miesięcznice



share

Dziś jest 96 miesięcznica, symbolika tej daty i liczby jest tak oczywista, że nie będę się do niej w najmniejszym stopniu odnosił. W żadnej uroczystości nie brałem udziału i prawdę powiedziawszy nigdy nie czułem się dobrze w atmosferze religijnego przygnębienia, w której odbywał się comiesięczny rytuał. Doskonale rozumiejąc powody i cel upamiętniających spotkań, jednocześnie wiem, że nie byłbym w stanie w takiej formie przeżywać żałoby, bo to ponad moje psychiczne możliwości.



share

Przez lata pisałem o Smoleńsku i nadal uważam, że jest to wielka sprawa, dzięki której dokonał się w Polsce przełom. Sam jestem częścią tego przełomu, ale czas spojrzeć prawdzie w oczy i przestać powtarzać mantry o poszukiwaniu zaginionej prawdy. Miesiącznice na Krakowskim Przedmieściu z chwilą wygrania wyborów przez Andrzeja Dudę i PiS przerodziły się tylko i wyłącznie w rytuał i pewnego rodzaju niemoc związaną, z brzydko mówiąc, zagospodarowaniem tej społeczności, która stała przy Kaczyńskim w najtrudniejszych chwilach. Owa niemoc ma też wymiar symboliczny i odnosi się do śledztwa oraz prac komisji przy MON, o czym za chwilkę.



share

Bez najmniejszych oporów użyłbym swojego ulubionego majstersztyku i w ogóle chętnie rozpłynąłbym się w zachwytach nad politycznym posunięciem Jarosława Kaczyńskiego, ale zamiast ornamentów chciałbym zwrócić uwagę na konstrukcję. Zawsze warto się odrobinę cofnąć, żeby spojrzeć na sprawy z dłuższej perspektywy. Miesięcznice smoleńskie dzieliłem i dzielę na potrzebne i niepotrzebne, a nawet szkodliwe politycznie – był taki etap. Potrzebne były w czasach mroku i złodziejstwa, kupczenia Polską, profanacji ofiar i śledztwa. Wówczas były więcej niż potrzebne, bez nich prawdopodobnie wielu spraw nie udałoby się poukładać, więc należy mówić o konieczności organizowania marszów smoleńskich.

Strony