Z przecieków i innych takich, „jak się nieoficjalnie dowiedziała nasza redakcja”, wynika, że w PO ścierają się dwa stanowiska. Starcie dotyczy ACTA, ale rzecz ma szersze zastosowanie i doskonale ilustruje motywacje realnie socjalistycznej partii. Nieoficjalne źródła podają, że spiera się Natolin z Puławami, przede wszystkim o strategię współżycia partii z narodem. Puławy stoją na stanowisku, że nadal należy trzymać proletariat za pysk i z drugiej strony paść wybranych. Natolin upiera się, że chamów trzeba przeprosić, adorować mamić, póki nie zapomną. Jeden i drugi pomysł składa się na istotę działania Polskiej Zjednoczonej Platformy Robotniczej. Nie ma w tym sporze jednego słowa na temat samej ustawy, co ona znaczy, czemu ma służyć, jest długa debata jak kolejny raz wycackać proletariat. Informacje są nieoficjalne, ale już wypowiedzi członków PZPR jak najbardziej autentycznie i oficjalne. Gdzie się ma podziać wyborca PZPR, nie jest moim bólem, ale gdy słyszę od Niesiołowskiego, że protestują idioci ze złodziejami, od Kidawy-Błońskiej, że prawo jest doskonałe, a od Boniego – przepraszam, to nawet mi się robi żal wyborców słusznej partii. Dziś chyba każdy obserwator polskiej estrady politycznej zadaje sobie pytanie, w jakim miejscu jesteśmy? Czy faktycznie i dopiero na etapie walki Natolina z Puławami, czy jest bliżej Rakowskiego, Wałęsy i Miodowicza seniora? Pojęcia nie mam, a zgadywanie nic nie daje, łatwo można się ośmieszyć, rzadko kiedy trafić. Zamiast strzelania w ciemno proponuję niezawodną metodę, wprawdzie ona nie będzie przewidywać, ale za to bezbłędnie potwierdzi, że zaczął się konkretny proces.
Kto chce wiedzieć, kiedy PO zacznie się kończyć, musi przypomnieć sobie lub odtworzyć, póki się jeszcze da, wykłady z ZPT Adama Słodowego. Będzie nam potrzebny, „Dziennik” telewizyjny, najlepiej „Fakty” TVN, kolorowa gazeta, najlepiej Wyborcza i Tomasz Wołek. Gdy już zgromadzimy cały materiał możemy zacząć budować obraz rzeczywistości. Myślę, że dla wielu Czytelników, ten zestaw nie jest żadną niespodzianka, ale być może młodsi chętnie przeczytaliby dodatkowe wyjaśnienia. Narzędzia pomocnicze będą nam służyć do obserwacji redaktora Wołka, a trzeba wiedzieć, że redaktor Wołek jest redaktorem od półwiecza i każdej władzy potrafił dać świeczkę razem z ogarkiem. Pierwsze telewizyjne występy redaktora Wołka miały miejsce w czasach gierkowskich, potem redaktor Wołek potrafił jednocześnie być zwolennikiem Wałęsy, szanować Aleksandra Kwaśniewskiego, jakoś przeżyć AWS, dopóki było w modzie nie ruszał Leszka Millera, w końcu zaczął pisać hymny i ody dla Donalda Tuska. Były też dwa epizody Wołka, kiedy Wołek nie popierał władzy. Pierwszy to rząd Olszewskiego, drugi rząd Kaczyńskiego. Nie ma pewniejszej metody na potwierdzenie zmiany kursu, niż obserwacja redaktora Tomka Wołka. Jak tylko w kolorowej prasie i „Dzienniku” telewizyjnym pojawią się płomienne homilie redaktora, pod adresem, no, powiedzmy Palikota, będzie jasne, że całe zaplecze pogrzebało Tuska. Dzień, w którym Tomek Wołek powie, że Tusk sobie nie radzi, że dłużej nie możemy narażać interesu Polski i pozycji kraju na świecie, będzie jednoznacznym sygnałem, że następują zmiana warty na szczeblach władzy.
