skandal



share

Wyrok dla celebryty Najsztuba to klasyka z cyklu „Święta krowa w akcji”, tym razem za kierownicą samochodu. Ludzie już swoje powiedzieli, w typowy sposób, którego w najmniejszym stopniu nie zamierzam deprecjonować. W pierwszej reakcji mam dokładnie te same „banały’ na języku. Gdyby to mnie spotkało poszedłbym siedzieć, w najlepszym razie dostałbym zawiasy. Wygrzebał się, bo to Najsztub, inny zostałby przez sąd przeczołgany. Pod całością się podpisuję i dokładnie tak to wygląda, dlatego nie należy się bać „banałów”, ale warto je do znudzenia powtarzać.



share

Mariusz Muszyński, to jeden z trzech sędziów Trybunału Konstytucyjnego, którego Andrzej Rzepliński nie chce dopuścić do składu orzekającego, Chciałoby się powiedzieć, że każdy sędzia jest lepszy od Rzeplińskiego, ale rozpoczęła się zupełnie inna dyskusja. Okazało się, że Mariusz Muszyński współpracował z wywiadem UOP, piszę, że się okazało, bo sam nie mam pojęcia kim jest Pan Muszyński i jaka była jego historia. Zaraz potem wszczęto jeszcze jedną debatę na temat wąskiej ławki kadrowej PiS. Cóż, współpraca z UOP to nie donoszenie SB, jednak zgodzić się trzeba, że w tej instytucji pewna ciągłość została zachowana. Sam wolałbym, aby na tak ważnych stanowiskach zasiadali ludzie, którzy nie budzą podobnych kontrowersji, chociaż powtarzam, że człowieka nie znam i nie wiem, czy nagrzeszył, czy może zrobił coś pożytecznego.



share

Kamili Durczok, niegdysiejszy twardziel, który tak dzielenie grillował wszystkich przeciwników Zjednoczonej w Oświeceniu Unii Europejskiej, który nie przepuścił księdzu pedofilowi, który razem z kolegami redakcyjnymi 123 razy pokazał materiał z pijanym Wiplerem i 213 razy wymachiwał z ekranu siusiakiem Hofmana, popłakał się dziś w TOK FM na piersi siostry miłosierdzia Dominiki. Ryczał jak bóbr i tak wiarygodnie, jak swego czasu lamentowała „skrzywdzona” Sawicka. Potem się jakoś redaktor Durczok ogarnął i dość oryginalnie, bo nie poleciał „hejterem”, zapowiedział: „pismo procesowe skierowane do blogera”, w obronie swoich dóbr osobistych. Słusznie, w takich okolicznościach tylko sądowe rozstrzygnięcie ma sens, ale za chińskiego boga nie rozumiem, w jaki sposób pan Durczok chce obronić cnotę, którą stracił gdy na świecie nie było jeszcze TVN? Mam nadzieję, że zobaczymy ten wyczyn już wkrótce.