Obudziłaś się Polsko? To teraz zacznij myśleć, bo gra będzie do jednej bramki.

Prześlij dalej:

50 tys. na przemarszu po Warszawie jako zaczyn dla nowego otwarcia. Czym ma być nowe otwarcie? Przywróceniem podmiotowości obywatelom i naprawą państwa. Tyle usłyszałem z ględzenia polityków obecnej opozycji z prawej strony sali i tyle samo można wyczytać na stronach „Nowego Ekranu” i innych prawicowych przystawek internetowych. Co się pod tymi szczytnymi hasłami kryje nie wie jak na razie nikt, ale jak to zwykle bywa przy każdym nowym rozdaniu – ma być lepiej. Ba, nie tylko lepiej, ma być normalnie. Sęk w tym że to co dla znacznej części prawej strony wydaje się być normalne dla mnie w żadnym wypadku normą nie jest i nie będzie. Jakoś nie mogę się pozbyć wrażenia, że carte blanche dla PiSu opera się na wierze w partię i prezesa, a nie na racjonalnych przesłankach wynikających z określonego programu. No właśnie kurwa mać gdzie ten program? Tylko proszę mi nie pokazywać palcem na banały i truizmy jakimi błysnął ostatnio PiS, bo o tego mogę najwyżej dostać zajadów ze śmiechu. Mnie interesuje „mięcho”, mnie zajmują mechanizmy dochodzenia do normalności, a nie obietnice osiągnięcia tego stanu jak tylko weźmiemy władzę.

Żeby nie przedłużać i nie zanudzać, choć to temat rzeka. Oceniam na podstawie tego co słyszę z ust prezesa i jego dzielnych hufców oraz wyczytuję w prasie jak najbardziej prawicowej. Dotyczy to także oczekiwań z prawej strony sceny politycznej.

Załóżmy, że PiS bierze władzę już na jesieni lub na wiosnę. I co robi? No właśnie. Nie ma bardziej gównianego czasu na branie władzy niż państwo znajdujące w gospodarczym dołku. Tusk i PO wzięli władzę w trzecim roku przynależności do Unii, kiedy na kraj spłynęła unijna kasa, co pozwoliło nie tylko porządzić PiS (nota bene chłopcy z PiS mogli by przestać pieprzyć o swoich gospodarczych sukcesach, bo po pierwsze to zasługa unijnej kasy, a po drugie - śmietankę z jedynego słusznego ruchu w gospodarce jaką dokonał PiS, spiła PO, bo prezes tak porządził, że trzeba był rakiem wycofać się z władzy), ale jeszcze załapała się PO i przy pomocy pijarowskiego czary-mary pociągnęła z władzą do 2012 r. Proszę sobie więc zestawić fakty: kondycja gospodarki plus umiejętność robienia PR plus sprzyjające temu PR media. W tym momencie już na początku PiS ma przesrane na starcie i jest 0:3.

Załóżmy jednak, że mimo to PiS bierze władzę. I co robi? Co robi stado wygłodniałych działaczy PiS? Popatrzcie na to polityczne zaplecze. Kto został prezesowi po urwaniu się z pisowskiej choinki PJN i Solidarnej Polski? No kto? Czy muszę wymieniać nazwiska tych naczelnych palantów z ilorazem inteligencji sklepowej z Psiej Wólki? Jak długo prezes, zakładając oczywiście jego kryształową uczciwość, utrzyma towarzycho w karbach i przeciwstawiać się będzie dążeniu chłopców i dziewcząt z PiS żeby mogli „sobie porządzić”? Zakładając, po drugie nawet, że PiS nie rozpocznie swojego sprawowania władzy od własnych afer, to jedyne na co ich będzie stać, żeby nie spalić się na starcie to powtórka z rozrywki, czyli amatorszczyzna z lat 2005-2007. I to wszystko bez oparcia w Pałacu Prezydenckim i mediach. PiS jest skazane na spektakularne, posunięcia i to bynajmniej nie pro publico bono, ale żeby umocnić w wierze twardy elektorat. I wszystko co w tej mierze zrobi obróci się przeciwko niemu medialnie i politycznie. Będą więc na pierwszej linii frontu rządu PiS rozliczenia za Smoleńsk i Telewizję Trwam. I będą spadać słupki i będzie 0:4.

Co zrobią dzielni naprawiacze państwa w barwach PiS? Jestem przekonany, że podłożą się po raz kolejny latając z pisowską siekierką i waląc równie nieudolnie jak przy okazji dr G. Większego ignoranta niż ówczesny poseł PiS Ziobro trudno doprawdy znaleźć. I doprawdy o ile jestem w stanie zrozumieć zakochanego w sobie narcyza Ziobrę, o tyle jego akolitom przydały by się elektrowstrząsy. Sprawa dr G była spieprzona od początku do końca. Zamiast zostawić sprawę w rękach fachowców: od glin z CBA po prokuraturę i przykazać jedno: albo stawiacie faceta przed sądem z materiałami dowodowymi, tak że sądowi nie drgnie ręka żeby faceta skazać, środowisko szybko wyprze się kolegi, a media nie będą miały wyjścia wobec dowodów, albo zostawiamy sprawę na lepsze czasy. Tymczasem smarkul nie wytrzymał i zrobił żałosny spektakl w TV z cyklu, „masz drabie za tatusia” (kto ma wątpliwość niech sobie jeszcze raz dokładnie obejrzy materiał i przyjrzy się zachowaniu ówczesnego min. sprawiedliwości), topiąc sprawę w medialnej histerii i społecznej niechęci. To tylko jeden przykład profesjonalizmu PiS. O innych pisano wielokrotnie. PiS to specjaliści jak - skądinąd słuszne działania -położyć i pozwalać robić łachudrom dalej robić swoje. Jarosławie! Jeżeli pójdziesz tą drogą, a z tym zapleczem pójdziesz na pewno, to będzie 0:5.

PiS spacerując po linie, której grubość wyznaczają badania opinii publicznej nie ruszy więc tego co trzeba naprawić. Wg mnie będzie po prostu, wzorem lat 2005-2007, schlebiał twardemu elektoratowi, wychodząc z założenia, że trzeba robić to czego przynajmniej ów elektorat oczekuje. Lemmingizm z prawej strony pod tym względem nie różni się zupełnie od tego z rodowodem PO czy SLD.  Będą więc dalsze odcinki medialnych idiotyzmów z dziećmi w głównej roli. Przy czym nie ruszy się istoty problemu, naprawy państwa, tylko dokręci się śrubę tworząc kolejne procedury i przepisy. Na przykładzie małych ofiar z Pucka, a właściwie następstw tej tragedii, będzie można prześledzić jak państwo rozkłada kolejną społeczną inicjatywę przez tworzone pod publiczkę prawo ubezwłasnowolniające rodziców z rodzinnych domów dziecka i dające władzę w ręce urzędników, którzy tak długo jak będą postępować wg procedur będą kryci i będą mieli w dupie rozumne postępowanie, indywidualne w każdym przypadku. Zapomina się przy tym, że takie przypadki jak wychowanie dzieci nie da się ująć w karby przepisów, a procedurami można przysporzyć co najwyżej kolejnych ofiar, a już na pewno rozłożyć całą instytucję rodzinnych domów dziecka. Wiara, że procedurami można ułożyć stosunki społeczne w taki sam sposób jak można sterować maszyną jest wiarą debila. Tylko, że tych wierzących w boskość przepisów w Polsce jest, poza prawnikami, niestety cała masa, po jednej i po drugiej stronie sceny politycznej. W taki sposób spętano gospodarkę od połowy lat 90. ub. wieku, dając tłuszczy na poklask coraz to nowe przepisy, tworząc instytucje, które nie potrafią nawet zinterpretować przepisów w sposób jednoznaczny i insynuując, że im ściślejszy przepis tym mniejsza pokusa nieuczciwości i korupcji. Gówno prawda. W masie tego pseudo prawniczego gówna obywatel państwa polskiego jest wpuszczany na minę nieinterpretowalnego prawa, a akademiccy uczeni w piśmie udają, że wszystko jest ok.