Bardziej wnikliwi Czytelnicy, zarzucą mi małą powagę i wielką skrótowość, ale zapewniam, że tu nie ma co kombinować. Każda wydumana teoria na temat początku końca PZPR będzie mnożeniem bytów ponad potrzebę i niekoniecznie baza spotka się z nadbudową. Jest sprawdzona metoda, niezawodny miernik i nie ma powodu zmieniać metodologii, która nigdy nie zawiodła. Będę się upierał przy swojej metodzie badawczej, chociaż siłą rzeczy nie mogę przedstawić żadnych naukowych argumentów, ponieważ surowiec nie poddaje się podobnym kryteriom. Kto chce niech się śmieje, kto chce niech kombinuje po swojemu, a ja pozostanę przy swoim oślim uporze, że nie masz w Polsce bardziej wiarygodnego źródła informacji, kto za chwilę będzie na topie władzy niż redaktor Tomasz Wołek. On zna wszystkie wiatry, prądy i nurty głównych kort i jeszcze nigdy nie ustawił się w poprzek. Obserwujcie Wołka i stanie się jasne, czy Natolin, czy Puławy przejmą i ustawią wajchę, a może ktoś zupełnie inny, co też nam redaktor po sobie da poznać. Ten sposób na wykrywanie nastrojów wśród tych, którzy się nigdy we właściwych wyborach nie mylą, ma jednak małą wadę. Mianowicie może redaktor Wołek zaniemóc, przeziębić się i stracić głos lub popaść w inną niedyspozycję. Nic nie szkodzi, wówczas trzeba słuchać dla kogo śpiewa Maryla Rodowicz i kogo zapowiada Krzysiek Materna, o kim zamierza nakręcić film Andrzej Wajda, kogo do studia zaprosi Tomasz Lis i przede wszystkimi komu z obrzydzeniem udzieli poparcia Jerzy Urban, Wojciech Jaruzelski oraz Czesiek Kiszczak.

Młody, wysportowany, inteligentny, przystojny, czuły mąż i ojciec. Geniusz i wirtuoz klawiatury, błyskotliwy analityk rzeczywistości wszelakiej. Kochany i rozchwytywany, bezkompromisowy, skromny, wyrozumiały. 
Prawo jest idealne
dlatego w jeden dzień z rejestru wyparowało pół miliona przedsiębiorców, niczym w Hiroszimie.
I nikt nie powiedział ani przepraszam ani dziękuję, proszę o jeszcze.
Dlatego pytanie o organizację lotu do smoleńska, wbrew pozorom, jest pytaniem wtórnym.
Wystarczy co parę tygodni pokazywać jak wygląda "organizacja" "państwa".
Jestem dumny z tego, że mieszkam w Polsce i jestem Polakiem.
Pensjonat "Rybitwa".
A czy to nie Tomcio puścił w eter "niesprawdzoną plotkę" że Alek ucztował w Rybitwie z tow. Ałganowem? I mimo że miał Alka na zdjęciach, miał rachunki za pobyt itp. to i tak musiał przepraszać bo Alek wtedy przyjmował w belwederze delegację z ambasady Tajlandii, o czym ambasada Tailandii nie wiedziała, a w ostateczności okazało się że Alek wtedy płacił kartami zaprzyjaźnionego Banku w Irlandii. Aż dziw bierze, że Wołek pomimo że na własnej skórze zasmakował III RP w pełnej krasie, nadal płynie z jej prądem. Aha, byłbym zapomniał, jeszcze po drodze był Pinochet.
Bober, do nogi!
Za komuny taką funkcję pełnił redaktor Bober.
Jeśli redaktor Bober wzywał jakiegoś ministra i go opieprzał w swoim programie to było pewne, że wyrok już zapadł i Plenum podjęło stosowną decyzję.
Chlor
Tomasz Wołek nie jest najlepszym kurkiem do pomiaru
kierunku wiatru, ani też rękawem.
