ustawa o IPN



share

Co mogę napisać innego, niż zostało napisane i powiedziane na gorąco? Nic, poza tym, że dołączam do chóru „antysemitów” i „oszołomów”, którzy nie zostawiają suchej nitki na PiS. Nie da się tego w żaden sposób obronić, ani politycznie, ani przez pryzmat polskiej racji stanu i prawdy historycznej. Po serii kuriozalnych decyzji i więcej niż tragikomicznych zachowań w wykonaniu PiS, niestety przekładających się na kompromitację Polski, mamy gorszy stan niż na starcie. PiS i rząd najpierw wykrzyczeli całemu światu, że kłamstwa o Polsce to zbrodnia, a potem pod wpływem żydowskich i amerykańskich nacisków wprowadzili zapisy, które kłamstwa o Polsce czynią bezkarnymi.



share

Wielu ludzi w geście rozpaczy, gdy nie ma już siły płakać, zaczyna się śmiać i w taki właśnie stan przechodzę. „Niezłomny” Andrzej Duda w ostatnim miesiącu popisał się serią zachowań na poziomie małego Andrzejka ze szczepu „Motylków”. Zaczął nasz zuch od wygłoszenia kilku płomiennych mów, na temat ustawy o IPN, gdzie padł cały zestaw firmowy groźnych min i zapewnienia, że „ja jako prezydent” będę bronił dobrego imienia Polski. I jeszcze na parę dni przed głosowaniem nowelizacji w sejmie Andrzejek oświadczał, że jest to ustawa bardzo potrzebna i służąca Polsce.



share

Przyznam się, że przez dłuższy czas nie miałem wyrobionego zdania na temat ustawy o IPN. To, że trzeba było ją uchwalić, to sytuacyjna oczywistość; to że deprecjonowali ją Żydzi, to oczywista stronniczość strony uwikłanej w spór, ale to, że skrytykował ją premier Olszewski…hm, to jednak daje do myślenia.

Również zapowiedzi rządu o potrzebie rychłej nowelizacji z jednej strony wyglądały na taktyczny wybieg uspokajający szalejący cmentarny hienizm hien cmentarnych formujących się w watahę, ale z drugiej strony także dawały do myślenia…