Mateusz Morawiecki



share

Pewne rzeczy dzieją się z automatu i naprawdę nie potrzeba tęgiej głowy, żeby po akcji przewidzieć reakcję. Zapałki plus dziecko, to pożar, wódka plus „grejfrut” równa się dobra zabawa i tak dalej. W polityce hasłowe i życiowe prawdy sprawdzają się w takim samym stopniu. Gdy się okazuje słabość, gdy się negocjuje z terrorystą, od razu można się położyć do jesionki. Nie mam pojęcia, co wstąpiło w Jarosława Kaczyńskiego i kto mu podsunął tę genialną myśl, aby się dogadać z Unią Europejską, mogę się jedynie domyślać jak ten plan się narodził.



share

Od wczoraj nasi starsi bracia w wierze rozkręcili aferę od Monachium przez Jerozolimę, aż po Nowy York. Ważne, żeby powyższe zdanie odczytać dosłownie, bo wbrew kłamstwom funkcjonariuszy Michnika i TVN, nie było żadnego masowego oburzenia wśród dziennikarzy, po pytaniu Ronena Bergmana do Mateusza Morawieckiego. Na dowód, jaki „zasięg” miały kłamliwe, co za chwilę udowodnię, słowa żydowskiego dziennikarza, wklejam jego komentarz zamieszczony na Twitterze.



share

Połączenie polityki i rodziny daje podobne efekty, jak połączenie biznesów i polityki, robi się gorąco przy krótkim loncie. Zasada ta zaczęła działać w przypadku najbardziej znanej obecnie rodziny politycznej. Ojciec Kornel Morawiecki i syn Mateusz Morawiecki, czy chcą, czy nie chcą, to jadą na tym samym wózku. Każde słowo i tym bardziej działanie jednego z nich pójdzie na konto drugiego. Można się z tym nie zgadzać, można narzekać i nawet rozpaczliwie szukać antidotum, ale i tak nic nie zadziała, bo nie ma prawa zadziałać. Jeśli tylko trzeźwo patrzymy na politykę, to ostatnia wypowiedź Kornela Morawieckiego na temat „uchodźców” jest katastrofą dla Mateusza Morawieckiego.

Strony