Redaktor Wołek popełnił w swoim życiu dwie zaskakujące wolty. A największą ostatnio, kiedy stanął przy ,,prezydencie z Gdańska".
Zanim się jednak zdecydował na ten, cokolwiek ryzykowny, krok, był awangardą antykomunistyczną i stokroć groźniejszym tropicielem sowieckiej agentury, niż ...Antek Macierewicz. Bo nie kto inny, jak redaktor Wołek, wytropił pułkownika KGB Ałganowa, nie tylko w Cetniewie, razem z ulubieńcem tłumów Olkiem, ale także zarówno - z towarzyszem Millerem i całą resztą ,,socjaldemokratów".
Następnym szalonym pomysłem, redaktora Wołka, był hołd złożony generałowi Augusto Pinochetowi, wespół z Michałem Kamińskim. Podobno klęczał u wezgłowia ciężko chorego generała i wręczył mu jakiś ryngraf. Czym doprowadził do konwulsji i palpitacji ,,całą postępową opinię publiczną".
Podobną, do Wołkowej, woltę, wykonał swego czasu poprzedni naczelny ,,Gazety Polskiej". Zatrudnił się bowiem, w samej jaskini, u smiertelnego wroga - Michnika.
To chyba starość tak działa i strach przed, niepewnym, jutrem.
Zrujnował, redaktor Wołek, dwa ŻYCIA papierowe. A teraz rujnuje swoje.
Każdy , kto chce robić rewolucję musi zdawać sobie sprawę,że własne życie nie jest najważniejsze. Che Guevara
Może na pigułkach był? A może odwrotnie, jest?
http://www.fronda.pl/news/czytaj/tytul/c...
Platonicznie...
Tymczasem, ku widocznemu
Tymczasem, ku widocznemu niezadowolenieu Kublik Aleksander Smolar mówi, Donald Tusk mężem stanu? W żadnym wypadku - odpowiada sobie. Jest tylko mistrzem kiwania. Czyli zaczęło się przesączanie, Wołek może jeszcze tego nie wiedzieć, bo Wołek jest nikim, jest jedynie znawcą futbolu południowoamerykańskiego, co w moich oczach dyskredytuje człowieka absolutnie. Nie rozwinę tego tematu jednakże.
Ale zachęcam do obejrzenia wszystkich trzech części rozmowy i uważnej obserwacji, jak też ta słynna Kublik percepuje owe wypowiedzi, bądź co bądź Smolara.Sapienti sat :)
Właśnie rano zauważyłem to na
Właśnie rano zauważyłem to na stronie szmaty Michnika, rozmowy jeszcze nie słuchałem. Poniżej krótkie podsumowanie, założę się że i tak załgane, wystarczy przeczytać tytuł "To oczywiste, że Tusk nie jest mężem stanu. Ale może być wybitnym politykiem".
http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1...
Widoczny wyraźny cwany skurwiel
dobre to, że nie głupi czy idiota.
Platonicznie...
Cwany skurwiel to jest ten
Cwany skurwiel to jest ten włoski senator, co chciał kupić 13 mln € za 5.
http://www.polskatimes.pl/artykul/500509...
A Tusk to tylko podwórkowy piłkarzyk, tani gracz, leniuch i obibok, który w życiu nie zhańbił się prawdziwą pracą, smarkacz 55-letni. Obawiam się, że on naprawdę powiedział Schulzowi, że w dwa piętnaście będziemy w strefie ojro.
w dwa pietnascie nie bedzie ue.
wiec niech sobie wchodzi, nawet dwa razy i trzeci malenki
Jestem dumny z tego, że mieszkam w Polsce i jestem Polakiem.
Całkiem niezły interes zrobi
gotowość dobrowolnego poddania się karze w wysokości roku więzienia. Grozi mu co najmniej dwa razy więcej.
Platonicznie...
Powiedziawszy ,,a" (podwórkowy piłkarzyk,tani gracz..)
musisz dopowiedzieć ,,b" - w jakim to kraju, taki 55-letni smarkacz, został wykreowany na ,,menża stanu" i ,,pszywótcę".
