Skierniewice



share

W soboty zwykle wybieramy się z całą rodziną na lokalne targowisko. Kupujemy tam samo zdrowie: świeże warzywa i owoce z małych przydomowych ogrodów i sadów, oraz prawdziwe niczym nieskażone mięsko z gospodarskiego uboju. Chciałoby się powiedzieć: i niech tak będzie zawsze... Amen. Od jakiegoś czasu, przy okazji zakupów, rozdaję tam mieszkańcom kopię Listu Otwartego, adresowanego do radnego skierniewickiej RM Tomasza Chadamika. http://kontrowe...



share

Pierwsza rozprawa w skierniewickim sądzie karnym to była prawdziwa masakra, kubeł zimnej wody na głowę, albo nawet zderzenie z rozpędzonym pendolino. W ciągu zaledwie kilkunastu minut sędzia Krzysztof Kotynia pozbawił mnie złudzeń, którymi się karmiłem od dziesięcioleci. Światopogląd pracowicie budowany przez całe dotychczasowe życie, z wielkim zaangażowaniem systemu szkolnictwa i TVP, nagle się posypał. Pojęcia takie jak „demokracja”, „państwo prawa”, „prawa człowieka”, „prawa obywatelskie”, „praworządność”, „sprawiedliwość”, „wolność” etc, ukazane zostały mi w zupełnie innym kontekście. Nieopatrznie pozwolono mi zajrzeć za kulisy tego teatru...

Oczywiście, teoretycznie wiedziałem o tych wszystkich niuansach i kulisach, ale człowiek jest tak zbudowany, że pełne zrozumienie swojego położenie jest w stanie osiągnąć dopiero w interakcji z rzeczywistością. Dumać i gadać to sobie można do usr***j śmierci. No chyba, że wymodlimy sobie łaskę od Boga...



share

Kiedy ruszał proces karny, w którym miałem stanąć przed skierniewickim sądem w charakterze oskarżonego przez MOPR o znieważenie funkcjonariusza, fizyczne i słowne; moja sytuacja zaczynała się względnie poprawiać. Groźba Jarosława Rosłona, że wtrąci mnie i moją żonę na wiele lat do więzienia na podstawie ustawy o przemocy w rodzinie, stawała się mało realna. To samo dotyczyło groźby konfiskaty naszych dzieci. Mogliśmy więc trochę odetchnąć... Zaczynałem znów wierzyć w ludzką sprawiedliwość.

Strony