Skierniewice



share

Na spotkanie z Donaldem Trumpem na placu Krasińskich w Warszawie zaprosił mnie i moją córkę Antoni Macierewicz. Przekazała je nam wspólna znajoma, łącznie z zapewnieniem, że zamówiła na tę okoliczność piękną pogodę: „więc chyba warto byłoby się wybrać?”

Transport zorganizowało miejscowe biuro poselskie PiS. Kusząca propozycja zwłaszcza dla mojej, ciekawej świata i spragnionej wrażeń córy, która właśnie rozpoczęła wakacje od szkoły i postanowiła w realu poznać prezydenta Stanów Zjednoczonych.

Ech... rozczarujesz się dziecko, nie przebijesz przez liczne bramki bezpieczeństwa i zasieki, ale będzie to chyba cenniejsze doświadczenie niż gdyby nawet Ci się udało co zamierzyłaś – pomyślałem.



share

Przed trzema laty (2 października 2013r.) zanim wtargnął do mojego domu Jarosław Rosłon, funkcjonariusz skierniewickiego MOPR, byłem przekonany, że należą mi się tzw prawa, tylko z racji iż tu się urodziłem, tu mieszkam, tutaj spoczywają prochy moich przodków, jestem Polakiem i czuję się obywatelem Rzeczpospolitej. Jakiż byłem naiwny! Zwłaszcza że należy mi się prawo do nietykalności sacrum domowego ogniska... No i ochrony dobrego imienia i godności, uczciwego i sprawiedliwego procesu, korzystania z praw rodzicielskich, prywatności, wolności słowa i sumienia...

Sporo tych praw... Trzeba dodać, że w złudnym przekonaniu „że nam się owe należą” tkwi wciąż większość moich rodaków. Nawet jeśli się teoretycznie należą to w praktyce, że się tak wyrażę: „w praniu” okazuje się zawsze że tego nie ma, nie istnieje.



share

W soboty zwykle wybieramy się z całą rodziną na lokalne targowisko. Kupujemy tam samo zdrowie: świeże warzywa i owoce z małych przydomowych ogrodów i sadów, oraz prawdziwe niczym nieskażone mięsko z gospodarskiego uboju. Chciałoby się powiedzieć: i niech tak będzie zawsze... Amen. Od jakiegoś czasu, przy okazji zakupów, rozdaję tam mieszkańcom kopię Listu Otwartego, adresowanego do radnego skierniewickiej RM Tomasza Chadamika. http://kontrowe...

Strony