zamieszki



share

Nic na to nie poradzę i wiem, że nadużywam, ale lubię tę formułę „wyobraźcie sobie”. Zatem wyobraźcie sobie, że wczoraj, w dniu wizyty Donalda Trumpa, na ulicach Warszawy dziesiątki tysięcy agresywnych demonstrantów toczy regularną bitwę z policją. Płoną samochody, do tłumu strzelają wodne armatki, ciężki sprzęt i zwarte oddziały funkcjonariuszy poruszają się w jednym wielkim chaosie pośród rozjuszonego tłumu, czy jak woli Hanna Lis, tłuszczy. Obojętnie, z której strony taka zadyma poszłaby w Polsce zostalibyśmy „dzikim krajem”, a Błaszczak musiałby się sto razy na godzinę podawać do dymisji. W Polsce skończyłaby się demokracja, trójpodział władzy, no i przede wszystkim „cała zachodnia prasa” pisałaby o reżimowym rządzie populistycznych nacjonalistów, który łamie „wartości europejskie”.