Paweł Adamowicz



share

Starzy polityczni wyżeracze nie podniecają się jak nastolatki pierwszą randką, ale są niczym doświadczony małżonek z kilkudziesięcioletnim stażem, który na pamięć i bez słów wie, co współmałżonek knuje. Wczorajsza sekwencja politycznych zdarzeń w odniesieniu do rocznicy wybuchu II Wojny Światowej i corocznych obchodów na Westerplatte wskazuje, że Adamowicz dał się złapać jak nastolatka. Całkowicie błędna jest diagnoza, że to „Budyń” rozpętał medialną zadymę. Nic podobnego zadyma zaczęła się od pełnej oburzenia wypowiedzi Mariusza Błaszczaka.



share

Za chwilę pojawią się schematyczne komentarze, kto kogo i na co przerobił. Z ocenami zeznań Pawła Adamowicza vel „Budyń” będzie bardzo podobnie, jak ze wszystkimi pozostałymi świadkami komisji „Amber Gold”, ale jedna różnica już jest widoczna. Obejrzałem całe wystąpienie świadka i kompletnie nic się w mojej percepcji nie zmieniło. Jaki „Budyń” wszedł, taki wychodzi. Nikt tu nikogo nie przeorał, nie przerobił na kisiel, po prostu zobaczyliśmy kolejnego przedstawiciela kasty świętych krów, któremu przez lata włos z głowy nie spadł i jeszcze długo nie spadnie. Modelowy przykład, w jakim poczuciu bezkarności i pewności, żyli tacy ludzie, jak Adamowicz, bo doskonale wiedzieli, że wszystko mają pod pełną kontrolą.