nawałnica



share

Już dawno jeden księżyc przeminął, i opadły tumany kurzawy po wichrze, co zaszumiał w borze i w mieście borowiackim, co oberwał tysiące drzew w lesie, a nawet obalił odwieczne dęby, gdy pompier Kaźmierz, wpadł jak burza w drzwiach Kasztelana Kujawskiego i zakrzyknął:

- Brukselskie, brukselskie Pany Posły, idą! -

Porwali się na te słowa wszystkie rządcy. A Kasztelan, który kołacza dożynkowego wespół z administracyjnymi na podobiadek dokańczał, zmienił się na twarzy, zamilkł przez mgnienie oka, po czym zawołał:

- Gdzieś ich widział i ile chorągwi?

- Widziałem jedną chorągiew przy Chojnicach, ale kurzawa szła, jakby ich więcej ciągnęło! - odpowiedział zdyszanym głosem Kaźmierz.

Kasztelanowi krew uderzyła do twarzy, oczy poczęły się żarzyć jak węgle, podszedł do okna, objął wzrokiem cały widnokrąg, gdzie drzewiej osiki, dęby, graby i lipa mocno stała, i rzekł posępnym tonem jakby do siebie bardziej, niż do garstki zebranych: