Nie wybrzmiały jeszcze echa przedświątecznej afgańskiej wizyty prezydenta Lecha Kaczyńskiego, dla jednych najniższego prezydenta w dziejach wolnej Polski, dla innych największego.
Prezydent niespodziewanie udał się w sam środek ognia walki, aby przypomnieć naszym żołnierzom, że są w Polsce dwie partie, jedna gra w piłkę, druga walczy na wszystkich frontach, a tam gdzie pokój, próbuje rozwiązać nieuchronne konflikty. Tym razem za jedną wizytą prezydent Kaczyński chciał pokazać zarówno swoje frontowe serce do walki, jak i symbolicznie podzielił się jajami z siebie ze swoim wiernym ministrem.
Uroczystości uświetniły pamiątkowe fotografie, po albumie, w którym prezydent występował jako strażak w stopniu ogniomistrza, powstała nowa edycja „Jak rozpętałem dowolną wojnę światową”. Obaj panowie, jak widać na załączonym obrazku, czują się w swoim żywiole, chciałoby się rzec zuchy i chyba tak się rzeknie, nie odbierając szans awansu do miana skautów.
Młody, wysportowany, inteligentny, przystojny, czuły mąż i ojciec. Geniusz i wirtuoz klawiatury, błyskotliwy analityk rzeczywistości wszelakiej. Kochany i rozchwytywany, bezkompromisowy, skromny, wyrozumiały. 


Ten wyższy w tym hełmie na oczach
Jakiś taki strachliwy rozgląda się do góry jak by mieli nadlecieć z powietrza talibowie