Każdy , kto chce robić rewolucję musi zdawać sobie sprawę,że własne życie nie jest najważniejsze. Che Guevara
Łatwo mi to nie przejdzie
Łatwo mi to nie przejdzie przez usta, bo to mój kraj, ale ja od pierwszej chwili, kiedy jakąś dekadę temu przeczytałam wywiad z tym blondaskiem z loczkami, nie miałam wątpliwości, że to nicpoń, wałkoń i letkiewicz. "Klasa próżniacza" - pamiętasz, Ojcze? Ale ja do tego ręki nie przyłożyłam.
Przeczytałam teraz biogram Jacka Cichockiego. Trochę młody, prawdę mówiąc. To rzekomo specjalista od spraw wschodu, sowietolog prawie i następca Marka Karpa(ia?) Nie pamiętam tej historii, ale ciekawa ta śmierć tego Karpa. Można snuć piękne teorie spiskowe.
wdzięk i luz
Faktycznie, z 10 lat temu emanował jakąś szczerą radością życia, którą spotkać można jedynie u młodych emerytów lub u ludzi bogatych od urodzenia.
Chlor
No! I dwójka dorastających,
No! I dwójka dorastających, obiecujących dzieci i zero na koncie emerytalnym. A on - luzik i mecze.
Ja przyłożyłem. Wierny zasadzie fifty - fifty.
Pół Najjaśniejszej dla PiS-u, a pół dla ,,prezydenta z Gdańska". Oczarowała mnie wtedy pierwsza, w pełni profesjonalna kampania Tuska. Kiedy jechałem z Sopotu do Gdyni, albo do Gdańska, zewsząd patrzył na mnie ,,prezydent z Gdańska". Ale miałem pecha.
Wybory przejebał.
Każdy , kto chce robić rewolucję musi zdawać sobie sprawę,że własne życie nie jest najważniejsze. Che Guevara
Opócz Wołka i Kublik ja bym jeszcze dorzucił Drzyzgę :)
http://imageshack.us/photo/my-images/835...
"Jam nie z soli ani z roli..."
"Le maax ma'tu p'ilik u yich bejla'e', mix bik'in u p'ilik."
http://twitter.com/komorowskipl
Pokój polski
Wiednie czy bez, ale moim zdaniem celnie w tytule dotknąłeś istoty obecnego momentu w naszej historii. Sowiecka okupacja, PRL, III RP i powiązane z tym tematy to są tylko emanacje naprawdę decydujących procesów. O wiele trafniej jest widzieć cały okres powojenny aż do dzisiaj jako kontinuum, podczas którego nasz kraj jest dominowany przez obcych. Walka puławskiej komuny z natolińską żydokomuną przez blisko pół wieku była jednym z tego wyrazów, a obecnie chyba faktycznie ożywa na naszych oczach. Z chamskich komunistów oczywiście nie zdejmuje to odium winy, bo obie ekipy zgodnie współdziałają z obronie swoich grupowych interesów. Korzystając przy tym z zagranicznego protektoratu, zagarniają cały kraj. Dlatego trzeba stanowczo zerwać z mitem rzekomej wojny polsko-polskiej. W tej walce tylko jedna strona jest polska.
http://taktyczny.net
Poniżej tekst - wspomnienie o
Poniżej tekst - wspomnienie o wydarzeniach marcowych 1968r, odkłamujących historię o tamtych dniach, napisany przez uczestnika tych protestów, Remigiusza Włast-Matuszaka. Co znamienne tekst został napisany przez Autora trzy lata temu. Dajmy sobie odpowiedź na pytanie postawione przez Autora na końcu wspomnień.
Mija 37 rocznica WYDARZEŃ MARCOWYCH. Na ich temat opublikowano kilkadziesiąt książek i prac. Większość w duchu zgodnym z "politycznie poprawną" oceną Wydarzeń, jako zrywu studentów pod przywództwem jedynego, słusznie działającego ośrodka politycznego, dowodzonego przez Adama Michnika.
