moprychy



share

Jeżeli zrobię na przykład karmnik dla ptaków, to ten karmnik będzie należał do mnie, mimo że „dla ptaków” został zrobiony. Do czasu ma się rozumieć, aż nie zdecyduję inaczej. Mogę ten karmnik użytkować zgodnie z przeznaczeniem lub nie, mogę komuś go sprzedać ewentualnie podarować i wtedy moje prawo własności przechodzi na obdarowanego. Jeżeli potem obdarowany zgubi ten karmnik, albo zniszczy, albo sprzeda komuś trzeciemu, to ja nie będę miał prawa do jakichkolwiek roszczeń z tego tytułu do kogokolwiek.

Zgodnie z naszą tradycją roszczenie może mieć co najwyżej znalazca zgubionego karmnika. A konkretnie to znalazca ma prawo od właściciela domagać się tak zwanego „znaleźnego” w wysokości 10 % wartości znalezionej rzeczy.

Co zrobić jednak kiedy właściciel się nie zgłasza, albo nie daje się go ustalić?



share

 

„Ile wywiadówek w tym nieszczęśliwym kraju poświęconych zostało poszukiwaniom remedium na agresję, rozkojarzenie i tumiwisizm u dzieci? I jakoś nikt nigdy, żeby nie wiem ile miał magisterek i doktoratów jakoś nie wpada na pomysł, żeby pozwolić uczniom po prostu pohasać w przerwach lekcyjnych na podwórzu. Jak uczniowie mają nie być przydymieni lub drażliwi, kiedy wszystkie przerwy spędzają na korytarzu? Co chwilę przymuszani przez oficera prowadzącego... to jest nauczyciela dyżurnego, do stania lub siedzenia w bezruchu. Wszystko w atmosferze ogłupiającego harmidru nie do wytrzymania. Wszystko w atmosferze fermentacji beztlenowej. Czy wiecie jak wygląda dziś szkolny korytarz w czasie przerwy? To jest po prostu horror!”



share

 

Staram się aby moje pociechy codziennie spędzały trochę czasu na świeżym powietrzu. To nie jest stracony czas. Dotlenione dzieci, które zażyły ruchu na świeżym powietrzu mają lepszy nastrój i apetyt, są bardziej chętne do współpracy, oraz wysiłku intelektualnego, co się przekłada na podniesienie harmonii życia rodzinnego w godzinach późniejszych. Że się tak wyrażę...

Krótko mówiąc wieczorem dzieci nie są upier*liwe i szybko idą spać. Banał, ale za to jaki zyskowny! Tym niemniej co i rusz spotykam rodziców skarżących się na drażliwość ich potomstwa, płaczliwość i różnego innego rodzaju „kłopoty wychowawcze”, których z pewnością by nie mieli, gdyby codziennie pozwolili dzieciom spalić nadmiar kalorii i adrenaliny. Zwłaszcza z tą adrenaliną to jest ważna sprawa.

Strony