Timmermanns



share

Nic na to nie poradzę, że dwa dni z rzędu wałkuję ten sam temat, ale proszę nie odchodzić od monitorów, bo chociaż temat identyczny, to treść będzie zupełnie inna. Już przed weekendem było wiadomo, że zostanie wobec Polski uruchomiona procedura. No właśnie, ale kto się w ogóle orientuje o jaką procedurę chodzi, a nie jest to słynny art. 7 Traktatu o Unii Europejskiej, tutaj kolejne decyzje jeszcze nie zapadły. Komisja Europejska uruchomiła inną procedurę znaną w Polsce doskonale w związku z wycinką puszczy. KE ma zamiar złożyć skargę do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej z siedzibą w Luxemburgu, który bardzo często jest mylony z Europejskim Trybunałem Praw Człowieka z siedzibą w Strasburgu.



share

Niezawodny Rysiek Czarnecki wrzucił do sieci zdjęcia z dzisiejszej debaty Parlamentu Europejskiego, która odbyła się w Strasburgu i dotyczyła przestrzegania praworządności w Polsce. Jedno z tych zdjęć wrzuciłem na górę i jest to ilustracja frekwencji podczas przemówienia Timmermansa. Czarnecki napisał następujący komentarz do zabiegów Timmermansa: „Tak Europa interesuje się sprawą praworządności w naszym kraju”. Nawet biorąc poprawkę na to, że mamy do czynienia z politykiem zaangażowanym w konkretny spór polityczny, nie sposób się z tym komentarzem nie zgodzić, bo prócz słów są jeszcze obrazy i fakty.



share

Nudny temat, ale powraca w nieco odmienionej formie, to trzeba się jeszcze raz wszystkiemu przyjrzeć. Komisja Europejska prowadzi swoją prymitywną grę, która nie ma żadnej podstawy prawnej. Witold Waszczykowski w końcu zadał najprostsze pytania, jakie powinny paść dawno temu. Panie Timmermans prosimy o: a. podstawę prawną, b. uzasadnienie dla wszczęcia procedury. Proste i genialne, bo na te pytania KE nie jest w stanie odpowiedzieć. Trzy etapową „procedurę ochrony państwa prawa” – tak się ten bełkot europejski tytułuje – wszczęto w UE po raz pierwszy. Dotąd na cenzurowanym były Węgry, które w porównaniu do polskich zmian przeprowadziły prawdziwą rewolucję, a „uchodźców” po prostu pogonili. Mimo wszystko UE poprzestała na dyscyplinowaniu słownym i medialnym, a procedury wobec Węgier nie wszczęła.