Jest kilka prac czysto chronologicznych, opierających się na źródłach prasowych, są też relacje uczestników, ale nikt "nie dotarł" do prostej prawdy o prowokacji przygotowanej przez członka BP PZPR, szefa MSW gen. Mieczysława Moczara, prowokacji skierowanej przeciwko I sek. PZPR Władysławowi Gomułce i jego ekipie.
W 1967 w porywie szczeniackiej głupoty przeniosłem się z Wydziału Historii UW, na Wydział Filozofii, i nowo tam utworzony Instytut Nauk Politycznych. Już na pierwszym wykładzie u dr Szackiej zdrętwiałem, gdy w przerwie osiemnastoletnie szczeniaki zaczęły do siebie mówić per "towarzyszu" - (dopiero potem przeszli między sobą na "ty").
Wśród 120 studentów, ja wraz z Andrzejem Dąbkowskim (synem "kułaka" spod Czerwieńska), i trzecim chłopakiem Włodkiem Mizerką z Targówka(?), tworzyliśmy matecznik "reakcji". Do stycznia 1968 nic nie wskazywało na nadchodzący kryzys polityczny. Życie toczyło się siermiężnie, a o "zdjęciu" Dziadów z afisza itd., dowiadywaliśmy się z Wolnej Europy. Dopiero po feriach świątecznych aktyw ZMS i kadra z PZPR, zaczęli roznosić ulotki uświadamiające studentów "kto to są Komandosi" i ich szef Adam Michnik.
Naiwnie zapytałem nijakiego Matejewskiego (bratanka zastępcy Moczara), ilu jest tych "komandosów", czego oni chcą - wywołało to odwrócenie się na pięcie. W pierwszych dniach marca, w gablotkach pojawiły się odezwy ZMS przestrzegające przed komandosami Michnika. 4 marca z UW zostali relegowani Michnik i Szlejfer.
6 marca w gablotkach i pod pulpitami ławek leżały ulotki wzywające do bojkotu wiecu wyznaczonego na 8 marca. To z tych zawiadomień roznoszonych przez aktyw PZPR i ZMS, całe UW dowiedziało się o terminie wiecu. 8 marca w południe, wraz z Dąbkowskim pobiegliśmy na skwer przed BUwem (starym).
Z tonu i ostrości propagandy antywiecowej spodziewaliśmy się wielotysięcznego tłumu, a tu w prawym, bliższym Krakowskiego Przedmieścia, rogu skwerku, między cisami (rosną do dzisiaj) stało około 40 osób, a w oddaleniu od nich około 100. "Komandosi" trzymani "na barana" przez kolegów odczytali protest w sprawie relegowania Michnika, parę zdań o Dziadach, o Konstytucji PRL, a po 10 minutach zapanował kompletna konsternacja i cisza. Wtedy Baśka Toruńczyk, ówczesna dziewczyna Michnika, odczytał apel ponownie, i potem po raz trzeci przeczytano ten sam tekst. Próbowano skandować jakieś hasła, ale nikt ich nie podchwycił, i wiec praktycznie upadł.
Z lewej strony skweru stała w "formacji trójkąta" grupa aktywu ZMS i ZSP pod przewodem starosty naszego, pierwszego roku INP - Heńka Szafira - ( czasami drukuje korespondencje z Jerozolimy w Newsweeku), który (bez megafonu) usiłował polemizować z komandosami. W tej grupie też nie było entuzjazmu, i po zaledwie 30 minutach wiec umierał śmiercią naturalną, a studenci zaczynali rozchodzić się do swoich zajęć. I tak by się skończyły słynne WYDARZENIA MARCOWE '68, gdyby w tym momencie na teren UW, od strony Krakowskiego, nie zaczęły wbiegać grupy cywilów, milicjantów, i nie wjeżdżać obdrapane autobusy z aktywem PZPR i ORMO - można ich było poznać po jesionkach w jodełkę i koszmarnych, welurowych kapeluszach. To oni wywołali zajścia, odpychając wszystkich wychodzący studentów od bramy, i tłukąc każdego, kto usiłował opuścić skwerek.
