Tak zwana ”afera hazardowa” bulwersuje głównie dziennikarz i polityków, ale nie ma wpływu, specjalnego wpływu, na prostego wyborcę. Prosty wyborca, taki jak ja, interesuje się sprawą, i owszem, interesujące dla niego są odsłaniane kulisy sprawowania władzy. Bez afer nie miałby szans, aby tę kuchnię poznać bliżej. Prosty, szeregowy wyborca ma też okazję do poznania prawdziwych poglądów zeznających przed komisją polityków. Jeśli to w ogóle jest możliwe.
W każdym bądź razie politycy mówią trochę inaczej, niż na konferencjach prasowych, czy też na swoich partyjnych zlotach.
Cenne są informacje o relacjach pomiędzy kolegami z młodości, prawie że z podwórka, o cmentarzach, lotniskach, sylwestrach, czy też o beztroskim paplaniu do słuchawki. To o kolegach z dolnośląskiego.
Prosty wyborca, słuchając zeznań, dochodzi do wniosku, że tak „procedować” nie wolno. Słuchając słów innych, tych którzy żadnych kolegów nie mają, widz ma odnieść wrażenie, że tak zwana afera jest tylko po stronie znajomych z Wrocławia.
Nie każdy jednak prosty wyborca widzi przekręty jedynie po PO stronie.
Słusznie bowiem komisja „bada” działania rządzących w sprawie ustawy „hazardowej” nie ograniczając się tylko do obecnie rządzących. Słuchając zeznań osób związanych z PiS, nabieram przekonania o ich niedostosowaniu się do przemian ustrojowych, przecież już ponad dwudziestoletnich. Chodzi mi zwłaszcza o gloryfikowanie własności państwowej i odnoszenie się z pogardą, co najmniej, do sektora prywatnego. Jaka przewrotność, jeśli państwowy Totalizator pisze ustawę, to źle, ale jeśli prywatny dba o swój interes, używając w dodatku tych samych argumentów co państwowa spółka, to już jest prawie zbrodnia.
Moim zdaniem takie podejście, to już komunizm całą gębą, tu wtrącę, że głoszenie idei komunistycznych jest, przez konstytucję RP, zakazane. Gdzie równość podmiotów gospodarczych? Państwowe mogą pisać ustawy, a prywatny to już nie? Pamiętajmy, że nie tylko na cmentarzu koledzy z Wrocławia legislaturę uprawiali. Pan Kosek słał pisma do ministerstwa, w których przedstawiał swój punkt widzenia na planowane nowelizacje ustawy „hazardowej”, mówił o tym pan Szejnfeld, zeznając przed komisją. Każdy ma prawo dbać o swoje interesy, jasne, że powinien w ramach prawa, ale pokusa wykorzystania „kolegów” do pomocy, oprócz drogi oficjalnej, była silniejsza. Czy to już jest afera? Mam wątpliwości.
Wracając do zabiegów Totalizatora, a raczej ludzi, którzy zapewne też o swoje prywatne interesy usiłowali zadbać, które to zabiegi, korzystne dla nich, bo przecież nie dla firmy, która ich zatrudniała, to widzę właśnie w tych ożywionych zabiegach, znamiona aferalne. Populistycznym gadaniem o interesie społecznym, usiłuje się aromatyzować smrodek działania na korzyść kontrahenta Totalizatora. Zagranicznego, prywatnego kontrahenta. Zresztą przykrywka w rodzaju budowy tak zwanego „Centrum Sportu”, przypomina mi, jak nic, słowa Ryszarda O. z filmu „Miś”: Prawdziwe pieniądze robi się na drogich, słomianych inwestycjach. Wtedy żadna łajza z kontroli się nie przyczepi.
Dopiero niekonwencjonalne działania asertywnej vice-premier, kładą kres dziwnym pomysłom grupy ludzi związanych z Totalizatorem. Dziś uczestnicy tego zamieszania, dotyczącego wideo loterii, nie mają sobie nic do zarzucenia. Przecież działali legalnie, w ramach prawa. No właśnie, w ramach prawa. Żadna łajza nie może pociągnąć ich za odpowiedzialność.


Słówko wyjaśnienia
Tekst, który powyżej, opublikowałem w dniu wczorajszym. Musiałem jednak jednak usunąć wpis, wraz z komentarzami Szanownych Użytkowników. Uczyniłem tak w proteście na bezpardonowy i obrzydliwy w swej treści komentarz Głównego Blogera. Użytkownik nie ma, niestety, innych narzędzi, aby usunąć treści, które go personalnie obrażają.
Przepraszam
Dobry Wieczór gryzoniu
właśnie,to paranoja.Owszem kopiuję swoje wypociny dla weryfikacji słusznej lini,ale na myśl mi nie przyszło tworzyć archiwum.bis kontrowersji.net
Wczoraj przeczytałem i poddałem pod rozważania i zszokowny odkryłem że nie ma odnośnika myśli.
Dzięki Bogu Jedynemu natchnął Cię do walki o respektowanie Karty Praw Pdstawowych.
Nie ważne co wczoraj myślałem .ważne że i dzisiaj myślę że chamstwu w życiu należy się przeciwstawiać umysłem.
Dobry wieczór
Ja nie kopiuję, ale kopię na Portal wklejam, nauczony przykrym doświadczeniem znikającego tekstu, w połowie pisania. Oryginał, po przemyśleniu, skopiowałem ponownie. Czy mój protest przyniesie jakąś zmianę zachowań, nie jestem w stanie przewidzieć, ale musiałem spróbować.
Pozdrawiam
Dobry gryzoniu wieczorem!
musi przynieść ,bo tego się nie da znieść.Choć kto kukuryku to znosi bez gdakania.
P.S.
jak tylko to wybucham do rozpuku .Kiedy z kolegami-Słowakami ustalałem kod porozumiewania się ponad językami,to oni ,znaczy razem ze mną przetłumaczyliśmy że nasz polski "Chuj" na Słowacji jest wyrażany jako "Kokot",a jak drążyłem czy aby kura odpowiednio to jednak nie.Na Słowacji nazywają kurę :"Ślepica"
Dzień dobry o poranku
Daleki jestem od przypisywania polskiego znaczenia, zagranicznym słowom. Nie przeczę jednak, że tłumaczenia niektórych mogą być zabawne. Ale żarty na bok, gdyż trzeba sobie postawić pytanie zasadnicze. Otóż zapytać siebie powinniśmy, zgodnie z odwiecznym dylematem koguta, czy jesteśmy z tą kurą z miłości, czy też tylko dla żółtek w skorupce? Traktując jajka jako owoc, naturalnie.
Pozdrawiam
ja dla jaj!
dla tych chwil kiedy grymas twarzy artykułuje ponadnormatywne zadowolenie.
Sssszeptem wetnę się
jajo pierwsze było, nie kura.
Platonicznie...
każde jajko
swój czubeczek chwali!
!
.
Pistacjowy Kosmita