Kto wykluczy, że przy stanie 0:5 rozpaczliwie chwytając się brzytwy pisowscy posłowie nie zgodzą się na powołanie, na wzór państw skandynawskich kolejnej instytucji ochrony dóbr i życia dzieci (Owsiak pewnie przyklaśnie, a szefową zostanie np. p. Krzywonos), media zapieją i wszystko będzie fajnie, dopóki urzędnicze cyborgi nie zaczną odbierać hurtem dzieci rodzinom. Czym potrafią się kierować niektóre urzędniczki z Barnevernet (Norweski Urząd ds. dzieci), zwłaszcza wobec polskich rodzin, może być tutaj wymownym przykładem. W Polsce takich larew szkolonych na wieczorowych kursach Feminy jest pod dostatkiem. Więc na początek więcej państwa i będzie na pewno 0:5.

W ten sposób polskie państwo coraz bardziej przypomina jednostkę wojskową, w której jak w filmie Kroll, sztuka jest sztuka, część spraw zamiata się pod dywan, a rządzą ludzie o mentalności trepa, a nie urzędnicy służby publicznej lojalni wobec urzędu. I jakoś nie słyszę z ust PiS, że trzeba przywrócić państwu służbę cywilną. Lekarstwem będzie znowu (jak w 2005) wymiana pracowników do sprzątaczki włącznie. Bo taką reformę to trzeba umieć przygotować, a po programowym wystąpieniu PiS to ja mam wyłącznie tiki nerwowe. W Polsce trzeba zacząć pracę u podstaw, trzeba na nowo sformułować zasady państwa prawa i stworzyć system przepisów stojących na straży tych zasad, tak żeby ludzi nie pętać procedurami i przepisami. Odnoszę wrażenie, że polskich polityków i prawników to zadanie przerasta.

Przyczyna tego stanu rzeczy, żeby już się nie rozwodzić nad kolejnymi przykładami, jest jedna – kultura organizacyjna państwa polskiego jest pod psem. Tej kultury się stworzy się poprzez kolejne zaciskanie pętli przepisów, a takie propozycje co rusz padają z prawej strony sali. Jeżeli ktoś z was wierzy, że kolejne przepisy i instytucje wyeliminują korupcję, to powinien się pieprznąć po prostu w łeb. Tak długo jak w Polandii chronić się będzie interesów zawodowych (wymiar sprawiedliwości, górnicy, nauczyciele e tutti quanti) nie tylko w wymiarze finansowym, ale przed wszystkim moralnym, a właściwie niemoralnym, tzn. tak długo jak - no muszę to powiedzieć językiem nieboszczki PZPR – jak długo poszczególne grupy zawodowe nie będą zdolne do oczyszczania szeregów z szubrawców i ewidentnych skurwysynów, tak długo Polska będzie krajem trzeciego świata. Prawo w tym przypadku powinno pomóc, a w określonych przypadkach wymóc pozbywanie się szmatławców i obkładanie ich społeczną i zawodową infamią. Tak się buduje kulturę organizacyjną państwa. Tworzy się zasady współżycia społecznego od dołu, a państwo ma stać na straży ich przestrzegania. Jest oczywiste, że sama władza musi być jak żona cezara, ale też musi być skuteczna, co oznacza ni mniej ni więcej tylko pomysł jak te reformy przeprowadzić. Tymczasem PiS nie ma nie tylko kadr, ale i nie jest w stanie, zwłaszcza w osobie prezesa, wytworzyć odpowiednich warunków sprzyjających reformie państwa. Trzeba mieć pomysł jak pokonać opór, co tu dużo mówić, społeczny wobec pchnięcia państwa na nowe tory. Popatrzcie co stało się z próbą reform Gowina. To był mały wycinek reform antykorporacyjnych, a Gowin poległ, pomimo, że teoretycznie miał za sobą PO, media i Tuska (no chyba, że ten ostatni celowo wpuścił go na minę, żeby się pozbyć prawego rozgrywającego). Brak pomysłu PiS na realizację takich reform spowoduje, że jeżeli nie będzie 0:6, to gra toczyć się będzie ciągle na połowie PiS i z reform będą nici.