Siłą rzeczy zostaliśmy zagnani pod rektorat w Pałacu Kazimierzowskim, gdzie prorektor "komuch" Rybicki wyszedł na balkon z łańcuchem na piersiach, i wzywał do rozejścia się, co było oczywiście niemożliwe, ponieważ wszystkie boczne uliczki UW były zablokowane przez ORMO i tajniaków.
Dopiero teraz wydarzenia marcowe stawały się wydarzeniami. Nie były to w jakiejkolwiek mierze rozruchy w obronie Michnika i komandosów, tylko spontaniczny odruch samoobrony napadniętych studentów, który to odruch następnego dnia przerodził się w wystąpienia antykomunistyczne skierowane przeciwka władzy PRL.
Starannie przygotowana prowokacja szefa MSW gen. Moczara i jego ludzi takich jak dr Walichnowski, gen. Korczyński, ambasador Ptasiński, v-min. Matejewski, Kazimierz Kąkola itd., zaczynała nabierać rozmachu. Studenci zgromadzeni przed zamkniętą bramą UW zaczęli wycofywać się Krakowskim Przedmieściem i Nowym Światem napierani przez oddziały milicji. (Wróciłem przez wydział geografii do budynku filozofii ze zdartym gardłem - nie mogłem zupełnie mówić od wrzeszczenia, jak i oddychać, od zmasowanego ataku gazowego). Spontaniczny pochód studentów, około 1.000 osób idący Krakowskim Przedmieściem, MO mogła bez wysiłku rozbić i skierować w Świętokrzyską, mogła rozbić przy Wareckiej, i przy Foksal, ale Moczar celowo dopuścił pochód aż na skrzyżowanie Nowego Światu i Jerozolimskich, pod same okna KC, by tam dopiero na oczach Gomułki, rozpędzić demonstrantów i popakować ich do bud milicyjnych.
Moczar doniósł też Gomułce treść rzekomo wznoszonych haseł : "Precz z Gomułką"; "Zambrowski do biura!" - co było tanim wymysłem.
9 marca brałem z kolegami udział w wiecu, w auli Politechnik Warszawskiej. To już był prawdziwy wiec, manifestacja narodowa i antykomunistyczna ( nikt nie wspominał nawet o Michniku i "komandosach")- . Po wiecu, gdy kolos Polibudy już się "rozbujał", wyszliśmy w pochodzie skierowanym pod MSW na Rakowieckiej (budynki były wtedy nie ogrodzone - a od strony pustego Pola Mokotowskiego można było tam wejść bez problemu). Czoło pochodu w równych rzędach zaczęło maszerować Polną, wznosząc hasła Gestapo, gestapo", "Pachoły!" itd.
W przypadku tego pochodu, milicja i SB zadziałały w pełni profesjonalnie - szedłem w około 12 rzędzie, gdy nadbiegły dwa odziały MILICJI z tarczami i pałami, i zaatakowały czoło pochodu z obu stron, od Mokotowskiej i od Wawelskiej, rozbijając go na wysokości 15-go rzędu! Pochód został zawrócony ku Politechnice ( zaczął się strajk okupacyjny PW), a odcięte czoło pochodu został pognane aż do Placu na Rozdroży. Biegliśmy po błocie i gruzie dzisiejszego wykopu Trasy Łazienkowskiej.
W wieżowcach, po lewej stronie Placu na Rozdrożu, ludzie pochowali nas po mieszkaniach i częstowali herbatą. Atmosfera była jak w czasie okupacyjnej łapanki - pełna solidarność społeczna skierowana przeciw okupantowi! Zabłocony i z rozciętym uchem (dostałem kamieniem, przeznaczonym dla ZOMOwców) dotarłem koło 13:00 na wydział. Rozgorączkowany pobiegłem na piętro gdzie natknąłem się na naradzające się resztki "komandosów" - gdy relacjonowałem wypadki na Politechnice, nagle zrozumiałem, że te wymuskane siksy w zachodnich ciuchach i ich kolesie jeżdżący trymphfami, biorą mnie za "użytecznego idiotę".
