nagrody



share

Nigdy mnie nie interesowało klepanie brawek w stadzie, a już szczególnie mnie irytuje podpinanie się pod efekciarskie akcje i łatwe cele. Wczoraj tygodnik „Sieci”, który prowadzą bracia Karnowscy, przyznał Juli Przyłębskiej tytuł „Człowiek Wolności 2017”. Jak się łatwo domyślić każdy bywalec internetowych forów zdążył się w tej sprawie wypowiedzieć i wyrazić swoje oburzenie albo zachwyt. Nie mieszczę się w żadnej kategorii, nic mnie tu nie oburza i nie zachwyca, staram się patrzeć na to zjawisko pragmatycznie. Takie laury i nagrody z definicji powinny być przyznawane za nadzwyczajne osiągnięcia i samo się narzuca pytanie, cóż nadzwyczajnego osiągnęła Prezes TK?



share

O stalinowskim wyczynie najnowszej gwiazdy medialnej powiedziano więcej niż wszystko, dlatego nie zamierzam tłuc piany na pobojowisku sprzecznych argumentów. Zaciekawił mnie zupełnie nowy i niezwykle pocieszający trend, który warto odnotować. Otóż wbrew wszystkim nadęciom, napięciom, hiperbolom i dmuchanym histeriom, spokojnie sobie można pozwolić na mało wybredny żart z nazwiska medialnej gwiazdy. Tuleya rozsypał się jak mały Igor po pierwszym suwie, który miał go wynieść na autorytet. Jeszcze nie zaczął ssać, a już skończył na wydechu. Żeby było jeszcze bardziej paradoksalnie, to pan ginąca w oczach gwiazda, spalił się dokładnie tak samo, jak spalono infantylnego Zbyszka Ziobro. Pewnie znów zbiorę z obu stron, niemniej infantylność obu panów nie podlega w mojej ocenie najmniejszej wątpliwości. Dopiero po latach Jarosław zauważył, nie bez politycznej motywacji, że nikt tak skutecznie nie ośmieszył idei IVRP jak organizowane trzy razy dziennie konferencje Ziobry.