Żeby odważyć się naprawić państwo, trzeba też Polakom powiedzieć parę słów prawdy, że reforma nie ominie nikogo. To że w dupę powinni brać ludzie u góry wiedzą już wszyscy, ale o tym, że znowu trzeba będzie zamieszać na dole, o tym nie chce już mówić nikt. A polactwo też trzeba, może nie wyplenić, ale przerobić na obywateli, którzy wyznają inną zasadę niż „moja chata z kraja”, a las to miejsce na śmietnisko.
W tym też kontekście, skoro Solidarność ma być oparciem dla reform państwa, to ja uprzejmie proszę mieć na uwadze, że związki też trzeba zreformować. Już nie chcę wracać do baronów związkowych z KGHM czy braci górniczej, którzy bynajmniej nie żyją ze składek swoich członków, tylko zgodnie z ustawą doją swoimi wynagrodzeniami budżety firm, a ponieważ większość to spółki Skarbu Państwa, więc doi się pieniądze budżetowe czyli podatników. Nie mam nic przeciwko temu, żeby pan komandos Duda zarabiał i 40 tys. zł miesięcznie, pod warunkiem że to będzie ściepa braci związkowej a nie ogółu obywateli. Tymczasem jest tajemnicą poliszynela jak w firmach państwowych czy komunalnych wyrabia wynagrodzenie szef zz. Na trzy miesiące przed oddelegowaniem wyrabia się przy pomocy kumpli nadgodziny, bo pensja związkowa to średnia z trzech ostatnich miesięcy. W Gdyni był przypadek szefa firmy komunalnej który zarabiał więcej niż prezes. Więc jeżeli mam wierzyć, że ta naprawa państwa to tak na poważnie, to to też proszę naprawić. Bo jak dla mnie to nepotyzm PSL i nepotyzm związkowy to ta sama cholera.

Pieśni patriotyczne i dobre samopoczucie zwolenników PiS po wiecu i marszu jako żywo przypomina mi wyprawę drużyny polskich futbolistów po mistrzostwo Europy. A tymczasem wiele wskazuje na to, że będzie branie w dupę i pieśń: nic się nie stało prezesie, nic się nie stało!
Zdanie zacznę zmieniać jak mi prezes powie jak chce Polskę zmienić i kim.

0
8487 liczba odsłon

Autor artykułu: cannedheat

10 (liczba komentarzy)

  1. To jest proste na początku. Np skoro drogi i stadiony zostały dwukrotnie przepłacone, to oznacza że nadwyżkę ktoś ukradł. Czy ukradł nielegalnie czy też legalnie nie ma znaczenia matematycznego. Niech zwróci forsę i idzie siedzieć. Wystarczy jeśli gangi gospodarcze związane z rządem zostaną zlikwidowane i trochę miliardów kapnie. Fakt, że takich postulatów wśród haseł PiSu nie ma, ale nie jest tak, że kompletnie nie ma skąd wziąc.

  2. avatar

    czy jakoś tak, zalecał p. Szewczak w czasie debaty.

  3. Od cholery jest tych dziur. Choćby 100 tysięcy niepotrzebnych Tuskowych urzędników. Puścić ich na zasiłek 1500 zamiast bulić co miesiać po 5 -10 patyków. Albo administracja wokół burmistrzów i prezydentów miast budowana tylko po to aby zrobić z niej solidny, samo wybierający elektorat. Podzielam jednak wkurwienie autora, że PIS nawet nie bąka, że ma zamiar coś z tym zrobić. Niemniej pieniądze są, trzeba je tylko wyrwać z gardeł. Albo co ze złodziejami którzy opylili na pniu złoża łupkowe? Darować im?

  4. avatar

    Ja wiem, że to zabrzmi po mojemu, ale nawet w TVP w godzinach jako takiej oglądalności, niejaki Masa okutany w kominiarkę do kamery mówił o sesjach "giełdowych" na poziomie miliardów. Jeśli ktoś wierzy, że na KGHM w ciągu jednego dnia tak zwany podatnik nie popłynął na miliard, to chciałbym mieć ten komfort naiwności. A przecież to jest jedno ze 100 źródeł. Wspomniane autostrady, stadiony, "prywatyzacje" państwowej TPSA za pomocą państwowego łącznika z Francji. PZU "robione" przez Seszele, NFI, OFE, Orlen, umowy na gaz, łupki, zarżnięcie stoczni, FSO, kur..a to cud, że my jeszcze dajemy radę. Naprawdę jesteśmy narodem stworzonym do sukcesu, nie ma drugiego takiego narodu, który potrafiłby przetrwać wbrew systemowi i co więcej nie ma drugiego narodu, który tak by się potrafił dostosować do nowych warunków. Tylko ktoś ciągle nam tyle "tego masła żre". Polska jest krajem, który powinien żyć co najmniej na poziomie Szwecji, Austrii, Włoch, a mieć aspiracje na poziomie Anglii i Francji. Tymczasem żyjemy poniżej poziomu Czech, kraiku z kilkoma milionami ludzi, bez dostępu do morza, tranzytu na wschód i jakichkolwiek bogactw naturalnych. Nie ma pytania skąd wziąć? Jest pytanie, jak dzielić?