I tak IM już zostało - zawsze uważali się za jedynych godnych i powołanych do rządzenia Polską - tak było na Uniwerku - potem w KOR-ze, przy Okrągłym Stole, w UD, UW i dzisiaj w PD. Mając dzisiejszy zasób wiedzy, z przerażeniem stwierdzam, że moczarowskie ulotki opisujące ich jako "polityczny odłam bananowej młodzieży", których tatusiowi odpadli w wewnątrzpartyjnej walce między "natolińczykami" a "puławianami", nie wiele mija się z prawdą. Faktycznie były to w 90% dzieci odsuniętych z PZPR "funków" pochodzenia żydowskiego, bo w PPR-PZPR antysemityzm był podstawowym orężem walki o stołki. Od dziecka byli wychowani w realiach właścicieli Polski Ludowej, a gdy im to zabrano, zaczęli walczyć o rewizję linii PZPR, o prawo do utraconego, komunistycznego raju - gdzie latami, jako wybrańcy mieli według zasady "każdemu według potrzeb". Dzisiaj grupa ta wraz z klientelą liczy 600 ? 800 osób i uważa, że ma dalej niezbywalne prawo do rządzenia 38 milionowym narodem!)
Rozruchy były dalej rozdmuchiwane przez SB - zatrzymywano w okolicach UW wszystkich studentów, zabierano legitymacje, pałowano bez przyczyny, rozpowszechniano nekrologi rzekomo zabitych studentek! Machina prowokacji szła pełną parą - TV i Słowo Powszechne, Kurier Polski szalały - Bolesław Piasecki odreagowywał wszystkie upokorzenia prywatne i polityczne, jakich doznał z "rąk" ppłk. Luny Bristigier. Pouczał "Trybunę Ludu" i KC PZPR jak rozprawić się z syjonistami (ówczesny synonim Żydów). Nagonka antysemicka została rozpętana jak za najlepszych czasów carskiej Ochrany.
W Audytorium Maximum odbyły się trzy wiece studenckie, to po prostu były spontaniczne wystąpienia powstańcze młodzieży polskiej, skierowane przeciw komunie, PRL-wi, i pachołkom ZSRR!
Około 19 marca do ciasnego umysłu Gomułki dotarło, że prowokacja jest skierowana przeciw niemu, i jego rodzinie. Kampanię zaczęto wyciszać. Efektem wydarzeń była emigracja około 20 tys. Żydów - niedobitków ocalałych z Zagłady, pacyfikacja "przedwojennej resztówki" inteligencji polskiej - śmierć Zawieyskiego, i wkrótce też Pawła Jasienicy.
Złamanie karier życiowych kilkuset zdolnych studentów w całej Polsce, usuniecie do listopada ? 1968 z PZPR około 230 tys. (!) ludzi - (a więc wszystkich niewygodnych, i nie wykazujących entuzjazmu dla antysemickich czystek - przyjęto natomiast do partii około 4 tys. aktywistów marcowych), czystka w wojsku dokonana przez gen. Jaruzelskiego (dzisiejszego przyjaciela Michnika), oraz podkopanie autorytetu Gomułki, którego odsunięto wraz z ekipą w grudniu 1970 roku.
Nowa ekipa Gierka, przy wsparciu Moskwy, ostatecznie zablokowała starania grupy Moczara o przejęcie władzy. W 1971 podczas oficjalnej wizyty Gierka w Pradze Czeskiej, Moczar w "swoim" starym Olsztynie, po raz ostatni usiłował zaistnieć jako kandydat na genseka, zaalarmowany Gierek przerwał wizytę i po przylocie do Olsztyna rozgonił wojewódzką konferencje partyjną z Moczarem włącznie. Wkrótce potem ambasador gen. Korczyński popełnił samobójstwo w Algierze, a v-min MSW Mytejewski został skazany na 6,5 roku więzienia za organizowanie "czarnej kasy" SB.
