weterana polskich „misji pokojowych”. Wiadomo, że nic tak nie zamyka gęby oponentom jak biedne, dziecko, niepełnosprawny na wózku albo bohater pól bitewnych. Padło na bohatera, z uwagi na potrzebę chwili.