  5. avatar

    No ale tak czy siak, niech ten tekst robi za pozytywny ferment, bo trochę tu tego pozytywnego fermentu jest.

  6. a PO jest partią liberalną. W tym micie kryje się prawda. PO jest partią liberalną, tyle, że jednokierunkową, zmniejszają się obowiązki obciążajacych, gdy jednocześnie zwiększają się obciążenia obciążonych. PIS jest partią socjalistyczną, też jednokierunkową, bo zwiększają się obowiązki obciążających, gdy jednocześnie zmniejszają się obciążenia obciążonych.

  7. Ja naprawdę łaknę dobrego programu jak kania dżdżu

  8. avatar

    Nie ma bardziej gównianego czasu na branie władzy niż państwo znajdujące w gospodarczym dołku
    Nieprawda. Najlepiej bierze się władzę, kiedy państwo jest na dnie, a obywatele zdesperowani.

    Co zrobią dzielni naprawiacze państwa w barwach PiS? Jestem przekonany, że podłożą się po raz kolejny latając z pisowską siekierką i waląc równie nieudolnie jak przy okazji dr G
    Zgadza się. Tyle, że mnie się marzy inna osoba, niż jakiś doktor. Mogłoby to być, gdyby się udało, bardzo dydaktyczne.

    kultura organizacyjna państwa polskiego jest pod psem. Tej kultury się stworzy się poprzez kolejne zaciskanie pętli przepisów, a takie propozycje co rusz padają z prawej strony sali.
    Pełna zgoda. Raczej niestety prawa strona Sali jest szalenie socjalistyczna.

    Solidarność ma być oparciem dla reform państwa, to ja uprzejmie proszę mieć na uwadze, że związki też trzeba zreformować.
    Tego, co mówił p. Duda nie mogłam słuchać.
    Szacunek dla pracownika, umowy z pracownikiem nastaną wtedy, gdy bezrobocie się znacznie zmniejszy. Do kilku procent na przykład. To się może stać tylko wtedy, gdy będą stabilne warunki przez co najmniej kilka lat.
    PO zrobiła mnóstwo rzeczy szkodliwych, ale jedną arcyszkodliwą: zniszczyła  zaufanie do liberalizmu gospodardzego

  9. avatar

    I to ostanie zdanie jest kluczem. W ostatnim dwudziestoleciu były dwa liberalne posunięcia, pierwsze wykonał Miller 18% podatkiem liniowym, drugie Gilowska, spłaszczeniem podatków i umniejszeniem składki rentowej. Przepraszam za poufałość, ale KOCHANI, zacznijmy od starej desperackiej reguły mniejszego zła. Nie było od 1989 roku gorszej ekipy niż ta, po prostu nie było. W 2005 roku dałbym sobie jaja odgryźć, że po Milerze i Rywinie gorzej nie będzie. Dziś mówię, że tamta ekipa to był mikroskopijny pikuś. Kwaśniewski i Miller ścierali się i przez to była kontrola, w tym kontrola medialna. Tusk ma parasol, pole siłowe i gołą pierś medialną, którą nakrywano kolejne przekręty. Takiej degrengolady i monopolu tandety nie było nigdy. Rakowski był wielki przy Tusku.

  10. Z Tuska taki liberał jak z koziej odbytnicy Pzkmpf IV. Liberał wikipedyczny. To zdaje się za czasów rządów KLD M. Friedman odmówił doradzania w Polsce, bo stwierdził, że liberalną gospodarkę można budować tam gdzie funkcjonuje państwo. Jedyny wkład jaki KLD wniosło w rozwój liberalnej myśli w Polsce jest taki że 60-70% społeczeństwa określenie liberalny zestawia z epitetem złodziej.