Gdyby gen. Moczar nie miał pretekstu do rozpętania wydarzeń marcowych w 1968 roku, to być może protest robotniczy z grudnia 1970 wsparty zostałby przez masowe wystąpienia studenckie. Struktury PRL odczułyby to znacznie boleśniej, a ustępstwa nowej ekipy musiałyby być znacznie większe, niż te wprowadzone przez Gierka.
Z ludzi "przyzwoitych" pragnę tu poza Zawieyskim, Kisielem, Jasienicą, przypomnieć też szefa MSZ Adam Rapackiego, który do przedstawionej mu listy Żydów jakich powinien zwolnić, dopisał na końcu swoje nazwisko i opuścił MSZ na zawsze ( objął je po nim przedwojenny endek na usługach PZPR, niejaki Winiewicz).
Przeciwstawne postawy z Uniwersytetu Warszawskiego: to moje wspomnienie Audytorium Maximum, a przed nim, siwiuteńki jak gołąbek, kruchy profesor Stanisław Herbst rozłożonymi rękoma odgradza studentów od napierających tajniaków, a z drugie strony przypadek szczupłego, długowłosego chłopaczka - Stanisława Cioska, który w kilka miesięcy potem, w nagrodę za "aktywność" w gnojeniu studentów został przewodniczącym Rady Naczelnej ZSP, z przynależnym kierowcą i wielką limuzyną, z której przez 37 lat nigdy nie wysiadł (dzisiaj jest doradcą prezydenta).
Kto poza tow. Cioskiem i marcowym aktywem PZPR (dzisiaj w SLD), odcina jeszcze kupony od wydarzeń marcowych? No oczywiście środowisko "Agory" i ludzie Michnika - od Aleksandra Smolara - szefa Fundacji Batorego i Eugeniusza Smolara włodarza Polskiego Radia począwszy, aż po Baśkę Toruńczyk, która poprzez "Zeszyty Litarckie" wydawane przez "Agorę" sprawuje rząd dusz w polskiej literaturze i kulturze.
W za trzy lata, w roku 2008 będziemy obchodzić 40 rocznicę zawłaszczonych przez UD-UW-PD Wydarzeń Marcowych - mam nadzieję, że obudzą się wszyscy zwykli Polacy, ówcześni studenci i wykładowcy, uczestnicy antykomunistycznych wydarzeń marca 1968, i swoim masowym odzewem zepchną na margines oficjałki "Gazety Wyborczej" i "środowiska" Agory.
Najwyższy czas dać świadectwo prawdzie.
Remigiusz Włast-Matuszak
Jedynie ,,Ryba Ludojad" - Maciej Rybiński
kiedy jeszcze był pośród żywych, upomniał się o prawdę Marca 68, o wszystkich innych uczestników (oprócz Michnika i jego grupy). Jako jedyny bodaj, w mainstreamowych mediach. I tylko niezmordowani historycy IPN-u, w swoich skromnych biuletynach - prostują legendy ludowe...
Tak silne jak Polska ludowa.
Każdy , kto chce robić rewolucję musi zdawać sobie sprawę,że własne życie nie jest najważniejsze. Che Guevara
Puławianie i Natolin czyli Chamy kontra Żydy...
Jak walczyć z tym skutecznie dzisiaj skoro w polityce polskiej zjazd w dół i brak kultury a chamy to Żydy i Żydy to chamy?
"Jam nie z soli ani z roli..."
"Le maax ma'tu p'ilik u yich bejla'e', mix bik'in u p'ilik."
http://twitter.com/komorowskipl
Gomułki dotarło, że prowokacja jest skierowana przeciw niemu
Amatorszczyzna. Gnoma można nie lubić, ale.
Platonicznie...