zachód



share

Do polskich miast i miasteczek zjeżdżają goście, którzy chcą wziąć udział w jednej z największych światowych imprez – Światowe Dni Młodzieży. Przyjechali ludzie ze wszystkich kontynentów, przedstawiciele wszystkich kultur i ras. Zrobiło się kolorowo, żeby nie powiedzieć tęczowo, czarni, czerwoni, żółci i biali chrześcijanie chodzą po polskich ulicach i kompletnie nic się nie dzieje. Wszyscy mają pełne uzębienie, oczywiście jeśli tylko w takim stanie wyjściowym do Polski przyjechali, nikt nie rzuca im pod stopy bananów, ani nie wyzywa od brudasów, czy ciapatych. Fenomen? Tak i to odwieczny polski fenomen, znany z czasów, gdy Polska szlachecka przygarniała pod swe skrzydła nie tylko odmiennych kulturowo, ale i religijnie. Widok na polskie ulice i zachowanie polskich gospodarzy całkowicie przeczy paszkwilom spisywanym i pokazywanym w mediach należących do „zachodnich koncernów” albo miejscowych szamanów. Cały świat zachwycony „polskim ciemnogrodem”!



share

Ostatni dzwonek, żebyśmy się w końcu czegoś nauczyli, albo chociaż przypomnieli. Putin był prawie na widelcu, po morderstwie, którego dokonali zwyrodniali bandyci z KGB, czy innego Specnaz, ale minęło zaledwie kilka tygodni i znów radziecki terrorysta wygrywa. Ten dramatyczny stan rzeczy daje się bardzo prosto wytłumaczyć. Radziecki car jest jednym z nielicznych polityków, którzy jeszcze uprawiają tak wykpiwaną politykę dziewiętnastowieczną. Przy zachodnich i rodzimych politykach „nowoczesnych” Władimir Władimirowicz jest wręcz skazany na zwycięstwo. Nie pomyliłem się, gdy pisałem, że obraz Putina na zachodzie zmienił się diametralnie, ale nic się nie zmieniło w relacjach z Rosją Radziecką. Do tej pory radziecki przywódca był nazywany demokratycznie wybranym prezydentem, wprawdzie Rosja jest dopiero na drodze do demokracji i wyżywa się na homoseksualistach, ale ta droga prowadzi w dobrym kierunku.