Krystyna Pawłowicz



share

Na portalu społecznościowym Twitter zagotowało się od rewelacyjnego doniesienia, że Polska przyjęła 2700 uchodźców z Europy Zachodniej. Siłą psychologii tłumu wszyscy się wzięli za komentowanie „skandalu” i tylko gdzie nigdzie padły prośby o podanie źródła tej rewelacji. Pewne tematy w przestrzeni publicznej zawsze i wszędzie będą komentowane odruchowo, tak jest z aborcją, tak jest ze świeckim państwem i nie inaczej wygląda sprawa „uchodźców”. Partia rządząca, która nie zdaje sobie sprawy z siły społecznych odruchów i siły wirtualnej debaty publicznej ma naprawdę poważny problem. Fakt, że PiS trwa w takim stanie świadomości został wielokrotnie potwierdzony, a teraz przyszło żałosne podsumowanie.

Wieść o tym, że rzekomo przyjęliśmy 2700 „uchodźców” rozeszła się natychmiast, temat podjęli „nasi dziennikarze” i co więcej posłanka PiS Krystyna Pawłowicz, przy której wpisie, moja życzliwa krytyka jest zupełnie niewinna:



share

Postać kontrowersyjna, to taka standardowa metka przyklejana ludziom, którzy po prostu mają swoje zdanie, swój styl, swój charakter. Drugim stygmatem jest rozbudowane „ale”. Niby prawdę mówi, niby mądrze prawi, ale: „ten styl”, „nie taka forma”, „szkodzi sprawie”. Pasuje do tej obróbki człowieka wielu „oszołomów”, nieskromnie sam się zaliczę do grona i z całą pewnością w taki sposób opisuje się działalność publiczną prof. Krystyny Pawłowicz. Dzieli mnie kilometr od światopoglądu wyznawanego przez Panią poseł, ale moje „ale” brzmi wyłącznie tak: „wielki szacunek za charakter i odwagę”. Słyszałem już ze 150 zapowiedzi, jak to się PiS rozliczy z tym, czy tamtym złodziejem, z tym czy tamtym oszczercą i na zapowiedziach się kończyło. Szczególnie szybko przechodziły w niepamięć deklaracje, które dotyczyły świętych krów.



share

Zrobię małe preludium nim przejdę do dzieła sztuki, czyli do Krystyny Pawłowicz. Pożegnanie Jarosława Kaczyńskiego z matką właściwie zasługuje na odrębny artykuł, ale jest kilka powodów, dla których nie chcę dotykać tej sfery życia, nawet jeśli mówimy o intymnych doznaniach polityka. Poprzestanę na krótkim zdaniu, to było niespotykanie ludzkie, tak zwyczajnie i po prostu ludzkie, a widzieć polityka, który bez wysiłku i grymasu zachowuje się jak człowiek nie jest częstą okazją. Zupełnie inaczej w sejmowych wystąpieniach i telewizyjnych programach przedstawiała się Pani doktor habilitowana i profesor akademicki Krystyna Pawłowicz, chociaż inność rozumiem jako skrajnie odmienną scenerię działań, nie człowieczeństwo, bo to widzę na równie wysokim pułapie. Przeczytałem gdzieś oddający sedno komentarz – tak kobieta mówiła jak człowiek, bez żadnych PR-owskich treningów. Zgadza się, a precyzyjnie oddając rzeczy imię jest jeszcze lepiej.