miesięcznice



share

Przez lata pisałem o Smoleńsku i nadal uważam, że jest to wielka sprawa, dzięki której dokonał się w Polsce przełom. Sam jestem częścią tego przełomu, ale czas spojrzeć prawdzie w oczy i przestać powtarzać mantry o poszukiwaniu zaginionej prawdy. Miesiącznice na Krakowskim Przedmieściu z chwilą wygrania wyborów przez Andrzeja Dudę i PiS przerodziły się tylko i wyłącznie w rytuał i pewnego rodzaju niemoc związaną, z brzydko mówiąc, zagospodarowaniem tej społeczności, która stała przy Kaczyńskim w najtrudniejszych chwilach. Owa niemoc ma też wymiar symboliczny i odnosi się do śledztwa oraz prac komisji przy MON, o czym za chwilkę.



share

Bez najmniejszych oporów użyłbym swojego ulubionego majstersztyku i w ogóle chętnie rozpłynąłbym się w zachwytach nad politycznym posunięciem Jarosława Kaczyńskiego, ale zamiast ornamentów chciałbym zwrócić uwagę na konstrukcję. Zawsze warto się odrobinę cofnąć, żeby spojrzeć na sprawy z dłuższej perspektywy. Miesięcznice smoleńskie dzieliłem i dzielę na potrzebne i niepotrzebne, a nawet szkodliwe politycznie – był taki etap. Potrzebne były w czasach mroku i złodziejstwa, kupczenia Polską, profanacji ofiar i śledztwa. Wówczas były więcej niż potrzebne, bez nich prawdopodobnie wielu spraw nie udałoby się poukładać, więc należy mówić o konieczności organizowania marszów smoleńskich.



share

Z chwilą, gdy TVN i GW ogłosiły powrót „legendy Solidarności” na barykady, ludność podzieliła się na trzy grupy. Najgorszy sort oczekiwał cudu i milionów na ulicach, normalni Polacy spodziewali się pełnego blamażu Bolka Wałęsy albo dezercji. Dziś już wiemy, że wygrała grupa ostatnia, bo pan Bolek postanowił się dyplomatycznie rozchorować. Z chorobą żartów nie ma, wypada zatem życzyć szybkiego powrotu do zdrowia, co niniejszym czynię. Obawiam się jednak, że tutaj bardziej chodzi o zdrowie psychiczne niż fizyczne i z tej przyczyny ozdrowienia na stare lata bym się nie spodziewał. Tak, czy inaczej następna nadzieja III RP padła, leży i kwiczy. Z fałszywych autorytetów został tylko „Jurek”, ale i on ciężko pracuje na ostateczny upadek.

Strony